Nie chcę tak dłużej żyć. Cz.1

Elżbieta Bosak obudziła się bardzo wcześnie rano, w „swoim” mieszkaniu, w Warszawie. Odkąd przyjęła propozycję ministra i zaczęła pracować w stolicy, w Toruniu bywała statystycznie raz na miesiąc. Bardzo przez to cierpiała. Przecież niedawno wyszła za mąż po raz drugi. Poza tym tęskniła za synem, mamą, przyjaciółmi, znanymi uliczkami. Tęskniła za domem. Za poczuciem bezpieczeństwa w ramionach Krzyśka, za maminą szarlotką, za krnąbrnym synem. Kobieta może nie cierpiałaby, aż tak bardzo, gdyby nie to, że przez rozłąkę jej króciutkie małżeństwo zaczęło się chwiać w posadach. Krzyś nie dzwonił do niej tak często jak na początku, a nawet, gdy dzwonił, w jego głosie słyszała przejmujący smutek. Martwiła się, że w końcu zaczną się kłócić. Musiała wracać do Torunia. Czuła, że to ostatni moment. Powstrzymywało ją tylko jedno. Bała się, że Krzysztof będzie zły, że postawiła go przed faktem dokonanym i teraz będzie on jedynym żywicielem rodziny. Ale był też inny powód chęci powrotu w rodzinne strony. Bosak od pewnego czasu kiepsko się czuła. Nie dojadała, nie dosypiała, jej praca była dosyć stresująca. W końcu zaczęła odczuwać dolegliwości ze strony układu krwionośnego. Miewała kołatania serca, duszności, zawroty głowy, cierpiała na bezsenność. Wiedziała, że musi wyjechać z Warszawy, bo inaczej się wykończy fizycznie i psychicznie.

- Wracam do Torunia- stwierdziła, po raz kolejny odpuszczając sobie śniadanie i zadowalając się jedynie mocną kawą. Na zjedzenie porządnego posiłku nie miała czasu. Ale miała kilka minut, aby napisać wypowiedzenie. Szybko to zrobiła i wybiegła z mieszkania.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Krzysztof Florczyk z cichym westchnieniem opadł na łóżko. Był po ciężkim i długim nocnym dyżurze i rozpaczliwie pragnął snu. Poza tym chciał przestać myśleć o tęsknocie za żoną. Dziś tęsknił za nią wyjątkowo mocno. Zbliżała się pierwsza rocznica ich ślubu. Ostatnio widzieli się dziewięć miesięcy temu. Elżbiecie ciężko było wygospodarować choć jeden luźny dzień, aby mogła wpaść do Torunia, albo żeby on pojechał do niej. On też wiele pracował, aby zagłuszyć ból tęsknoty. Tylko wieczorem, zanim usnął, spoglądał na ich ślubne zdjęcie, na śmiejącą się do fotografa żonę, na ich splecione dłonie i cierpiał. Inaczej to sobie wyobrażał. Kompletnie inaczej. Mieli się odwiedzać, dzwonić do siebie. Nic z tego nie wyszło. Nie tylko przez brak czasu, ale też przez to, że każdy taki kontakt, bez możliwości ujrzenia i dotknięcia tej drugiej osoby, tylko rozbudzał tęsknotę. Dlatego oboje podświadomie zdecydowali, że lepiej będzie się nie widywać. Ale teraz Florczyk miał dość. Ta tęsknota go wykańczała. Nagle zerwał się z łóżka.

- Koniec. Jutro jadę do Warszawy. Przekonam Elę do powrotu. Choćby nie wiem co- powiedział głośno i zdecydowanie. Nie wiedział jeszcze, że przekonywanie wcale nie będzie tu potrzebne.

KONIEC

2 Odpowiedzi na Nie chcę tak dłużej żyć. Cz.1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>