Obiad.

- Dlaczego nie jedziemy w stronę miasta?- Zapytała zaskoczona Elżbieta.

- Porywam cię- zażartował.

- Ale dokąd?- Dopytywała.

- Nie mogę powiedzieć. Tajemnica- powiedział.

- Ale…- zaprotestowała.

- I tak się niedługo dowiesz- uświadomił ją.

- W sumie racja. Ale i tak musisz mi powiedzieć, gdzie jedziemy- powiedziała zdecydowanie.

- Nie powiem. Niespodzianka. O cholera- powiedział.

- Co?- Zapytała.

- Kończy nam się paliwo. Właściwie to już się skończyło- powiedział i zjechał na pobocze. Chwilę później samochód zgasł.

- I co robimy?- Zapytała Bosak.

- Nie wiem. Chyba musimy zadzwonić po pomoc drogową. Ale ja nie mam telefonu- uświadomił sobie nagle.

- Ja też nie. Miłego dnia- powiedziała Ela i wysiadła z auta. Florczyk wyskoczył za nią.

- Gdzie ty idziesz?- Zapytał.

- Do domu. Przy dobrych wiatrach, dotrę tam jeszcze dziś wieczorem- wysyczała. Była wściekła jak osa. Właśnie dlatego musiała odejść. Inaczej mogłaby zrobić Krzyśkowi poważną krzywdę. Dlatego wolała go zostawić. Tak było zdecydowanie bezpieczniej. Jednak mężczyzna postanowił za nią pójść.

- Ela! Proszę, zaczekaj- prosił.

- Spadaj- warknęła.

- Ale nie mogę cię puścić samej. Jesteśmy daleko od miasta. Jeszcze coś ci się stanie po drodze- tłumaczył.

- Trudno- powiedziała.- Cholera- jęknęła, bo właśnie zaczęło padać i to na całego.

- Rzeczywiście, cholera- przyznał jej rację.- Może wrócimy do auta?- Zaproponował.

- Dobra- ustąpiła.- Ale i tak jestem na ciebie wściekła- zaznaczyła od razu.

- Ale dlaczego?- Zapytał.

- Zmusiłeś mnie do skoku ze spadochronem pomimo tego, że mówiłam ci, że nie chcę tego robić, bo mam lęk wysokości. Porwałeś mnie za miasto i nie sprawdziłeś czy nie trzeba zatankować, a przy wylocie z miasta była stacja benzynowa- nakręcała się.

- Ale deszcz nie jest moją winą- powiedział ze złością i sięgnął do drzwi. Niestety okazało się, że są zablokowane.- No to jesteśmy ugotowani- jęknął i ze złością uderzył ręką w dach samochodu. Elżbieta tymczasem odeszła na pobocze, usiadła na jakimś kamieniu i po prostu się rozpłakała. Florczyk podszedł do niej i bez słowa ją przytulił.

- Krzyś, nie obraź się, ale to jest najgorsza randka w całym moim życiu- chlipnęła.

- W sumie w moim też. Ale przynajmniej twoje towarzystwo jest bardzo miłe- powiedział i odgarnął jej mokry kosmyk włosów z czoła.

- Wzajemnie- szepnęła i mocniej się w niego wtuliła. Było jej strasznie zimno.

- Zaczekaj moment- zdjął swoją marynarkę i okrył nią ukochaną.

- Dziękuję- powiedziała.

- Nie ma za co. Ciepło ci?- Zapytał.

- Tak- skinęła głową.- Co robimy?- Zapytała.

- Czekamy, aż przestanie padać. Potem będziemy mogli wrócić do Torunia. Nawet na piechotę- powiedział.

- A samochód?- Zmartwiła się.

- Zadzwonię po pomoc drogową- powiedział.

- Jasne- powiedziała.

- Ale na razie musimy poczekać- powiedział. Nie wiedzieli jednak, że na ładną pogodę przyjdzie im czekać jeszcze przez dłuższy czas, a nawet gdy wyjdzie słońce, pojawią się kolejne problemy.

KONIEC

4 Odpowiedzi na Obiad.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>