Opowiadania innych

Kartka z pamiętnika cz 2

15.08.1989.r

Jestem od tygodnia w Polsce. Nie mogę zebrać w sobie odwagi żeby spytać się Leosia czy wie co się dzieje z Krzysiem. Tak bardzo tęskniłam za moją mamą i Leosiem. W głowie mam mętlik. Nie nienawidzę Krzysztofa. Czemu to wszystko tak boli? Jeszcze tylko tydzień i wracam do Belgi. Muszę się zapytać Leosia.

18.08.1989.r

Jeszcze tylko 4 dni, a już zaczynam tęsknić. Jutro już muszę się zapytać Leosia czy wie coś o Krzysiu. On na pewno wie. Przecierz byli najlepszymi kumplami. A ja z nimi. Ciągle o nim nie mogę przestać myśleć. I do tego moja mama cały czas drąży temat czemu się rozstaliśmy. A ja jej jeszcze nic o tym nie powiedziałam.

22.08.1989.r

Już jutro wracam do Brukseli. W końcu zapytałam się Leosia o Krzysztofa. Mówił, że zaraz po moim wyjeździe on przeprowadził się do Warszawy. I że widzieli się ze 2 razy. Mówił że z Toruniem ma wiele nie miłych wspomnień. Pomyślałam sobie, że te wspomnienia związane są ze mną. Czy ja aż tak mu zepsułam życie, że wyprowadził się z Torunia? Trudno jakoś się z tym pogodzę. Będzie ciężko, ale dam radę.

01.09.1989.r

Jacq coraz częściej mnie odwiedza. Mam coraz więcej pracy i dobrze mi z tym przynajmniej tak dużo o tym wszystkim nie myślę. Jaqc zaprosił mnie na kolację do restauracji, która ma odbyć się za 3 dni i nie wiem czy iść, czy nie. Ale chyba pójdę. Też mi się coś należy od życia.

19.10.1989.r

W ciągu ostatniego miesiąca byłam z Jacqiem 4 razy na kolacji. Jest prawie tak samo przystojny jak Krzysztof. Czemu ja każdego faceta muszę z nim porównywać? Za 6 dni jest bankiet. Idę na niego razem z Jacqiem. Chyba coś zaczynam do niego czuć.

04.12.1989.r

Od miesiąca jestem z Jacqiem i nawet dobrze mi z tym. W tym roku moja mama przyjedzie do mnie na Boże Narodzenie. Mam nadzieje że polubi Jacqka. Mówiłam jej, że kogoś mam. A na początku stycznia mam się przeprowadzić do Jacqka. Cieszę się z tego, że znalazłam sobie kogoś kto mnie kocha.

28.12.1989.r

Moja mama już za 2 dni jedzie do Polski. Będę za nią bardzo tęsknić. Teraz nie wiem kiedy się zobaczymy. Dam radę. Już 6 lat jestem tu. Ale najważniejsze, że mojej mamie się spodobał Jacq. Tego się najbardziej obawiałam, bo moja mama swoje serce już na studiach oddała Krzysztofowi. Znowu zaczynam o nim myśleć. Dobra, dziś sobie postanawiam.

Po pierwsze: przestaje o nim myśleć.

Po drugie: będę szczęśliwa dla Jacqa.

Po trzecie: będę się cieszyć życiem.

25.01.1990.r

W domu coraz lepiej z Jacqkiem. Bardzo dobrze sie dogadujemy. Za 4 dni jadę na kursy. A za 2 tygodnie przyjedzie Leon z żoną i córką Beatą. Nie mogę się doczekaĆ kiedy przyjadą. Tak dawno go nie widziałam.

5.02.1990.r

3 dni temu do Polski wrócił Leon. Ta jego córka jest taka wspaniała. Tyle szczęścia w tak małej osobie. Ja chyba też bym chciała mnieć dziecko. Ale na razie musze się zająĆ karierą. I Jacq chyba na razie nie chce dziecka. Ale czemu ja o tym myślę? Jesteśmy razem dopiero 4 miesiące.

19.09.1990.r

Z Jacqiem jest mi coraz lepiej. Myślę, że trochę za dużo pracuję i nie mam dla niego czasu. Koniec, od jutra spędzam z nim coraz więcej czasu. Muszę to zrobić dla niego i dla nas. Tak, dla nas. Kocham go i zrobię wszystko dla niego.

22.05.1991.r

Z Jacqiem jest coraz lepiej. Dostałam nową pracę. Jestem dyrektorką szpitala w Belgii. Ale nadal praktykuję jako pulmonolog. Za miesiąc jedziemy z Jacqiem do Polski. Do mojej mamy i Leosia. Bardzo się za nimi stęskniłam. Jacq chce poznać trochę Polskę. A poza tym bardzo polubili się z Leosiem i to jest dla mnie najważniejsze. A najepsze w tym wszystkim jest to, że będziemy tam cały miesiąc.

24.07.1991.r

Musiał akurat on przyjechać do Torunia. Mógł przecież przyjechać za kilka dni i by mnie tu już nie było. Ale dałam radę. I to jeszcze jak byliśmy u Leosia z Jacqiem. Ale przynajmniej wiem, że nie ma nikogo. Może on jeszcze coś czuje do mnie. Koniec z tym, nie myślę już o nim. Koniec!!

04.12.1993.r

Wczoraj Jacq mi się oświadczył. Tak się cieszę. Zaprosił mnie na  kolację do restauracji.  Najlepszej restauracji w mieście. I ten pierścionek. Taki wspaniały. Kocham go.

19.06.1994.r

Już za 4 tygodnie biorę ślub. Trochę się denerwuję, ale tylko troszeczkę. Wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Będzie moja mama, Leoś i reszta mojej rodziny, rodzina Jacqka. To będzie najwspanialszy dzień w moim życiu. Nigdy wcześniej tak wspaniale się nie czułam.

25.05.1995.r

Jestem w 3 miesiącu ciąży z Jacqkiem i bardzo się cieszymy. Leoś myślał, że teraz zamieszkam z Jackiem w Polsce. Ale my na ten temat poważnie porozmawialiśmy I doszliśmy do wniosku, że tylko tu możemy się rozwijać. I nasze dziecko będzie miało lepszą przyszłość. Tak, tylko tu widzimy naszą wspólną przyszłość, a za miesiąc mamy naszą 1 rocznicę ślubu.

19.08.1996.r

Nasze dziecko ma już 9 miesięcy i jest takie kochane. Mama Jacqka mówi, że Janek i Jacqk to dwie krople wody. Jacqk też tak wyglądał kilka mięsięcy po narodzinach. Chrzestnym Janka jest Leon, a chrzestną siostra Jackqa.

28.06.1997.r

Za 4 tygodnie będziemy w Polsce na miesiąc. jedziemy tam w moim ostatnim miesiącu wolnego, bo potem wracam do pracy. Jacq tak wspaniale opiekuje się mną i Jankiem. Jest taki kochający i opiekuńczy. Ale musimy tam jechać, bo się bardzo stęskniłam za moją mamą, Leosiem, ogólnie stęskniłam się za Polską. To będzie pierwsza wizyta Janka w Polsce.

14.08.1998.r

Już za 4 dni wracamy do Belgii. A za 2 tygodnie wracam do pracy. Janek ma już załatwiony żłobek w Brukseli. Leoś dał mi czasopismo medyczne, była w nim informacja o Krzysztofie. I jego artyuł. Teraz wiem, że ma już habilitację i jest przyszłością chirurgii.

01.06.2006.r

Podjęliśmy decyzję, rozpoczynamy separację. Ja już mam go dosyć, on ma dosyć mnie. Ja się zapracowuje, a on mnie zdradza. Ile możemy tego znosić? Tej sztucznej miłości. Najbardziej na tym ucierpi Janek. Ale on już nie ma 5 lat, musi to zrozumieć. Ja już nie mam siły na to wszystko. On jako szanowany lekarz może mieć każdą panienkę. Ja już nie widzę naszej wspólnej przyszłości.

15.10.2009.r

Za dwa tygodnie się rozwodzę. Ale nie powinno być żadnych problemów. Mamy już wszystko wyjaśnione. Intercyzę podpisaliśmy przed ślubem. Janek zamieszka ze mną, a Jacq będzie mógł się z nim spotykać w weekendy. Jedynie alimenty i to wszystko. 13 lat małżeństwa. Popsuliśmy to, ale nie dajemy już sobie żadnych szans.

29.05.2010.r

Janek coraz bardziej wariuje, opuszCZa szkołę. Popadł w złe towarzystwo. Leon podsunął mi pomysł żebym wróciła z nim na stałę do Polski. Zmieni szkołę, zmieni towarzystwo i wszystko powinno się zmienić. Nawet ojciec nie daje sobie z nim rady. Muszę to wszystko sobie przemyśleć. I zapytać Leosia o prace dla mnie w Toruniu.

22.07.2011.r

Podjęłam decyzję. Wracam do Polski na stałe. Janek już za dużo narozrabiał. Tam zacznie wszystko od nowa, będzie miał czystą kartę. Leoś złożył aplikację w moim imieniu na stanowisko dyrektora Szpitala Miejskiego w Toruniu i wygrałam. Od września zaczynaM nową pracę. Moja mama się cieszy, że wracam. Muszę tylko uzgodnić wszystko z Jacqkiem i wracam.

