Nowe wpisy

Jakiś czas temu na tym blogu pojawił się całkowicie nowy wpis. Od razu też pojawiły się pytania czy wracam, kiedy będą nowe wpisy i tak dalej. Otóż, wracam i nie wracam. Nie wykluczam tego, że jeszcze kiedyś coś tu wrzucę, ale też niczego wam nie obiecuję, bo nie chcę składać obietnic bez pokrycia. Będę miała pomysł- wpis się pojawi. Nie będę miała pomysłu- nie będę pisać na siłę.  Także wpadajcie tu co jakiś czas, zaglądajcie. A nuż widelec coś wrzucę. Może jutro, może za tydzień, a może za pół roku. Nie wiem. Na razie cieszę się na nadchodzącą wiosnę. Czego i wam serdecznie życzę.

Nie chcę tak dłużej żyć. Cz.1

Elżbieta Bosak obudziła się bardzo wcześnie rano, w „swoim” mieszkaniu, w Warszawie. Odkąd przyjęła propozycję ministra i zaczęła pracować w stolicy, w Toruniu bywała statystycznie raz na miesiąc. Bardzo przez to cierpiała. Przecież niedawno wyszła za mąż po raz drugi. Poza tym tęskniła za synem, mamą, przyjaciółmi, znanymi uliczkami. Tęskniła za domem. Za poczuciem bezpieczeństwa w ramionach Krzyśka, za maminą szarlotką, za krnąbrnym synem. Kobieta może nie cierpiałaby, aż tak bardzo, gdyby nie to, że przez rozłąkę jej króciutkie małżeństwo zaczęło się chwiać w posadach. Krzyś nie dzwonił do niej tak często jak na początku, a nawet, gdy dzwonił, w jego głosie słyszała przejmujący smutek. Martwiła się, że w końcu zaczną się kłócić. Musiała wracać do Torunia. Czuła, że to ostatni moment. Powstrzymywało ją tylko jedno. Bała się, że Krzysztof będzie zły, że postawiła go przed faktem dokonanym i teraz będzie on jedynym żywicielem rodziny. Ale był też inny powód chęci powrotu w rodzinne strony. Bosak od pewnego czasu kiepsko się czuła. Nie dojadała, nie dosypiała, jej praca była dosyć stresująca. W końcu zaczęła odczuwać dolegliwości ze strony układu krwionośnego. Miewała kołatania serca, duszności, zawroty głowy, cierpiała na bezsenność. Wiedziała, że musi wyjechać z Warszawy, bo inaczej się wykończy fizycznie i psychicznie.

- Wracam do Torunia- stwierdziła, po raz kolejny odpuszczając sobie śniadanie i zadowalając się jedynie mocną kawą. Na zjedzenie porządnego posiłku nie miała czasu. Ale miała kilka minut, aby napisać wypowiedzenie. Szybko to zrobiła i wybiegła z mieszkania.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Krzysztof Florczyk z cichym westchnieniem opadł na łóżko. Był po ciężkim i długim nocnym dyżurze i rozpaczliwie pragnął snu. Poza tym chciał przestać myśleć o tęsknocie za żoną. Dziś tęsknił za nią wyjątkowo mocno. Zbliżała się pierwsza rocznica ich ślubu. Ostatnio widzieli się dziewięć miesięcy temu. Elżbiecie ciężko było wygospodarować choć jeden luźny dzień, aby mogła wpaść do Torunia, albo żeby on pojechał do niej. On też wiele pracował, aby zagłuszyć ból tęsknoty. Tylko wieczorem, zanim usnął, spoglądał na ich ślubne zdjęcie, na śmiejącą się do fotografa żonę, na ich splecione dłonie i cierpiał. Inaczej to sobie wyobrażał. Kompletnie inaczej. Mieli się odwiedzać, dzwonić do siebie. Nic z tego nie wyszło. Nie tylko przez brak czasu, ale też przez to, że każdy taki kontakt, bez możliwości ujrzenia i dotknięcia tej drugiej osoby, tylko rozbudzał tęsknotę. Dlatego oboje podświadomie zdecydowali, że lepiej będzie się nie widywać. Ale teraz Florczyk miał dość. Ta tęsknota go wykańczała. Nagle zerwał się z łóżka.

