Kolejny dzień, czyli powrót do domu.

Ela obudziła się rano w niezwykle dobrym humorze. Dzisiaj miała wyjść do domu i bardzo się z tego cieszyła. Jedyną łyżką dziegciu w tej beczce miodu była świadomość, że Leon jej nie odbierze ze szpitala. Jednak jej wcześniejsze zachowanie dość mocno nadszarpnęło ich wieloletnią przyjaźń. Na dzień dzisiejszy dogadywali się dobrze, ale wciąż nie byli w tak bliskich stosunkach jak jeszcze jakiś rok temu. Wtedy jedno za drugim poszłoby w ogień. Dziś nie było tak różowo. Bosak wiedziała, że ich przyjaźń da się uratować, ale zdawała sobie sprawę, że potrzeba na to dużo czasu i wielu rozmów z Jasińskim. Elżbieta musiała mu udowodnić, że wciąż jej na nim bardzo zależy. Na nim i ich przyjaźni. A to trochę potrwa. Ale ona sobie na to zasłużyła. Zdawała sobie sprawę, że nieźle narozrabiała przez ostatnie kilka miesięcy, ale tym razem postanowiła obrać inną taktykę niż zawsze. Wcześniej nigdy nie przepraszała za swoje błędy. Nawet się do nich nie przyznawała. Teraz zrozumiała, że była zwyczajnym tchórze i przez swoje tchórzostwo straciła mężczyznę swojego życia, najlepszego przyjaciela na świecie i ukochanego syna. Musiała odzyskać zaufanie ich wszystkich, ale postanowiła, że najpierw skupi się na Leonie, bo ten akurat był najbliżej i raczej dość łatwo będzie się z nim pogodzić. Ale w tej konkretnie chwili musi skupić się na przebieraniu w swoje własne ciuchy, które przyjaciel przywiózł jej wczoraj. Na jej nadgarstkach wciąż były opatrunki, ale nie martwiła się tym. Nie martwiła się też bliznami, które pewnie zostaną do końca życia. Zawsze może je przecież zasłonić jakimiś bransoletkami. Albo częściej będzie nosić bluzki z długimi rękawami. W każdym razie na pewno coś wymyśli. Ale teraz musi się już zbierać do domu, bo zaraz na pewno na jej miejsce przywiozą kogoś nowego. Musi zwolnić miejsce dla bardziej potrzebujących. Poza tym bardzo chętnie wyśpi się wreszcie we własnym łóżku. Te szpitalne, mimo że wygodniejsze i lepszej jakości niż gdziekolwiek indziej, nigdy nie zastąpią łóżka w domu. Ela zaczęła sobie wesoło pogwizdywać, gdy usłyszała, że ktoś wchodzi do jej sali. Odwróciła się. Zobaczyła Krzyśka. Uśmiechnęła się na jego widok, ale była zaskoczona. Nie spodziewała się go tutaj. Odkąd wpadł do niej parę dni temu, nie był u niej już ani razu i Elżbieta doszła do wniosku, że pewnie już wrócił do Warszawy. Było jej z tego powodu trochę przykro z tego powodu, ale nie załamywała się. Doszła tylko do wniosku, że mógł przyjść jeszcze raz i przynajmniej pożegnać się z nią. Ale skoro nie przyszedł, trudno. Za to teraz był tu. Stał w drzwiach i uśmiechał się do niej lekko. Odwzajemniła ten uśmiech.

- Cześć- powiedziała cicho.

- Cześć- odpowiedział.

- Co tutaj robisz?- Zapytała.

- Mam cię odwieźć do domu. Chyba, że nie chcesz- powiedział wesoło.

- Chcę i dziękuję- powiedziała, pakując swoje rzeczy do podręcznej torby. Nie było tego dużo, ale i tak nawet te kilka drobiazgów nie zmieściłoby się do jej torebki, więc Leon przywiózł jej małą podręczną walizeczkę.

- Nie ma za co. To naprawdę drobiazg- powiedział.

- Akurat. Domyślam się, że przebywanie w moim towarzystwie nie jest dla ciebie niczym przyjemnym- stwierdziła.

- Jakoś przeżyję. Jesteś gotowa?- Zmienił temat.

- Chyba tak- pokiwała głową. Zajrzała jeszcze do łazienki, aby sprawdzić czy zabrała stamtąd wszystkie swoje przybory toaletowe. Potem wróciła i wzięła z łóżka torbę. Florczyk od razu podszedł do niej i wyciągnął jej walizkę z rąk.

- Może lepiej ja to wezmę?- Zaproponował.

- Ale…dam sobie radę- próbowała protestować.

- Nie marudź. Nie pozwolę, aby kobieta sama nosiła walizki- stwierdził zdecydowanie.

- Aleś ty kulturalny- zaśmiała się, ale zaraz spoważniała.- Ale pozwolisz mi się potem jakoś odwdzięczyć- zaznaczyła.

- A jak?- Zainteresował się.

- Dasz się zaprosić na obiad? Albo na kolację?- Zaproponowała odważnie.

- Kiedy?- Zapytał.

- Może dzisiaj? Pasuje ci?- Zapytała.

- A wiesz, że tak? Ale dopiero w porze kolacji- uśmiechnął się.

- Naprawdę?- Ucieszyła się.

- Tak. Może nie jesteśmy już razem, ale to nie znaczy, że nie możemy być przynajmniej przyjaciółmi- powiedział.

- Chcesz się ze mną zaprzyjaźnić? Myślałam, że mnie nienawidzisz- nawiązała do ich rozmowy na urodzinach Leosia.

- Tak, chyba powinienem cię za to przeprosić. Zdaje się, że podczas naszej ostatniej rozmowy trochę przegiąłem- powiedział, nie patrząc jej w oczy.

- Nie da się ukryć, ale dzięki za przeprosiny- uśmiechnęła się do niego lekko.

- Proszę. To co? Zwijamy się, nie? Pewnie masz już dosyć szpitala, co?- Zapytał retorycznie.

- O tak- pokiwała głową.

- To chodź- powiedział. Chwilę później byli już na zewnątrz, przy samochodzie mężczyzny. Wsiedli do środka i ruszyli. Droga minęła im nadspodziewanie szybko.

- Dzięki. To co? Do wieczora.

- Do wieczora.

KONIEC

2 Odpowiedzi na Kolejny dzień, czyli powrót do domu.

  • ~Olka mówi:

    Fajne ;), ale to dziwne, że Krzysiek nagle taki chętny na kolację i znowu to on przeprasza Elę… To ona się powinna starać i przepraszać, a nie on. Owszem na tej kolacji był brutalnie szczery, ale ona nie pozostała mu dłużna, więc nie bardzo rozumiem jego zachowanie w tej części…

    • ~magda981 mówi:

      Przeprosił ją za to, że powiedział, że jej nienawidzi, bo to było jednak trochę za mocne. Nawet biorąc pod uwagę wszystkie mniejsze i większe grzeszki Elżbiety. Nie będę za dużo zdradzać, ale…nie, nie mogę ci nic powiedzieć, bo nie będziesz miała przyjemności z czytania. Wszystkiego dowiesz się w następnej części :) .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>