Kartki z pamiętnika.

Opowiadanie, które przesłała mi Zuzia22.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

9.11.1979.r

W końcu Krzysztof zaprosił mnie na kolację. I na początku myślałam że się nie zgodzę. Ale jednak poszłam i nie żałuję. Było wspaniale. Boże jak ja kocham tego chłopaka. I te jego słodkie usta. KOCHAM GO!!! Mam nadzieję, że to będzie wieczne.

15.02.1980.r

Jesteśmy razem już 4 miesięcy, a zdaje mi się jak byśmy byli razem 20 lat. Kocham tego wariata na zabój. Życie bym za niego oddała. Każdy mi zazdrości takiego wspaniałego chłopaka. Przystojnego, miłego, mądrego, przyjacielskiego. On nie jes tylko moim chłopakiem. Jest również moim  przyjacielem, któremu mogę wszystko powiedzieć.Trochę jak Leoś, ale z Leosiem znam się od trzepaka. I on jest jak brat, którego zawsze chciałam mieć. Jesteśmy jak trzej muszkieterowie.  Ja Leoś i Krzyś. Mój Krzyś.

19.07.1980.r

Pierwszy dzień naszych wspólnych wakacji.Przez dwa tygodnie razem. Bo później przyjadą do nas Leo i Marta. Jego dziewczyna on naprawdę ją kocha. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. Marta studiuje pielęgniarstwo. Jest trochę podobna do Leosia z charakteru. Wspaniale razem wyglądają.

26.07.1980.r

Jeszcze tylko tydzień razem. Jeszcze nigdy nie byłam na tak wspaniałych wakacjach. On jest wspaniały. Takiego mężczyzny ze święcą szukać. Potrafi wspaniale gotować, sprząta. I jeszcze tak wspaniale całuje. Dzisiaj kąpaliśmy się nago, było po prostu wspaniale. Ale już się trochĘ stęskniłam za Leosiem. Z nikim się tak wspaniale nie kłóci.

4.08.1980.r

Od kilku dni z nami jest Leoś z Martą. Myślałam że będzie gorzej w naszej przyczepie, ale jest dobrze. Leoś z Martą zazwyczaj wychodzą o godzinie 20 a wracają o 1 albo 2 w nocy. Mówią, że chodzą na długie spacery po plaży. My zazwyczaj wieczory spędzamy przy ognisku, albo się do siebie przytulamy.Kocham nasze takie wieczory, niby nic nie robimy, ale jest wspaniale. On mnie rozumie.Wydaje mi się jakby czytał mi w myślach. Rozumiemy się bez słów.

15.08.1980.r

Już za 4 dni wracamy do domów. On jedzie na kilka dni do swojego domu, ale wraca do mnie i bardzo się z tego cieszę. Bo dłużej niż tydzień nie wytrzymam bez niego. Wczoraj wieczorem było ognisko, jak prawie codziennie, ale wczorajsze było zupełnie inne. O 24 Marta z Leosiem poszli do przyczepy. A ja z Krzysiem mieliśmy jeszcze chwilę zostać, ale spędziliśmy tam całą noc. Zaczęło się od zwykłego pocałunku. Ale Krzysztof jak to Krzysztof, zaczął mnie pieścić. Potem ja zaczęłam go pieścić. Zdjęłam jego koszulkę. Potem w ruch poleciała moja koszulka. Zaczął pieścić moje piersi, potem całował mój brzuch.Aż w końcu wszedł we mnie bez niczego. Pisk, który się wydobył ze mnie, zagłuszył pocałunkami. Było wspaniele. Potem zasnęliśmy w swoich objęciach.

24.11.1980.r

Niby ja i Krzysztof mamy akademiki w innch częściach budynku, ale i tak zazwyczaj w nocy śpię u niego w pokoju chyba, że się w ciągu dnia pokłócimy o jakieś błahostki, bo my nigdy nie kłócimy się o poważne rzeczy. Leo zazwyczaj w nocy idzie do Marty. Tak było dzisiaj. Krzyś był sam w pokoju, ale mnie nie było u  niego w pokoju, bo się pokłóciliśmy. Oczywiście ja zaczęłam. Miałam dzisiaj rano zły humor, bo nie dostałam listu od mojego taty i byłam wkurzona a dwie godziny później przyszedł Krzyś i zaczął mnie zapraszać na obiad. Ja coś odpowiedziałam, żeby się go pozbyć. A on się zapytał, czy jeszcze go kocham, bo mam coraz mniej czasu dla niego. A ja mu odpowiedziałam, że za tydzień jest sesja i muszę się uczyć. Więc wzięłam książki i  poszłam do parku się uczyć. Ale w ogóle nie mogłam się skupić. Więc wróciłam do pokoju. Na łóżku zobaczyłam list od taty i karteczkę od Krzysztofa. Na niej pisało: Przepraszam i kocham. Twój K. Położyłam się na chwilę, bo chciałam za chwile iść do Krzysia ale zasnęłam. Obudziłam się około północy więc się przebrałam i teraz piszę to.

05.04.1981.r

Nasze 2 święta razem. Ja nie chciałam wracać do domu, bo byłam pokłócona z tatą, więc Krzyś powiedział, że zostanie ze mną. To są najlepsze moje święta. Bo jestem tylko ja i Krzyś. KOCHAM TEGO WARIATA!!! Zdecydowaliśmy, że nie robimy sobie żadnych prezentów. Ale i tak dostałam od niego prezent. Było to małe serduszko a na nim było wygrawerowane: E&K Na zawsze razem. Tak było tam napisane.

11.03.1983.r

Jak on mógł to zrobić!? Mógł mi po prostu powiedzieć, a nie po szpitalach się chować. Może bym zrozumiała. Trudno by było, ale bym zrozumiała. Teraz mogę liczyć tylko na siebie i Leona. Ale i tak pewnie mnie wyrzucą z uczelni. Jak ja nienawidzę tego człowieka, ale i również go kocham. Co ja mam zrobić?

05.03.1986.r

Jak ja tęsknię za Polską, moją mamą i Leonem. W ciągu trzech lat widziałam się z nimi zaledwie 2 razy. I na dodatek ciągle myślę o Krzyśku, że może źle zrobiłam zrywając z nim. Jestem ciekawa, czy on jeszcze coś do mnie czuje. I do tego Jacques się cały czas wokół mnie kręci, już mam tego dość. Na razie praca zabiera mi dużo czasu, ale i tak o tym wszystkim myślę. I jeszcze muszę mnieć czas na dokończenie specjalizacji.

06.08.1989.r

W końcu jutro jadę do Polski, do mojej mamy, do Leosia. Muszę się go jakoś delikatnie zapytać, czy nie wie co z Krzysiem. Jestem taka szczęśliwa. Nic tego mojego szczęścia nie zepsuje, nawet Jaques. On coraz częśćiej się przy mnie zjawia. Chyba mu się podobam. Musze mu powiedzieć, że ja nic do niego nie czuję. Teraz jedyną rzeczą jaką chce zrobić to przytulć się do Krzysia. Czemu ja wciąz go kocham!? Przecież on już mógł z kimś być i mieć dzieci.

Dziwny epizod w naszym życiu. Cz.2 i 3.

Kolejna część opowiadania Iki :) .

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Druga część

Tego samego dnia wieczorem:

Bankiet trwał już od chodziny. Krzysztof strasznie się nudził,zawsze w takich chwilach towarzyszyła mu Ela. Tańczyli, rozmawiali. Każdego roku bankiet kończył się upojną nocą w pokoju hotelowym. Mogli być tam sami i cieszyli się tylko swoim towarzystwem.Tym razem nie miało tak być. Miał wrócić do swojego pustego mieszkania. Nie mógł tego znieść, tak dawno jej nie dotykał,nie całował. Nie wiedział, że tęskni za jej zapachem dopóki nie poczuł go rano kiedy spała u niego po wypadku. Nagle podszedł do niego kumpel z podstawówki.

- Krzysztof Florczyk? Tak to ty, kupe lat!

- Marcin Ryl! Cześć. Myślałem, że pracujesz za granicą.

- Tak. Właśnie się przeniosłem z rodziną.

- Oooo proszę. A mi mówiłeś jak brałem ślub, że się nie ożenisz.

- No widzisz…

- Ile to już lat jest z Elą,bo tak ma na imię? -spytał Marcin.

- Tak Ela.Ponad 20. Ale się rozwodzimy.

- Co?  Dlaczego?

- Tak wyszło.

- A dzieci macie? -dopytywał Ryl.

- Dwoje. Syna Jana-19 lat i córkę Milenę -16.

- Popatrz jak to się porobiło.

Nagle do sali weszła Elżbieta. Wyglądała zjawiskowo. Miała na siebie czerwoną sukienkę do kolan. Na ramiączkach,czarne szpilki. I co dopiero teraz zauważył Florczyk, włosy sięgające do ramion , koloru czarnego.

- Wow. Stary a kto to jest?

- To właśnie jest Elżbieta.

Nie miałem pojęcia,że żeniłeś się z taką laską. I ty chcesz ją zostawić! Zwariowałaś!