- Koniec. Jutro jadę do Warszawy. Przekonam Elę do powrotu. Choćby nie wiem co- powiedział głośno i zdecydowanie. Nie wiedział jeszcze, że przekonywanie wcale nie będzie tu potrzebne.

KONIEC

Chcecie żebym wróciła?

Czy ktoś tu w ogóle jeszcze zagląda? Minęły…dwa lata? Minęło dużo czasu od dnia, w którym na blogu pojawił się ostatni wpis. A ja znów zaczęłam rozmyślać o ulubionym serialu. Chcę wrócić na ten blog. Ale czy wy chcecie mojego powrotu?

Zawieszam.

Jako, że ostatnio kompletnie nie mam natchnienia na pisanie jakichkolwiek opowiadań muszę chwilowo zawiesić bloga. Może kiedyś do niego wrócę, ale nie wiem. Ostatnio i tak było mniejsze zainteresowanie moimi historyjkami, więc nikt raczej płakać za mną za bardzo nie będzie. Zresztą, niby są wakacje, a czasu jest nawet mniej niż w roku szkolnym. A ja jeszcze mam inną robotę i muszę coś skończyć przed końcem września.

Jak poradzić sobie z problemami?

- Mam raka- wyrzuciła z siebie i spojrzała na Krzysztofa z napięciem. Wpatrywał się w nią z otwartymi ustami, ułożonymi w literę „o”.

- Pewnie wypada, żebym coś powiedział, więc powiem ci, że…nie wiem co ci mam powiedzieć. Ale…to jest na sto procent pewne?- Zapytał.

- Jeszcze nie do końca. Muszę zrobić biopsję. Ale…jest takie prawdopodobieństwo. Duże- wyznała i…po prostu się rozpłakała. Florczyk nie bardzo wiedział co robić w takiej sytuacji, więc zrobił to co zrobiłby w każdej innej. Mocno ją przytulił. To zawsze wystarczało i jemu i jej. Ale nie tym razem. Wciąż czuł strach. Rak. Trzy litery. Tylko tyle wystarczyło, aby jego całe dotychczasowe życie rozsypało się jak domek z kart. Jego ojciec też chorował na raka. Walczył o życie przez długie dwa lata. Aż w końcu umarł. We śnie. Jedno dobre, że przynajmniej się nie męczył. A co jeśli…Ela też umrze? Nie, to niemożliwe. Nie ma takiej opcji. Nie ona. Jest twarda i silna. Na pewno się nie podda. Nigdy się nie poddaje. Czy chodzi o kolejną walkę o pieniądze z NFZ-em, czy o ciężką chorobę, ona zawsze walczy do końca. Teraz też będzie walczyła. A on cały czas będzie przy niej. Nie zostawi jej samej. Nawet na moment.

- Będzie dobrze. Na pewno- powiedział cicho.

- A jeżeli nie? Jeżeli leczenie nic nie da?- Chlipnęła.

- Nie mów tak. Musisz myśleć pozytywnie. To bardzo pomaga w procesie leczenia. Tak jest zawsze- powiedział.

- Ja wiem, ale…bardzo się boję. A co jeśli jednak umrę? Nigdy nie zostanę wredną teściową, nie poznam swoich wnuków, nie zobaczę Włoch, ani Paryża- wymieniała zrozpaczona.

- Ela, nie będziesz wredną teściową. Ale babcią na pewno będziesz cudowną. A co do reszty…obiecuję, że kiedyś zobaczymy nawet cały świat, jeżeli tylko będziesz miała takie życzenie. Musisz tylko się upewnić, że naprawdę masz raka, a jeżeli tak będzie, musisz zacząć walczyć. Wyobraź sobie, że nowotwór to…Łącki. Z nim wygrałaś, to i z chorobą wygrasz- pocieszał ją jak mógł.

