Oświadczyny (nie)idealne.

A oto przed wami moja kolejna historia, bo nie mogę się zdecydować, czy tamta historia jest już skończona, czy jednak nie :) . I nie wiem czy tą część potraktować jako coś nowego, czy kolejną (prawdopodobnie już ostatnią) dotyczącą tej serii. Ale dobra, nieważne.  Pewnie pamiętacie oświadczyny Krzysztofa i zgadzacie się ze mną, że nie były one idealne. Ani za pierwszym, ani za drugim razem :) . Trzeba je poprawić :) .

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Elżbieta z westchnieniem ulgi opadła na kanapę. Była padnięta. Przez ostatnie problemy w pracy i w domu praktycznie nie sypiała. Chyba, że była w mieszkaniu Krzysztofa. Tak jak teraz. Właśnie wrócili z kolejnego zebrania Rady Miasta. Oboje byli wykończeni. W dodatku zebranie skończyło się niekorzystnie dla Bosak. Ela siedziała przez chwilę bez ruchu. Krzysiek gdzieś „zaginął w akcji”. Nagle wszedł do salonu. W jednej ręce trzymał bukiet róż, a w drugiej jakieś małe pudełeczko. Elżbieta z początku nie zarejestrowała co w nim jest. Dotarło to do niej dopiero, gdy mężczyzna padł przed nią na kolana, a właściwie na jedno.

- Krzyś, co ty wyprawiasz?- Jęknęła.

- Zaczynam ci się oświadczać. Wyjdziesz za mnie?- Spojrzał na nią z nadzieją.

- Ale żeś sobie wybrał moment, nie ma co- zaśmiała się.

- Dobry jak każdy inny. To co? Bo nigdy nie oświadczałem się w ten sposób i nie wiem jak długo trzeba klęczeć- powiedział.

- Ja…Jezu, co ja mam ci powiedzieć?- Zastanawiała się głośno.

- Powiedz, że się zgadzasz. Proszę- mężczyzna zrobił „oczy szczeniaczka”.

- Tak, jasne. Weźmiemy ślub, a po paru latach prawdopodobnie będziesz miał mnie po prostu dość. Dziękuję, postoję- powiedziała.

- Nie dramatyzuj. Kochasz mnie?- Zadał podstawowe pytanie.

- Tak- powiedziała bez zastanowienia.

- To czym ty się martwisz? Miłość w zupełności wystarczy- powiedział.

- Zgadzam się- powiedziała.

- Widzisz? Musisz zawsze się ze mną zgadzać, bo ja chcę dla ciebie jak najlepiej- trajkotał.

- Oj, nie całkiem o to mi chodziło- zaśmiała się.

- A o co?- Zapytał.

- A o twoje oświadczyny, głuptasie!- Wykrzyknęła.

- Aha, dobra. Jasne. Zaraz…co? Czy ty się właśnie…czy my…ja…ty…- zaczął się motać.

- Tak, tak. Wyjdę za ciebie. Tylko już wstań, bo dziwnie się czuję, gdy tak klęczysz- powiedziała. Chciała go pociągnąć na kanapę, ale on był silniejszy i przyciągnął ją do siebie. Wylądowała na jego klatce piersiowej. Zaczęli się śmiać. Po chwili Bosak zaczęła się podnosić. Jednak w pewnej chwili poczuła ostry ból z tyłu głowy i opadła z powrotem na narzeczonego.

- Co się dzieje?- Zaniepokoił się.

- Nie, nic takiego. Masz w domu coś przeciwbólowego? Strasznie boli mnie głowa- powiedziała.

- Chyba mam. Zaraz przyniosę- obiecał. Przyniósł jej lekarstwo. Bosak szybko je wypiła. Zjedli obiad i usiedli na kanapie. Zaczęli planować wspólne życie. Elżbieta cały czas bawiła się pierścionkiem zaręczynowym.

- Kiedy się pobierzemy?- Zapytała.

- A kiedy byś chciała?- Odbił pałeczkę.

- Jak najszybciej- powiedziała zdecydowanie.

- To znaczy?

- Nawet i za tydzień- stwierdziła.

- Chcesz mieć skromny ślub?- Zdziwił się.

- Nie. Właśnie chcę mieć ogromny ślub. I wesele. I tango- zaczęła wymieniać.

- Może być ciężko zorganizować taką imprezę w tydzień, ale niech będzie. Jestem za- uśmiechnął się.

- Dzięki- powiedziała sennie. Chwilę później usnęła. Planowanie ślubu mogło troszkę zaczekać. Miała na to przecież cały tydzień, a to jest naprawdę mnóstwo czasu.

KONIEC

7 Odpowiedzi na Oświadczyny (nie)idealne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>