Ela wzbudzała powszechny zachwyt. Następnie podeszła do Leona i zaczęła z nim rozmawiać,chwilę później dołączyli do nich Krzyś i jego kolega.

- Leo,Ela- to jest mój kolega Marcin.

- Marcin, to jest moja żona Elżbieta i przyjaciel Leon.

- Witam-przywitał się Jaśiński.

- Dobry wieczór-Ela podała mu rękę.

- Miło mi panią wreszcie poznać. Nie miałem okazji być na ślubie. Gdybym tylko wiedział, że pani taka ładna-uśmiechnął się porównująco.

- Dziękuję. Przesadza pan.

Nagle zaczęli grać. Krzysztof i Elżbieta usłyszeli znajomą melodię.

- Zatańczymy?-spytał niepewnie Florczyk.

- Dobrze.

Podczas tańca Krzysztof czuł jej perfumy,perfumy które doprowadzały go do szału.

- Wyglądasz niesamowicie.

- Dziękuję.

- A ty ładnie pachniesz-tym razem Ela posłała mężowi komplement.

- Twój ulubiony zapach. Ale nie tylko ja na siebie nałożyłem perfumy-opowiedział Florczyk.

- Bardzo śmieszne.

W tym momencie Krzysztof zbliżył się do jej szyi i lekko pocałował.

Tańczyli w ciszy ,którą przetrwała Elżbieta:

- Śmieszne.

- Co jest śmieszne?

- Miałam założyć tą sukienkę na naszą 28 rocznicę ślubu.

- Ela ja…

- Przestań proszę… To nie jest odpowiedni czas ani miejsce na takie rozmowy.

- Wiem. I wiem również, że to spieprzyłem.

- Małżeństwo to dwie osoby. Ja też nie byłam bez winy. Wybraliśmy pracę zamiast siebie. Teraz mamy tego skutki. Ale nadal nosisz…

- Co takiego?

- Obrączkę.

- Ty też, a także pierścionek zaręczynowy.

- Nadal jesteś moim mężem.

Muzyka przestała grać.

- Dziękuję. Było miło-powiedziała Ela.

- Tak bardzo.Może napijesz się ze mną wina?

- Chętnie.

Wypili dwa kieliszki, i przez resztę wieczoru rozmawiali,tańczyli. Zachowywali się tak jakby nie było całego tego zamieszania, całego tego rozwodu.

Na koniec,nie wiadomo jak,znaleźli się w mieszkaniu Florczyka i zaczęli się namiętnie całować. Potem Krzysztof zsunął z żony sukienkę. Ela ściągnęła z niego marynarkę i rozpięła mu spodnie. On zaczął całować jej szyję. Ona była zachwycona, zawsze to najbardziej  lubiła,to sprawiało jej największą przyjemność. Po chwili znaleźli się na kanapie. Rozebrani,ręce Florczyka błądziły po jej ciel. To nie był szybki numerek,to nie był tylko seks,to było to coś co zawsze do siebie czuli od momentu kiedy kochali się pierwszy raz.

Elżbieta zaczęła wydawać ciche dźwięki, które stawały się coraz głośniejsze. W największym momencie rozkoszy wykrzyczała jego imię. Po wszystkim zasnęli.

Następnego dnia rano:

- Cześć-powiedział.

- Krzysztof. My…

- Tak.

- Czuje się dziwnie-powiedziała Elżbieta.

- Ja też.

Zapadła cisza. Chwilę milczenia przerwał Florczyk.

- Co teraz?

- Nie wiem,ale wiesz, że to nie był tylko seks… To… Było tak jakbyśmy byli nadal…,czułem się tak jakby nic się między nami nie zmieniło.

- Ja…. Nie… Może spotkamy się jutro, porozmawiajmy spokojnie… Może..

- Nie -przerwał jej mąż.- Wiesz dobrze, że jeżeli teraz wyjdziesz,to nam się nie uda. Uciekniemy od tej rozmowy i to będzie nasz  koniec-powiedział Krzyś.

- Dobrze. To może ja zacznę-przestałeś mnie zauważać. Badania tak bardzo cię pochłonęły,że przestałeś mnie dotykać i rozmawiać ze mną. Nie byłam ci potrzebna. W ogóle nie zwracałeś na mnie uwagi.Więc zaczęłam także pogłębiać się w pracy. I kilka razy spotkałam się z Adamem. On był taki miły i tak na mnie patrzył. Tak jak ty kiedyś… Ale nigdy nie poszłam z nim do łóżka!!Nigdy!!

- Ela… Ja nie wiedziałem, że się tak czujesz. Myślałem, że wiesz jak bardzo cię kocham.

- Skąd mogłam wiedzieć,że nadal tak jest? Nie mówiłeś mi tego. Czułam się jakbym była ci potrzebna tylko do sprzątania i czasami do seksu. Bo właśnie wtedy to był tylko seks. Nie czułam tego co czułam wczoraj. Robiliśmy to bez emocji. To było takie… Okropne!

- Boże! Nie wiedziałem, że aż tak cię zaniedbałem. Posłuchaj mnie teraz uważnie: Jesteś niesamowitą kobietą. Stanowczą,silną. Jesteś piękna. Bardzo inteligentna. I szaleje za tobą od momentu kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem. Mamy cudowne dzieci. Bardzo cię kocham i jestem na siebie tak cholerne zły, że przestałem Ci to okazywać i że sam o tym zapomniałem.Twój uśmiech sprawia, że mój dzień staje się lepszy.

Elżbieta nic nie odpowiedziała tylko przysunęła się do niego i pocałowała,a potem zaczęła go dotykać.

- Jesteś tego pewna? Jeżeli znowu to zrobimy to nie pozwolę ci odejść.

- Jestem pewna.

Te cudowną chwilę przerwał im telefon.

- Słucham?

- Cześć tato!

- Janek!

- Chciałem powiedzieć, że wracam dzisiaj,ale nie mogłem się dodzwonić do mamy. Co ty tak sapiesz?

- Sapię,bo dopiero wszedłem…

Elżbieta spojrzał na niego z oburzeniem.

- …po schodach do domu.

- Wiesz co z mamą?

- Nie. Przecież wiesz,że…

- Tak wiem. Dobra tato kończę.

- Pa.

- No nie było łatwo się wytłumaczyć z tego sapania.

- Myślałam,że mu powiesz.

- Jasne i co bym mu powiedział- a no właśnie przerwałeś mi uprawianie seksu z twoją matką.

- Bardzo śmieszne….. Wiesz, że jutro mamy rozprawę?

- Pamiętam, pamiętam.Ale przecież nie mamy po co tam iść. Chyba, że chcesz?

- Nie, nie chcę. Poza tym i tak nie dali bym nam rozwodu-powiedziała stanowczo Ela.

- Czemu?-spytał zdziwiony Krzyś.

- Bo kiedy zapytają nas kiedy ostatni raz uprawialiśmy seks to co im powiemy?

- No jak to kiedy? No wczoraj proszę wysokiego sądu-opowiedział Krzysztof.

Po chwili wybuchnęli śmiechem.

Nagle usłyszeli dzwonek. Krzysztof podszedł odtworzyć i nagle do mieszkania wparowała Milena.

- Hej tato, zostawiłam płytę na stole w pokoju.

- Nie możesz tam wejść?

- Czemu?

- Bo…

Milena rozejrzałam się, zauważyła damski płaszcz i buty,a także czerwoną sukienkę leżącą na podłodze.

- Jak mogłeś?! Nie masz jeszcze rozwodu a już jesteś z inną babką? Teraz wiem czemu mama cię zostawiła. Zasługujesz na to. Jesteś… Szkoda słów!!!-wyszła trzaskając drzwiami.

Krzysztof wrócił do pokoju.

- Słyszałaś?

- No. Trzeba jej to wyjaśnić.

- Raczej.Ale teraz chodź tu do mnie-powiedziała Ela.

- A nie chcesz jej tego wyjaśnić?

- Teraz musimy pracować nad scaleniem naszego małżeństwa-powiedziała to i pocałowała go namiętnie.

- Tak czy inaczej czeka nas trudna rozmowa-powiedział to i odwzajemnił pocałunek.

Trzecia część

- Proszę  bardzo, późne śniadanie dla pani.

- No,no. Popatrzmy…moje ulubione tosty z dżemem i kakao. Widzę,że nie zapomniałeś.

- Pamiętam wszystko co dotyczy ciebie. Pamiętam,że na szyi,o tutaj masz ulubione miejsce do całowania.

- Wiem,pokazałeś mi że pamiętasz już jakieś parę razy.

- A wiesz, że nie zauważyłem,że zmieniłaś fryzurę.

- Wiesz przez ostanie pół roku nie miałam czasu iść do fryzjera.

- Ale ślicznie ci w niej. W ogóle wyglądasz niesamowicie. Ale bardzo schudłaś. Jutro zrobimy Ci porządne badania.

- Krzyś daj spokój.

- Słuchaj. Jesteś moją żoną i muszę o ciebie dbać. A że ostatnio mi to nie wychodziło pora to nadrobić.

- Dobra,dobra. Gadanie. Musisz się zbierać do pracy.

- Niestety. Ale jak tylko skończę to przychodzę, bo trzeba porozmawiać z dziećmi.