- Obiecaj mi coś- poprosiła nagle.

- Wszystko co zechcesz- powiedział.

- Obiecaj, że po mojej śmierci postarasz się jeszcze raz zakochać- wypaliła, a widząc jego minę dodała szybko.- Nie mówię tylko o naszej obecnej sytuacji, ale tak ogólnie.

- Dobrze, ale pewnie i tak ja umrę przed tobą. Mężczyźni statystycznie żyją krócej- przypomniał jej.

- Wiem, ale…różnie to bywa. Obiecujesz?- Dopytywała.

- Obiecuję- powiedział i pocałował ją namiętnie. Resztę dnia spędzili na kanapie. Bosak czuła się bezpiecznie, a Krzysztof mógł się nią wreszcie nacieszyć.

KONIEC

Poważna rozmowa.

Ela weszła do mieszkania, w którym ostatnio spędzała tak wiele czasu. Zawsze dobrze się tu czuła, ale w tym momencie marzyła tylko o tym, aby jak najszybciej stąd uciec. Może rzeczywiście nie powinna była mówić Krzyśkowi o chorobie dopóki nie potwierdzi się, że naprawdę jest chora? Nie, nikomu nie powinna była o tym mówić. Ale ona musiała się wygadać Leonowi. Teraz przyjaciel na pewno jej nie odpuści. Jeżeli nie powie Krzyśkowi prawdy, na pewno sam to zrobi. To byłoby najgorsze wyjście. Krzysztof byłby wściekły, że nie dowiedział się o wszystkim „u źródła”. Nie chciała go denerwować. Nie teraz, gdy tak bardzo go potrzebowała. Usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach. W pewnej chwili poczuła, że mężczyzna delikatnie masuje jej kark. Nie podniosła jednak głowy, ale nieco bezwładnie opadła w jego ramiona.

- Ciężki dzień?- Zapytał.

- Żeby tylko jeden dzień- westchnęła.

- Powiesz mi w końcu, co to za sekrety?- Zapytał nagle.

- Nie wiem. Wiem, że powinnam, ale…chciałabym tego uniknąć- powiedziała.

- Ale pewnie byłoby ci łatwiej, gdybyś się komuś zwierzyła- powiedział.

- A tym kimś masz być ty?- Zgadywała.

- Byłoby mi bardzo miło- powiedział z uśmiechem.

- Dobrze, masz rację. Będzie mi łatwiej. Poza tym, tego nie dałoby się ukrywać w nieskończoność. A ja teraz będę bardzo potrzebowała twojego wsparcia- zaczęła.

- Boże, co się stało? Nie mów, że mnie zdradziłaś. Przecież nie było mnie tylko przez miesiąc- przeraził się.

- Nie, coś ty. Nie chodzi o innego faceta. Widzisz, ja…prawdopodobnie mam raka- wyrzuciła z siebie.

KONIEC

Wiem, że krótkie i długo czekaliście, ale ostatnio jakoś coraz trudniej wyciągnąć za mnie chociaż szczątkowe natchnienie. Ale i tak mam nadzieję, że nowy wpis wam się spodoba.

Powrót do domu.

Krzysztof własnie wszedł do szpitala. Jakąś godzinę temu wylądował samolot, który przywiózł go z powrotem do Polski. Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, dokąd powinien najpierw pójść. Do Eli? Może być zajęta. To może do Leona? Może być jeszcze bardziej zajęty. Poza tym, chyba bardziej stęsknił się za Elżbietą. Zdecydowanym krokiem ruszył w kierunku jej gabinetu. Zapukał energicznie i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Ela siedziała przy biurku i wczytywała się w jakieś dokumenty.

