Wszystko zaczyna się walić.

Elżbieta obudziła się później niż zwykle. Była już nieco spóźniona do pracy, ale i tak mogła jeszcze spokojnie zjeść śniadanie i przyszykować się. Poszła do łazienki. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Odkręciła strumień gorącej wody i wycisnęła na dłoń trochę mydła w płynie o zapachu karmelu. Zaczęła się namydlać. Gdy była już przy piersiach, poczuła, że w lewej jest małe zgrubienie, a właściwie guzek. Przesunęła ręką w tym miejscu raz jeszcze. Rzeczywiście „coś” tam było. Bosak nie panikowała za bardzo. Takie guzki zwykle były kompletnie niegroźne. Ale i tak wypadałoby go pokazać na następnej wizycie u ginekologa.

- Tylko kiedy to jest?- Zastanawiała się na głos.- Za…trzy dni. Po prostu wspaniale- westchnęła. Dokładnie za tydzień Krzysiek wraca do Polski. Trzy tygodnie temu poleciał do Monachium na serię wykładów. Bosak osobiście go do tego namówiła, bo mężczyzna bronił się przed wyjazdem rękami i nogami. Za trzy miesiące miał się odbyć ich ślub. Ela też nie bardzo chciała się rozstawać, ale teraz doszła do wniosku, że to nawet lepiej, że Krzysiek jest za granicą. Nie chciała go martwić niepotrzebnie. Powie mu o wszystkim dopiero, gdy sama będzie wiedziała chociaż trochę więcej. Nagle przypomniała sobie o pewnym, bardzo ważnym, szczególiku. Aby stwierdzić, co to za guzek, potrzeba pewnie czegoś więcej niż jedna wizyta u ginekologa. Czyli, że pewnie w najbliższej przyszłości, trochę się nabiega. Guzek pewnie trzeba będzie usunąć, więc i tak nie obędzie się bez choćby małego zabiegu. Czyli i tak będzie musiała wszystko powiedzieć narzeczonemu. Kiedyś. Na pewno nie teraz. Tylko by się biedak niepotrzebnie martwił. Dopóki nie ma ostatecznego potwierdzenia, że to rak, nikt nie powinien o niczym wiedzieć. Ani Krzysztof, ani Leon, ani nikt inny. Ela nie chciała niepotrzebnie siać paniki. Zrobi to dopiero, gdy będzie wiedziała na pewno, że jest chora. A jeśli jednak jest chora? Nie, bez paniki. Z nowotworem piersi można wygrać. Statystyki są po jej stronie. Trzeba o tym, na kilka najbliższych dni, zapomnieć. A teraz…teraz trzeba się zbierać do pracy. Elżbieta za chwilę miała się spotkać z przedstawicielem firmy rozprowadzającej sprzęt medyczny najnowszej generacji. Trzeba złożyć zamówienie, bo ich laparoskop za chwilę całkiem padnie, a muszą mieć „na stanie” przynajmniej dwa. Kobieta szybko ubrała swoje ulubione czarne szpilki i wybiegła z domu. Czekały ją teraz bardzo…emocjonujące dni.

KONIEC

I co? I co? Myślicie, że Ela naprawdę ma raka? Podoba wam się ten pomysł? Wiem, że jestem dziwna i stuknięta, ale ostatnio czytałam książkę o tej tematyce i…jakoś tak wymyśliłam, że Elżbieta też mogłaby mieć raka. Albo okazałoby się, że to fałszywy alarm. Jeszcze zobaczymy. Ale piszcie jak wam się podoba i czy mam coś zmienić. No i piszcie, które rozwiązanie wolicie. Chorobę? Fałszywy alarm?

9 Odpowiedzi na Wszystko zaczyna się walić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>