- Tak. Szczególnie z Mileną, ale teraz zbieraj się.

- A może zrobimy inaczej-spakujesz mnie i przyjedziesz po mnie do pracy i pojedziemy do domu?

- Ja myślę, że…

- To zły pomysł-posmutniał Florczyk.

- Bardzo dobry, bo nasze łóżko jest za duże dla jednej osoby.

- Dobra,wskakuję pod prysznic, a ty masz ubierz to..

- Co to jest?

- Prezent miałem ci to dać pół roku temu na imieniny.

- Matko patrzyłam na tą sukienkę.

- Wiem-podszedł i pocałował ją w usta,a potem udał się w stronę łazienki.

- Cholera,jak ja cię kocham!-krzyknęła Ela.

- Ja ciebie też. Słuchaj a może chcesz się przyłączyć do mnie?-krzyczał Krzysztof z łazienki.

Nim się obejrzał Ela była już w wannie.

- Ostatnio taka propozycja z twojej strony pojawiał się . Niech pomyślę,jakieś…

- 16 lat temu -dokończyła jego żona.

- A potem dowiedzieliśmy się, że jesteś w ciąży-dodał Florczyk.

- Taa. To byłam bardzo miła konsekwencja tej propozycji-powiedziała Ela i pocałowała swojego męża.

Godzinę później Krzysztof był w pracy.

- Stary, co ty taki szczęśliwy?

- Nic takiego.

- Proszę cię. Widziałem jak wczoraj wychodziliście z Elą z bankietu. Co między wami zaszło?

- Znaczy… Chyba wróciliśmy do siebie.

- Co? Czekaj… Jak to? Rozmawialiście o powrocie do siebie?

- Tak jakby…

- Krzysztof czy wy….

Florczyk nic mu nie odpowiedział tylko spojrzał znacząco.

- Nie wierzę! A jak mówiłem wam, że macie się ze sobą szczerze porozmawiać, to nie,po co posłuchać starego przyjaciela?!

- Dobra,dobra. Dosyć i tak ci za dużo powiedziałem. Idziemy, pacjent czeka.

Jakiś czas później.

- Czyli dobrze rozumiem,wczoraj po bankiecie wszystko sobie wyjaśniliście i daliście sobie drugą szansę?

- Tak. Wracam do domu.

- Krzysiek, nikt bardziej niż ja nie chcę żebyście się zeszli,no może z wyjątkiem waszych dzieci,ale poczekajcie nie wiem z miesiąc.

- Po co?

- Bo jeśli coś wam znowu nie wyjdzie? Albo pójdzie nie tak?

- Masz rację, porozmawiam z Elą.

Krzysztof wrócił do swojego mieszkania.

- Ela?!

W kuchni.

- Cześć kochanie-podszedł i pocałował ją bardzo mocno.

- Coś się stało?

- Słuchaj gadałem z Leo i on powiedział, żebyśmy poczekali z tym powrotem moim do domu.

- Yhymm…

- Ja bym bardzo chciał,ale co jeśli…

- Wiem o co ci chodzi… Dobrze,ale tylko miesiąc.

- Kochanie,a co ty masz na sobie?

- Twoją koszulę.

- Czemu?

- Bo się poplamiłam i musiałam coś ubrać,ale niestety nie mam tu swoich rzeczy,więc nie miałam wyjścia.

- Poplamiłaś, No tak mogłem się domyślić. To u ciebie naturalne, że wiecznie się czymś brudzisz.

- Bardzo śmieszne,ale wiesz może to faktycznie nie był dobry pomysł. Może lepiej… Gdy jej nie będzie -w tym momencie Ela siągnęła koszulę i stanęła przed nim tylko w bieliźnie.

- Matko,jak mi tego brakowało!-następnie wziął ją na ręce i zaniósł do salonu.

Po wszystkim leżeli nadzy wtuleni w siebie.

- Jak w pracy?Jak operacja?-spytała Ela.

- Było ciężko. Kilka razy był krwotok,ale myślę że pacjent wyjdzie z tego. A ty co robiłaś?

- A w końcu się wyspałam.Potem przejrzałam twoje rzeczy. I o to co znalazłam.- Wyciągnęła spod materaca kilka fotografii.- Nie wiedziałam, że masz kopie i zatrzymałeś te zdjęcia.

- No co. Zawsze podobały mi się nasze zdjęcia z wesela. No to że mam zdjęcia dzieci nie powinno cię dziwić. A te zdjęcia to…

- Musisz, je wyrzucić! Wyglądam okropnie.

- Nie ma mowy!

- Dobra, dobra. Jeszcze zobaczymy. Rozmawiałam z naszą córką o tym co się stało rano…

- I?  No mów,bo inaczej padne na zawał!

- No co…Powiedziała,że mogłeś jej od razu powiedzieć i że jesteśmy głupi bo ona wiedziała, że to od razu tak się skończy. I że to dobry pomysł żebyśmy schodzili się powoli.

- To dobrze, bo myślałem że będzie zła. Ale tak szczerze mówiąc to nasze schodzenie się powoli nie bardzo nam wychodzi bo ostanie godziny spędziliśmy w łóżku

- Więc raczej nie posuwamy się powoli. Ale żeby nie było ,mi to odpowiada. Tak sobie pomyślałem może zabiorę cię na kolację.

- Gdzie?

- Zobaczysz.

- Ok. Ale muszę jechać do domu bo muszę coś na siebie włożyć. Nie mogę jechać w twoich rzeczach.O której będziesz po mnie?

- Może być siódma?

- Ok. Będę się zbierać-założyła jego rzeczy. I dodała- Pa-ale kiedy  już miała wychodzić, cofnęła się i powiedziała-Krzyś…

- Tak?

- Kocham cię-podeszła i pocałowała go bardzo mocno.

Pół godziny później.

- Mamo! Milena! Jesteście?!

- Tak,co się stało -zapytała przerażone dziewczyny.

- Musicie mi pomóc.

- W czym?

- Twój ojciec zabiera mnie na kolację i muszę wyglądać lepiej niż teraz.

- To nie będzie trudne. Teraz masz na sobie jego koszulę i spodnie,wystarczy że je ściągniesz.

- Dzięki mamo,ty zawsze umiesz wesprzeć.

- Dobra,kupiłam sobie sukienkę,ale i tak pewnie nie pozwoliłabyś mi jej założyć. Ale może ty się w nią ubierzesz.Trzymaj!

- No kochana, miałaś rację ,w życiu bym ci nie pozwoliła jej na siebie nałożyć .Ale dla mnie będzie dobra. Idę się ubrać.

Po 5 minutach wyszła.

- I jak?

- No,no mamo.

- Córcia wyglądasz pięknie.

- Siadaj,trzeba zrobić odpowiedni  makijaż i ogarnąć te twoje kudły.

- Ej, tylko nie kudły!!

Chwilę później do domu wszedł Janek.

- Cześć!

- Janek!

- Cześć dziewczyny,a co tu się dzieje?

- Mama idzie z tatą na randkę.

- To dlatego tak sapał. Od razu nie wierzyłem w tą jego ściemę.

- No proszę czyli on też was przyłapał. To obrzydliwe.

- Co obrzydliwe? Zobaczymy jak ty kogoś będziesz miała.

- Janek!!!

- No co?! Mamo kiedyś ten dzień nadejdzie.

- W sumie ma rację-powiedziała Natasza.

- Oby jak najpóźniej.

- Halo,ja tu jestem. Dobra babciu proszę idź poszukać jakiś spinek. Janek włącz prostownice i zrób herbaty. Czeka nas dużo roboty.

- No dziękuje. Aż tak tragicznie nie wyglądam.

- No nie powiedziałbym..

- Mil ,nie przeginaj!

- Dobra mamo! Nie marudź,bo zaraz to zostawię i będziesz musiała radzić sobie sama.

- KONIECTeż cię kocham córeczko-powiedziała z sarkazmem.

Dziwny epizod w naszym życiu.

Nowe opowiadanie Iki :) .

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

- Ela przecież wy jesteście małżeństwem od ponad 20 lat. Macie dwójkę dzieci. Chcesz to tak przekreślić?

- Leo.Ja wiem, że on jest twoim przyjacielem,ja wiem. Ale nas od dawna nic nie łączy. Unikamy się. Nawet jak jesteśmy w domu. Nie pamiętam kiedy powiedział mi coś miłego. Ostatnio sypia tylko na kanapie.

- A Janek, a Milena?Wiesz,że powinni mieć oboje rodziców są w trudnym wieku.

- Słuchaj,lepiej żeby nie słyszeli naszych awantur i nie widzieli jak jesteśmy do siebie oschli.

- Powiem tak: jesteście kretynami, bo ja wiem że nadal ,mimo wszytko się kochacie i zamiast spróbować się dogadać to wy się poddajcie. I jeszcze jedno nawet jak się rozwiedziecie to po jakim czasie do siebie wrócicie bo nie umiecie bez siebie być. A teraz przepraszam mam dyżur.

Elżbieta chwilę wpatrywała się, w drzwi ,potem podeszła do biurka in spojrzała na zdjęcie swoich dzieci, a potem zdjęcie ze swojego ślubu i powiedziała do siebie:

- Dlaczego tak bardzo się oddaliśmy od siebie?