- Leoś, nie przeszkadzaj mi. Mam ciężki dzień, masę papierów do przeczytania i podpisania. Wpadnij później- powiedziała, nawet nie podnosząc głowy znad biurka.

- Ale…to nie Leoś. To ja- roześmiał się Krzysiek.

- Co…Krzyś!- Pisnęła Bosak i podbiegła się przytulić.

- Oj Ela, miażdżysz- zaśmiał się, bo faktycznie kobieta „lekko” go poddusiła.

- Wiem, ale bardzo się za tobą stęskniłam- wyznała.

- Ja za tobą bardziej- stwierdził.

- A nie, bo ja- zaśmiała się. Przekomarzali się tak przez dłuższą chwilę, aż w końcu Krzyś usiadł na kanapie, a Bosak władowała mu się na kolana i wtuliła się w jego ramiona.

- Naprawdę jesteś dzisiaj, aż tak zajęta?- Zapytał.

- Niestety tak. A co?- Zapytała.

- Pomyślałem, że moglibyśmy teraz pojechać do mnie i spędzić razem miły wieczór- zaproponował.

- Niezły pomysł. Czekaj, niech pomyślę. Większość dokumentów mam już wypełnionych, a to co mi jeszcze zostało, nie jest na szczęście niczym pilnym. Ale wolałabym to jeszcze dokończyć, bo nie lubię zostawiać rozgrzebanej roboty- westchnęła.

- To zrobimy tak: ja pojadę teraz do siebie, rozpakuję się, a ty w tym czasie skończysz swoją robotę, a wtedy po mnie zadzwonisz i wtedy przyjadę tu po ciebie, dobrze?- Zaproponował.

- Dobrze- zgodziła się.- Aha, pod twoją nieobecność, przeniosłam część swoich rzeczy do twojego mieszkania i trochę tam pomieszkiwałam, więc nie zdziw się, gdy otworzysz szafę w sypialni i zobaczysz w niej kilka moich sukienek- powiedziała.

- Jasne. Aha, czy to oznacza, że teraz się do mnie wprowadzisz?- Upewnił się.

- Może tak, a może nie. Przemyślę to- powiedziała ze słodkim uśmiechem.

- Ale…

- Przecież żartuję głuptasie- roześmiała się.- Idź już. Muszę trochę popracować- powiedziała i delikatnie wypchnęła go ze swojego gabinetu. Potem zamknęła drzwi, oparła się o nie i zsunęła się na podłogę. Naprawdę chciała mu wszystko powiedzieć, ale to nie była dobra pora. Miejsce też było kiepskie. Lepsze na tego typu rozmowę będzie jego mieszkanie. Ale jak ona ma mu to powiedzieć? Jedno jest pewne na sto procent. Nie może przy nim okazywać strachu. Musi być twarda.

- Ja nie dam rady. Na pewno się poryczę- panikowała. Skończyła już robotę papierkową i mogła iść do domu. Mogła, ale nie chciała. Decyzję podjął za nią jej telefon, który nagle się rozdzwonił. Sięgnęła po niego i niepewnie spojrzała na wyświetlacz.

- Cześć, Krzysiu- powiedziała z udawanym spokojem.

- Cześć, skarbie. Skończyłaś już?- Zapytał.

- Tak. Możesz po mnie przyjechać- powiedziała.

- Będę za pół godziny. Kocham cię- powiedział.

- Ja ciebie też- powiedziała i się rozłączyła. Miała tylko trzydzieści minut na przygotowanie się do tej rozmowy. To naprawdę bardzo mało czasu. Była jednak zdeterminowana, aby o wszystkim powiedzieć już dzisiaj, bo potem byłoby jej pewnie coraz trudniej.

KONIEC

Definitywnie ostatni wpis i prośba.

Wiem, że wstawiłam już swój ostatni wpis na tym blogu, ale mam problem. Czasami chciałabym coś sobie napisać tak, aby ktoś to przeczytał i skomentował, ale nie wiem jakim serialem mogłabym się teraz zainteresować i o czym pisać. Jakieś pomysły? Mnie naprawdę nic nie przychodzi do głowy :(.