Wtedy usłyszała pukanie do drzwi.

- Proszę.

- Cześć. Krzysztof,co ty tu robisz?

- Przyszedłem Ci powiedzieć, że jednak  mogę zabrać Mil i Janka do siebie w ten weekend. Chyba, że już coś zaplanowałaś?

- Dobrze. Możesz przyjechać po  Milenę już dzisiaj,ale Janek niestety od wczoraj jest u kolegi.

- Yhymm,no trudno. Będę po Mil o 18,dobrze?

- Ok.

Wychodząc zauważył, że żona patrzy na ich ślubne zdjęcie.

- Wyglądałaś niesamowicie, znaczy nadal wyglądasz-powiedział i wyszedł.

To była najmilsza rzecz jaką usłyszała od niego od 6 miesiący.

Było koło 18 kiedy Krzysztof przyszedł zabrać córkę.

- Cześć mamo.

- Witaj Krzyś,Mil zaraz zejdzie.Pakuje się jescze.

- No tak, 16-letnia dziewczyna na 2 dni potrzebuje 5 walizek. Jak się czujesz mamo?

- Dobrze Krzysztof. Ale może ty mi powiesz po co wam ten rozwód do cholery?

- Nie zaczynaj mamo -powiedział Elżbieta schodząca ze schodów.

- Hej tato!

- Cześć Milena. Gotowa?

- Tak. Do kiedy u ciebie zostaje?

- Do niedzieli wieczora-odpowiedział.Ela zamiast Krzyśka.

- Idź do samochodu,zaraz zawiozę cię na tą imprezę.

- Super!!! Dzięki, że namówiłeś mamę.

- No, no.Tylko Mil ,2 i jesteś w domu.

- Wiem. Mama mówiła mi to 7 razy dzisiaj. Dobra idę, pa mamo, cześć  babciu.

- Pa-powiedziały razem.

- Tu są jej lekarstwa. Zawsze o nich zapomina, a wiesz że to ważne -podała mu a ich dłonie się spotkały. I nagle poczuli to co zwykle : przyjemne ciepło przepływające przez całe ich ciało.

- To ja już…. Przywiozę ją w niedzielę o 22:00 ,może być?

- Tak. Pa.

- Pa-opowiedział i wyszedł.

- Nadal chcesz się z nim rozstać?-zapytała Natasza.

- Mamo, o co ci chodzi?

- O to, że nadal się kochacie-powiedziała odchodząc.

W nocy:

- Mamo jadę do pracy, zostawiłam tam papiery,które muszę zrobić. Mam ich trochę więc zostanę tam całą noc.

- Dziecko czy ty nie przesadzasz? Jest 3 w nocy.

- I tak nie mogę spać, a tak to zrobię coś pożytecznego.

- Ty nie jesteś normalna.

- A ty czemu nie śpisz?

- Bo idę się napić. Ja cię nie rozumiem ostatnio.

- Daj spokój mamo. Jadę.

Pół godziny późnej:

Krzysztof zasnął oglądając coś w telewizji, a Milena wróciła z imprezy  i poszła spać . Nagle Florczyka zbudził dźwięk telefonu.

- Halo?-powiedział zasypany.

- Przepraszam,ze o tej godzinę,ale musisz mi pomóc.

- Elżbieta,co się stało?

- Miałam wypadek.

- Matko! Gdzie? Nic ci nie jest?

- Nie, tylko wybity bark i wgnieciony samochód. Ale tak czy inaczej nie mam jak wrócić do domu,a Leo ma teraz operacje, jakiś nagły przypadek.

- Dobrze,zaraz będę.

15 minut później:

- Cześć,matko jak ty wyglądasz.

- No dziękuje.

- To na pewno tylko wybity bark?

- Tak.

- Pokaż wypis. Masz anemię i to dużą.

- Wiem. Daj spokój. Odwieziesz mnie?

- Jesteś pewna? Lepiej żeby nie denerwować twojej mamy. Możesz przenocować u mnie.

- U ciebie?

- Yhymm.

- W sumie z mamą masz rację.

Kilkanaście minut później byli w mieszkaniu Krzyśka.

- Tam śpi nasza córka, a tu jest łazienka. Tam kuchnia, a tutaj śpię ja,znaczy dzisiaj ty.

- A ty?

- Nadmucham sobie materac.

- Jest późno w nocy,jeszce obudzisz Milenę. Będziesz spał obok mnie. Musimy być jako tako wyspani,żeby się rano nie pozabijać.

- Jesteś pewna?

- Tak, jesteśmy dorośli.

Zasnęli na przeciwnych brzegach łóżka, ale rano obudzili się wtuleni w siebie. Od razu się odsunęli.

- No to….

- To nic nie zmienia-powiedziała Ela.

- Oczywiście,może jakieś śniadanie?

- Yhymm.

Siedzieli w ciszy,kiedy do kuchni weszła Milena.

- Mamo, a co ty ty robisz? Co z twoim brakiem?

- Miałam lekki wypadek.

- Ale to nic poważnego?

- Nie kochanie, nic.

- A co robisz w mieszkaniu taty?

- Nie chciałam denerwować babci w nocy.

- Ela nasza rozprawa jest za dwa dni pamiętasz? A dzisiaj jest bankiet.

- Wiem. Będziesz na nim?

- Tak. A ty?

- Też.

- Czyli nadal się rozwodzicie! Jakie to głupie. Czy wy naprawdę nic do siebie nie czujecie?

- Milena.

- Nie, daj spokój tato,idę się ubrać.

- Ja chyba też się będę zbierać. Dziękuję za pomoc.

- Nie ma za co.

Elżbieta poszła do łazienki, potem pokręciła się jeszcze chwilę po mieszkaniu. Próbowała porozmawiać z córką,ale ta jej nie otworzyła.

- To ja już pójdę. Na razie.

- Wiesz…

- Tak?

- Miło było znowu obudzić się koło ciebie i poczuć twoje perfumy.

Ela nic nie odpowiedziała,posłała mu swój piękny uśmiech, założyła kurtkę i wyszła.

Kiedy drzwi się zamknęły Krzysztof powiedział do siebie :

- Cholera jasna! Jak ja mogłem to tak spieprzyć!?

KONIEC

Odchodząc zabierz mnie.

A oto opowiadanie napisane przez „nitek”. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Aha, lepiej przyszykujcie sobie chusteczki, bo historia jest raczej z gatunku tych smutnych.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Tak wiele słów.  Zbyt wiele i zbyt ostrych… „dość! ” , „zostaw mnie w spokoju!”, „wyjdź! „… głośne trzaśnięcie drzwiami i…. cisza… taka dziwna i niepokojąca…

Nie wytrzymał.  Trzaskając drzwiami wyszedł z jej domu zdenerwowany i rozżalony. Wiedział,  że nie zasłużył na ten kolejny atak z jej strony, ale cóż. … dziś wolał wyjść,  niż zostać i powiedzieć za dużo.  Poza tym rano wyjeżdżał do Berlina na konferencje. Kilka dni z dala od problemów,  to dobrze im zrobi. Być może Ela zatęskni za nim? Jakoś trudno było mu w to uwierzyć,  ale nadzieja umiera ostatnia.

Wyszedł,  niemal wybiegł,  po całym domu rozległ sie tylko głuchy huk drzwi. Jak on śmiał,  trzaskać w jej domu drzwiami! To był jej dom, jej i tylko jej, zbyt ciasny dla kogoś obcego. Jak sie okazuje nawet dla niego. Pierwszy raz w jego oczach dojrzała złe,  strzelające błyski. Nigdy tak na nią nie patrzył,  nie on…. być może tym razem przesadziła? Nie ważne.  On zaraz o tym zapomni i zadzwoni jak zawsze. Jak zawsze. Poczeka, aż wróci z Berlina, to tylko w końcu 4 dni. W tedy porozmawiają spokojnie.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Konferencja była niezwykle ciekawa,  ale nie dla niego. On przede wszystkim był zmęczony,  a jego myśli zostały w Toruniu. Czekał na jej telefon, chociaż wiedział, że nie zadzwoni, duma jej nie pozwoli. Z obowiązku zszedł na bankiet, tylko po to by zająć myśli.  Myślenie o niej było już nieznośne. W połowie drogi zorientował się, że zapomniał komórki.  Zawrócił. Wszedł do pokoju i usłyszał dzwonek telefonu, spojrzał na wyświetlacz- Ela. Odebrał,  ale nie usłyszał nikogo po drugiej stronie. Połączenie zostało przerwane. Bateria się wyczerpała.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Wyciągnęła komórkę z kieszeni swetra. Zorientowała się, że przypadkowo wybrała jego numer. Natychmiast zakończyła połączenie.  Dlaczego? Może się przestraszyła. Włączyła telefon. Nie miała ochoty na rozmowy.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Ten głuchy telefon zaskoczył go i zaniepokoił. Postanowił wrócić wcześniej,  najważniejsze rzeczy na konferencji już zaliczył. Wybrał jeszcze raz numer Elżbiety. Powitał go chłonny, oficjalny głos nagrany na sekretarce. Zostawił wiadomość.  Krótką i zwięzłą.

- Wracam wcześniej,  wszystko będzie dobrze.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

- Wszystko będzie dobrze….- odsłuchała nagrania. Dobrze, że wracał.  Od wczorajszej kłótni cały czas o nim myślała.  Była w stosunku do niego ostra.  Nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego. Po prostu taka była.  Wiedziała,  że każde jej słowo go rani, zapada głęboko w pamięć i oddala od niej, jeszcze chwila i go straci.  A tego przecież nie chciała.  Nie chciała? Nie, chyba nie… wszystko będzie dobrze… tak powiedział.  Uwierzyła mu,  zresztą jak zawsze. Poczeka na niego, nie pójdzie dziś spać.  Chciała go przywitać,  uściskać. Wszystko będzie dobrze…. już za parę godzin jej Krzyś wróci do niej, jak zawsze … ona go przeprosi,  utuli do snu i będzie dobrze….

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Wracał nocą.  Był wykończony, fizycznie,  ale przede wszystkim psychicznie. Wykończyło go napięcie między nim, a Elżbietą.  Nie wiedział sam co ma robić,  jak ma postępować, a ona mu tego nie ułatwiała. Trudno, spróbuje jeszcze raz, na ten jeden raz wystarczy mu jeszcze siły. Jechał ciemną nocą,  co jakiś czas oślepiały go światła aut z naprzeciwka. Już nie daleko, już dawno przekroczył granice. Zegarek wskazywał,  że dochodzi już trzecia w nocy. Myślami był już z nią. Leżał w jej ramionach, spokojny…. zatrzymał się na światłach.  Jeszcze tylko parę kilometrów, jeszcze chwila skupienia na drodze, jeszcze ostatni wysiłek, aby spojrzeć jej w oczy i…. i będzie dobrze. Światło zmieniło się najpierw na żółto, po chwili na zielone. Wrzucił jedynkę i spokojnie ruszył.  W połowie skrzyżowania poczuł miażdżące uderzenie w bok auta, w odruchu zamknął oczy i zasłonił głowę przed lecącymi odłamkami rozbitej szyby. Jego ciałem szarpnęła ogromna siła,  pod powieki wdarł się oślepiający blask, a do uszu ogłuszający gruchot stali. Potem nastąpiła cisza i ciemność.  Starał się zachować resztki przytomności,  ale obolałe ciało chciało uciec od bólu. Czuł przeraźliwie zimno w całym ciele. Nie mógł otworzyć oczu…. po chwili z dala dobiegły go głosy syren pogotowia. Wszystko będzie dobrze…. poczuł,  że bezwładnie osuwa się w ciemną przepaść… wszystko będzie dobrze….

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Alicja miała dyżur.  Dzisiejsza noc w Copernicusie była spokojna, dochodziła już czwarta rano. Przed chwilą dostała informację,  że jadą do nich dwie karetki z ofiarami wypadku pod Toruniem. Jeszcze chwila spokoju i zaraz zacznie się typowy chaos,  jak zawsze podczas wjazdu sanitariuszy.  Najpierw przyjechała karetka ze sprawcą wypadku. Jego stan był stabilny, miał dużo szczęścia.  Zaraz potem pojechała druga karetka, tu już nie było tak kolorowo. Alicja w pierwszej chwili nie poznała w rannym Krzysztofa, dopiero gdy z rany na łuku brwiowym oderwała przesiąknięty już krwią opatrunek. Po pierwszym szoku, szybko i profesjonalnie zarządziła badania i poleciła przygotowanie sali operacyjnej.  Musiała działać szybko, bo za chwilę może być za późno. Przed wejściem na salę operacyjną zadzwoniła do Leona, aby go poinformować o wszystkim. Po dwudziestu minutach Leon sam pojawił sie na sali podczas operacji. Musiał wiedzieć co się stało,  co z jego najlepszym przyjacielem. Ela! Przecież ona o niczym nie wie. Postanowił natychmiast do niej pojechać,  tu Krzyś jest w najlepszych rękach.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Ela czekała na Krzysztofa, aż ten przekręci zamek w drzwiach,  ale zasnęła, nawet sama nie wiedziała kiedy. Ze snu wyrwał ją dzwonek do drzwi. Natychmiast obudziła się i zastanowiła się,  dlaczego właściwie śpi na fotelu w salonie i to całkiem ubrana? Krzyś! No przecież,  czekała na niego, tylko dlaczego dzwoni do drzwi? Pobiegła do drzwi jakby wyrosły jej skrzydła,  które natychmiast opadły gdy zobaczyła kto stoi przed progiem. Leon. O tej porze, co on tu robi? I dlaczego jest taki poważny? Coś musiało sie stać.  Złego.  Coś z Krzysztofem. Wiedziała to. Leon nie wiedział co powiedzieć i jak. Coś wykrztusił z siebie, jakieś nieskładne zdanie. Nie ważne.  Ela już wszystko wiedziała.  Czuła.  Po chwili siedzieli już w aucie i w milczeniu pędzili do szpitala. Cisza,  okropna cisza w aucie. Wszystko będzie dobrze….Wszystko co wydarzyło się potem było dla niej jak sen, zły koszmar, amok. Ludzie, rzeczy, wszystko przelatywało obok niej. Nic nie słyszała,  na nic nie zwracała uwagi. Ważne było tylko jedno- dotrzeć w końcu do jego sali. Zobaczyć go. W końcu się jej udało,  po długiej operacji w końcu go zobaczyła.  Nie ważne było co mówi do niej Alicja- Leon ją wysłucha.  Jej świat w tej chwili skurczył się do jednej szpitalnej sali. W tej sali było wszystko co jej drogie,  był on. Wszystko będzie dobrze….

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Trzymała go za rękę i nie mogła oderwać od niego oczu, jakby od tego zależało jego życie. Być może tak było.  A on leżał taki drobny i blady. Jego włosy wydawały się jeszcze jaśniejsze, jego śniada na co dzień twarz była kredowo blada, blada jakby….nie! On tylko śpi… za chwilę sie obudzi i wszystko będzie dobrze. Miał przecież do niej wrócić,  wiec dlaczego ciągle jest tak daleko, dlaczego nie może ciągle wrócić.? Obiecał….Wszystko będzie dobrze….Po wielu godzinach wyczerpana zasnęła oparta na jego dłoni.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Słyszała jakiś pisk, ale nie chciała się obudzić,  dopiero po chwili zrozumiała co ten dźwięk oznacza. Bezlitosna maszyna, stałym ciągłym piskiem informowała ja, że serce Krzyśka zatrzymało się. Poczuła jak czyjeś ręce odciągają ją od jego łóżka.  Zobaczyła mnóstwo ludzi przy jego łóżku.  Dlaczego oni mnie zabierają?  Chcą go skrzywdzić!  -biło się jej po głowie.  Ona musi mu pomóc, tylko ona to potrafi….

Leon musiał podać jej leki uspokajające.  Zadziałały.  Nie wiedziała co się stało,  nic so niej nie docierało. Wiedziała tylko, że wszystko będzie dobrze. Każdy koszmar w końcu się kończy i ona też się obudzi.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Obudził ją dźwięk otwieranych drzwi do mieszkania. Spała w łóżku Krzyśka,  ostatnio poprosił  ją żeby z nim zamieszkała. On właśnie wracał ze szpitala, przeszczep- musiał zostać. Uwielbiała gdy wracał,  a ona się przebudzała. Zawsze udawała,  że śpi dalej, kochała to co w tedy robił.  Za każdym razem, tak jak i tym razem. Wrócił,  przecież obiecał.  Wrócił jak zawsze.  Wsłuchiwała sie w jego kroki cichutko brzmiące po mieszkaniu, stukające po wypolerowanej posadce. Podszedł do łóżka i powoli pochylił się nad jej uchem. Leżała plecami do niego. Poczuła jak składa pocałunek na jej policzku.  Hmmmmm…. jak przyjemnie, tęskniła za tym. Powoli z zamkniętymi oczami odwróciła się w jego stronę.  Uchyliła oczy. Krzysztof miał na sobie czarne jeansy i czarną koszulę.  Był taki przystojny i wyglądał w tym świetle na młodszego.  Czuła jego ciepło,  oddech na policzku,  jego lekki zarost… był taki jej, taki bliski. Tylko oczy…. tylko oczy napawały ją smutkiem. Były takie ciemne, pełne tęsknoty.  Oddalił od niej swoją twarz i przeciągle na nią spojrzał.  Tylko nie to- pomyślała.  „zostań” – poprosiła.  Nie odpowiedział.  Cały czas tylko na nią patrzył. Tak bardzo kochała jak to robił. „Kocham cię „- wyszeptała. Uśmiechnął się delikatnie, ostatnio było to takie rzadkie… wstał,  odwrócił i skierował do wyjścia z sypialni. „Wrócisz? „- zapytała.  Spojrzał nią jeszcze przez ramię i odparł:  Wrócę.  Jak zawsze…. Wyszedł.  Patrzyła za nim jak wychodzi i nie mogła sie ruszyć,  nie mogła krzyknąć,  zatrzymać go, jak co noc. I jak co noc obudziła się z krzykiem i oczami spuchniętymi od płaczu. Odszedł jak co noc. Co noc przychodził i co noc ją opuszczał,  a ona nie mogła nic zrobić tylko płakać….Obudziła się…. ale wokół niej nikogo nie było. Jego mieszkanie zawsze tak ciepłe i przytulne,  teraz ziało pustką i samotnością. Tylko jedna z jego koszul zawieszona na oparciu krzesła….nie śmiała jej ruszyć….