Pożegnanie.

Chciałam was tylko powiadomić, że postanowiłam ostatecznie zamknąć tego bloga.  Nie mam na niego czasu, nie mam pomysłów, internet jest pełen stron, które interesują mnie znacznie bardziej i jeszcze powinnam więcej czasu poświęcić na dokończenie i wydanie własnej książki. A teraz czas małe podsumowania:

Pierwszy wpis pojawił się 27.04.2014, a więc ponad rok temu. I tak długo go ciągnęłam jak na mnie :) .

Liczba wpisów: 154 (razem z tym).

Liczba komentarzy: 1092 za co serdecznie wam dziękuję.

Żegnam.

Problematyczny powrót do domu.

Leon właśnie zaszył się w swoim gabinecie. Odprowadził Elżbietę pod drzwi jej gabinetu, poszedł na oddział chirurgii, zamknął się w swoim gabinecie, oparł się o drzwi i wyciągnął z kieszeni telefon. Znalazł wśród miliona zupełnie niepotrzebnych kontaktów ten, którego w tym momencie potrzebował najbardziej. Krzysztof. W jego telefonie numer czwarty. Na pierwszych dwóch miejscach były numery córek. Trzecie już od lat okupowała Bosak. Leon nacisnął zieloną słuchawkę i cierpliwie czekał, aż przyjaciel odbierze. W końcu, po pięciu sygnałach, doczekał się.

- Halo?- Głos w słuchawce był lekko zaspany. Widocznie Krzysiek odsypiał szkolenie. Albo imprezy towarzyszące. Albo jedno i drugie.

- Cześć Krzysiu!- Powiedział Jasiński, z rozbawieniem mówiąc bardzo głośno. Zawsze uwielbiał dręczyć swoich przyjaciół, gdy byli skacowani.

- Leon, pogięło cię!? Nie drzyj się tak! Jezu, moja głowa! Nigdy więcej imprez integracyjnych- marudził Florczyk.

- Dobra, dobra. Krzyś, pozbieraj teraz do kupy wszystkie szare komórki jakie podobno masz w mózgu i skup się na tym co teraz ci powiem. Musisz jak najszybciej wracać do Polska- powiedział Leon.

- A co? Już się za mną stęskniłeś?- Zaśmiał się Jasiński.- A ja przecież i tak wracam do Polski jutro- przypomniał.

- Rzeczywiście- przypomniał sobie Leoś.

- Właśnie. Ale o co ci, tak właściwie, chodzi?- Zapytał.

- Jedno słowo. Ela- powiedział Leon tajemniczo.

- Wiedziałem, że ona ma jakieś problemy. Po prostu czułem to. Może od ciebie wreszcie się dowiem o co chodzi- powiedział.

- Przykro mi, ale nie mogę ci pomóc. To sprawa między wami- powiedział niepewnie.

- Ale…

- A w ogóle to muszę już skończyć, bo jestem w pracy. Cześć- powiedział i się rozłączył.

- Cześć.

KONIEC

Przepraszam, że znowu takie krótkie, ale od kilku dni zajmuję się wszystkim…tylko nie pisaniem. Nawet natchnienie chwilowo (przynajmniej mam taką nadzieję) wyparowało. Ostatnio, na ten przykład, zajmuję się czytaniem blogów z recenzjami słodyczy. Tak, są takie. Sama nie mogłam w to uwierzyć. Wiem, że moje zainteresowania są…nietypowe, ale nie mogę żyć bez słodyczy. Zwłaszcza dobrej czekolady i lodów Nawet pisanie własnej książki trochę zaniedbałam, bo mam ostatnio nieco inne zajęcia. Gdyby nie to, że jedziemy jutro do Czech na jednodniową wycieczkę powiedziałabym, że wam to wynagrodzę i wstawię coś też jutro.