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Do sypialni wbiegł Leon, aby znów ją uspokoić.

- Znów ten sen?- Zapytał,  mimo, że doskonale znał odpowiedź.-Ela, musisz dać sobie pomóc,  minęło już tyle czasu….-Ela nie mówiła nic, tylko szlochała w jego rękaw.  Nic…w końcu znajdzie sposób,  by go zatrzymać i wszystko będzie dobrze…

Nienawidziła tego snu, a zarazem kochała go, wyczekiwała go co noc. Bała się i nie mogła się go doczekać.  To było jedyne co jej zostało.  Jedyne do czego dążyła przez każdy kolejny dzień.  To był jedyny świat gdzie mogła go spotkać.  Pragnęła znów poczuć jego policzek na swoim policzku,  jego oddech na swoich ustach, móc znów spojrzeć w jego oczy. W tedy wszystko było dobrze, chociaż przez parę sekund, bo potem znów się odwracał, znów ja opuszczał i odchodził. Ona mogła tylko patrzeć w jego plecy,  obserwować jak znika za drzwiami sypialni. Już brakowało jej na to siły.  Musiała znaleźć sposób.

Pewnego dnia Leon został na nocnym dyżurze w szpitalu. Została sama.

Pojechała do jego mieszkania. Jego rzeczy, były wszędzie.  Tak bardzo ją to bolało.  Bolało ją to, że jest sama, że jego już nie ma, że nie potrafiła temu zapobiec…. ale teraz wszystko będzie dobrze. Znalazła już sposób, aby nie musieć kolejny raz patrzeć jak ją opuszcza, już nie będzie musiała nasłuchiwać jego oddalających sie kroków.  Ubrała jego koszulkę i położyła sie spać.  Leon opacznie zostawił jej leki na sen. Leki na sen, gdyby to było takie proste, zasnąć i nie obudzić sie, gdyby to było takie proste,  chwile, przecież to jest proste.  No przecież. …
Znów usłyszała kroki, jego kroki. Tym razem czekała na niego przebudzona. Uśmiechnął sie gdy wszedł do sypialni. „Zostaniesz? „- „Zostanę i wszystko będzie dobrze”. Przylgnęła do niego całym ciałem i poczuła,  że wszystko jest znów na swoim miejscu.  Po długiej nocy nastał dla nich wspólny świt. I wszystko było już dobrze.

KONIEC

I co myślicie? Mnie się bardzo podoba, ale następnym razem poprosiłabym o historię ze szczęśliwszym zakończeniem :) .

Honeymoon- opowiadanie autorstwa „Ika1604″. Cz. 4

Minął tydzień od wesela, godzina 14:50.

- Świetnie, no to jedziemy do Grecji, jak nic!

- Ela,no przepraszam. Skąd miałem wiedzieć, że wpadnie nam ta operacja.

- Jasne, bo bez ciebie obejść się nie mogą?

- Wiesz, jak jest. Ale nic straconego, mamy domek nad morzem, z widokiem na nie -uśmiechnął się Krzysiek.

- Tak, tylko ani ty, ani ja nie wiemy jak ten domek wygląda!

- Spokojnie…na pewno będzie ładny.

Po kilku godzinach byli na miejscu.

- Krzysiek, powiedz, że to nie jest ten domek?

- Ela, no co ty. To nie może być to- spojrzał na klucze i nazwę domu na nich.- A nie, jednak to jest to!

- Jasna cholera! Przecież to ropadająca się rudera!!!

No i rzeczywiście, nie był on okazały, wyglądał jakby był bombardowany w czasie wojny z 1000 razy i nikt go nie naprawiał. NIGDY!!!!

- Dobra Ela, idziemy do środka.

- Nie wiem, czy jak wejdziemy to nie spadniemy do piwnicy, bo podłoga może nie wytrzymać.

- Elżbieta!!!!

Weszli. Nie było, aż tak źle. Wszystko było ładnie nakryte, powycierane kurze, czysta toaleta.

- Idę się wykapać, a ty zrób kolację- powiedziała wkurzona Ela.

- Poczekaj! Całus na drogę?

- Może być.

Pocałował ją tak, że nogi zrobiły się jej jak z waty.

- Wiesz co, to mogę to zrobić później, a teraz…

- A teraz co?- Zapytał Krzysiek.

Ściągnęła jego koszulę, a potem swoją bluzkę i weszła do sypialni. Krzysiek stał tam jeszcze chwilę i nie mógł się ruszyć z zachwytu.

- Idziesz?

Pobiegł. Zaczęli się całować, mocniej i coraz mocniej. Krzysiek położył Elę na łóżku, ściągnął jej spodnie, a potem majtki. Zaczął całować jej brzuch, a potem piersi. Jednak nawiększą przyjemność sprawiał jej, gdy całował jej szyję.

- Oooo…ty wiesz czego mi potrzeba Krzyśśśśś…

Kiedy mieli już przejść do dalszego etapu usłyszeli huk i i nagle znaleźli się na podłodze.

- Co to było?-Zapytał.

- Jak to co! Łóżko! A teraz kawałek drewna wbija mi się w tyłek! JASNA CHOLERA! Wiesz co Krzyś?

- Co?

- Teraz, to spełnienie poczujesz, jak sam się do niego doprowadzisz. Ja skończyłam zabawę! Idę to odkazić!

- No Ela, ale…proszę!

Wzięła gazetę i wyszła.

Chwilę później…

- Pomóc ci?

- W czym? W wyciąganiu  drewna z mojego zadka?! Nie! Dziękuję! Obejdzie się! Już ci przeszła ochota, czy wziąłeś sobie moją radę do serca?! Jeśli tak, to szybko się uwinąłeś!

- Nadal jesteś zła?

- A co, nie widać? Jak mogę nie być? Ten dom to ruina, a łóżko, na którym mieliśmy uprawiać seks, właśnie się zawaliło! A i jeszcze zapomniałam! Jak mogłam zapomnieć!

- O czym?

- O tym, że jedna z jego części wbiła mi się w dupę!

- Kochanie!

- Weź spadaj!

- Ela…

Podszedł do niej i pocałował ją, akcja nabierała tępa , gdy nagle usłyszeli pukanie do drzwi.

- Nie,no nie !!!!!!!!

- Wiesz co? Ja mam dosyć, Krzyś. Jak tak dalej pójdzie to kupię sobie jakąś zabawkę, a tobie wynajmę babę. Bo to przechodzi ludzkie pojęcie.Weź, idź otworzyć! Bo ja jestem w stanie temu komuś wyje…

- Ela!

Przepraszam. To z nerwów!

Otworzył. Stała tam bardzo młoda i piękna kobieta, długie nogi,duże…w każdym razie, gdy Elżbieta ją zobaczyła powiedziała:

- Wiesz co, jednak ja się tym zajmę- powiedziała i zwróciła się do dziewczyny. -Tak? Co się stało?

- O, dzień dobry. Chodzi o to, że mój samochód się zepsuł. Mogę skorzystać z telefonu?

- Tak, proszę.

Kobieta weszła do środka.

- To mój mąż Krzysztof. Niech pani poczeka, pójdę po telefon.

- Dzień dobry, Krzysztof Florczyk.

- Tamara. Widzę, że w czymś przerwałam- stwierdziła.

- W sumie to może trochę…

- O, jest! Proszę.

- Dziękuję.

Podczas, gdy Tamara dzwoniła, Krzysztof coś zauważył.

- Ela, ona patrzy na twoje nogi…

- Co? Może mam  na nich krew ?

- No, ale właśnie nie!

- To o co chodzi?

- No, ja nie wiem, ale wiesz…ona patrzy tak, jak ja zawsze patrzę.

- Co ty pieprzysz?

- Ona jest…

W tej chwili Tamara podeszła do nich i powiedziała:

- Zaraz ktoś podjedzie z ośrodka i odbierze mnie. Długo jesteście małżeństwem?

- Tydzień-odpowiedziała Ela.

- O, no to na prawdę długo. Czyli, że tydzień temu byłaś wolna?

- No, tak nie do końca.

- Szkoda. Gdybym tylko wiedziała.

- O czym?

- No, że byłaś wolna.

Krzysiek zaczął się śmiać, a Elżbieta nie wiedziała o co chodzi.

- Ela, ona cię podrywa.

- Co?

- No, twój mąż ma rację.Jesteś bardzo ładna. Nie dziwię mu się wcale ,że chciał cię za żonę.

W tym samym czasie usłyszeli klakson samochodu.

- Dobra, idę.

Wychodząc dodała:

- Gdybyś zmieniła drużyny, daj znać!

Poszła.

- Jezu! Krzyś, co to było?

Wybuchnęli śmiechem.

- Czy możemy wrócić..

- Jasne.

Zdjął z niej szlafrok i zaczął całować każdą część ciała, byli już tak podnieceni, że…

- Krzyś, co to było?

- Nie wiem. Kochanie psujesz nastrój.

- Przepraszam…

- Dobra Ela, ja też to poczułem.

Popatrzyli w górę i co? I dach przeciekał.

- O nie, o nie !!! Wychodzę.

Ubrała na siebie dres, trzasnęła drzwiami i wyszła.

- Ela!

Pokazała mu środkowy palec i szła przed siebie.

- No, nie wierzę! Chce się kochać z własnym mężem i nie mogę. Bo najpierw łóżko, potem napalona lesbijka i wreszcie ten cholerny dach. Dobrze, że uprawialiśmy seks wcześniej, bo inaczej nigdy byśmy tego tutaj nie zrobili.

Postanowiła wrócić i przeprosić Krzyśka. Czekał na nią przed domkiem.

- Przepraszam-powiedział z żalem i dodał.- Wynająłem pokój w hotelu. Od jutra.

- To nie twoja wina. Po prostu ja tak bardzo cię pragnę, a stale coś w tym domu nam przeszkadza…

- Wiem,wiem. i do tego zaczęło padać. Mam pomysł, wiesz jak są te takie jakby domki na plaży, gdzie można siedzieć..

- Tak???

- Może pójdziemy tam?

- Dobrze.

Okazało się to bardzo dobrym rozwiązaniem.

- Ela, jak ty zrobiłaś, no wiesz… TO? !No, masz złote ręce dziewczyno! Złote ręce!

- Dziękuję…

-…i to co było dalej Leoś, nie powinno cię już interesować. Ale na początku tak właśnie wyglądał nasz miesiąc miodowy.

- No, powiem ci, że przebiliście wszystkich! Żeby 3 razy chcieć się kochać w domu, a dopiero udało się za czwartym i to jeszcze na plaży w deszczu.

- Tam nie padało. Na szczęście! Bo inaczej Ela chyba by mnie udusiła!

- Nie wierzę, że na Elę napaliła się jakaś laska. Chciałbym zobaczyć jej minę.

- Oj, chciałbyś. To było boskie!

Wybuchnęli śmiechem.

- Cześć chłopaki. Z czego tak rżycie?

- Z waszego miesiąca miodowego.

- Powiedziałeś mu? No, bardzo śmieszne, bardzo. Dobrze, że nie byliśmy w górach, bo pewnie i niedźwiedź by się przywlekł. Ale chyba nie powiedziałeś mu o tym co robiliśmy w hotelu…..na basenie?

- No co ty! Bez przesady!

- Ej, ale o co chodzi?

- Nie ważne Leoś, nie ważne-uśmiechnęła się do Krzyśka znacząco i dodała.- To co? Jemy?

- Jasne.

Siedzieli tak całą noc i rozmawiali. Ela była pewna jednego, że tego miesiąca miodowego nie zamieniłaby na ten w Grecji za nic w świecie.

KONIEC

Wesele- opowiadanie autorstwa „Ika 1604″. Cz. 3

- Ela, obudź się, dojeżdżamy…

- Nareszcie.

- Jak oko?

- Lepiej, już nie takie napuchnięte.

Gdy tylko wysiedli z samochodu, podbiegli do nich Leon i Julia (przyjaciółka Eli z Belgii).

- Jezu, gdzie wyście byli? Myślałam, że coś się stało!

- Krzysiek, wiesz co to telefon? Takie małe urządzenie i kiedy wydaje dźwięki, to znaczy, że ktoś dzwoni i trzeba go odebrać!

- Leon, daj spokój!

- Ela, a co ty masz z okiem?

- Ja…nic…znaczy.

- Uderzyłam się o DRZWI…

-…BAGAŻNIK- powiedzieli równocześnie.

- No, to w końcu, o co ?

- Jejku no, po prostu się uderzyła.

- Yhhym, a na szyi to pszczoła cię ukąsiła, czy raczej Ela?

- Pszczoła!- Odpowiedzieli razem.

- Mamo!!! Krzysiek!!!!

- Cześć synuś-pocałowała go.

- Dalej, bo chcemy zacząć się bawić, a wy tu stoicie.

- Dobra, wejdźcie wszyscy do środka, a my przyjdziemy za minutę.

- Na pewno?

- Na pewno.

- To jak pani Florczyk, gotowa?

-Chyba tak-uśmiechnęła się.- Jak moje oko?

- Dobrze.

- No, to chodźmy.

Weszli do sali, wszyscy goście zaczęli bić brawo, apotem znowu krzyczeli: „gorzko”. Następnie zaczęły się toasty. Pierwsza zaczęła Julia.

- Nie wiem od czego zacząć, bo o Eli można mówić wiele rzeczy,a w szczególności wymieniać jej wady. Na przykład:jak je chipsy, to nie je ich w normalny sposób, ale oblizuje każdy dokładnie, a potem go gryzie po kawałku. Matko jak mnie to wnerwia.

- Nie tylko ciebie- dodał Krzysiek.

- Święte słowa- krzyknął Leon.

- Nie lubi także mówić o sobie i zrzucać na innych swoich problemów. Ale ma jedną wielką zaletę, a mianowicie jak kogoś bardzo kocha to zawsze jest dla niego i potrafi odebrać telefon w środku nocy i wysłuchiwać narzekań na faceta, którego nie widziała nigdy w życiu. Dlatego, jeżeli wolałabym dziewczyny, to Krzysiek, musiałbyś konkurować ze mną. Je t’aime Ela.

Wszystkim ten toast bardzo się podobał, potem przemówił Leon. Wreszcie nadszedł czas na tango. Ela z Krzyśkiem tak dali się ponieść. że na sali prawie wszyscy się spocili patrząc na nich. Po skończonym tangu, zabawa rozpoczęła się na dobre. Ela siedziała przy stole i patrzyła jak Krzysiek tańczy z jej mamą. Wtedy podeszła Julia.

- I co, nareszcie jesteś szczęśliwa?

- No, aż boję się o tym myśleć.

- Ela, znowu zaczynasz!?

- Nie, po prostu…

- Dobra, to teraz powiedz prawdę, co z tym okiem?

- No, wiesz…

- Nie! Chyba mi nie powiesz,że…Bosak! No, noo…

- Julia, błagam! Dobra, dam ci jedną radę: nie uprawiaj seksu na przednim siedzeniu auta, bo skończysz jak ja.

W tej chwili Ela wstała i podeszła do Leona.

- Mogę?

- Ela, jasne.

- Ala fajnie, że jesteś.

- Ja też się cieszę-uśmiechnęła się i poszła się napić.

- Co jej jest?

- A nic, nie dzisiaj.Dzisaj jest wasz dzień.To jak? Co z tym okiem?

- Błagam, jeszcze jedna osoba, a pójdę się zastrzelić i będziecie mieli trupa.

- Dobra, nie pytam.

Tańczyli dłuższą chwilę. Przerwał jej głos Julii, która mówiła przez mikrofon:

- A teraz Ela zaśpiewa nam piosenkę. No, dalej Ela, chodź tu.

Wszyscy zaczęli krzyczeć:

- Ela!Ela!

- No dalej! Idź tam- Leon szepnął jej do ucha.

Ela po dłuższej chwili podeszła do orkiestry i powiedziała do Julii:

- Julka, ile wypiłaś?

- Dużo!

- O matko, jesteś zalana jak nie wiem!

- No, dokładnie! No nic! ŚPIEWAJ!- Zaczęła krzyczeć.

Ela stanęła na scenie, a muzyka zaczęła grać. Większość ludzi na sali nie znała jej od tej strony, ani nie słyszała jej śpiewającej.

Wtedy Ela zaczęła:

-Nieważne – nie mów proszę więcej nic.

To stało się – nie patrz na moje łzy.

To boli i nie mogę zrobić nic.

Żaden mój gest już nie zatrzyma Cię!

I płaczę co noc,

a łzy myje mi deszcz.

I kocham ten ból.

Zbyt mocno Cię chcę,

gdy kochasz mnie czuję, że

ze szczęścia znów płakać chcę.

Nigdy nie, nie zostawiaj

w ten sposób mnie.

I płaczę co noc,

a łzy myje mi deszcz.

I kocham ten ból.

Zbyt mocno Cię chcę,

gdy kochasz mnie czuję, że

ze szczęścia znów płakać chcę.

Nigdy nie, nie zostawiaj

W ten sposób mnie!”

Po skończonym utworze wszyscy byli pod wrażeniem. Ela była tak speszona, że wyszła na zewnątrz.

- Tu jesteś kochanie.

- Cześć Krzysiu.

- To było piękne.

Usiadł za jej plecami, objął ją i pocałował w ucho.

- Dziękuje. Nie mogę się doczekać Grecji.

- A no własnie,w sprawie tej wycieczki…

- Co jest?

- Bo ja muszę zostać. Mam ważną operację za 2 dni.

- Nie! Chyba sobie jaja robisz! Krzysiek, to nasz miesiąc miodowy!

- No wiem, ale..

-Nie ma „ale”. Idę się napić.

- Ela…-podbiegł do niej i pocałował namiętnie.

- Gdybyś nie był moim mężem dostał byś w pysk, a tak to nie mam innego wyjścia i muszę się zgodzić.

- Ela, jesteś boska.

- Tak,tak, wiem.

- Pojedziemy nad morze, kumpela ma tam domek.

-Dobrze, niech będzie.

- Mamo, tu jesteś. Zatańczymy?

- Co? Ty chcesz tańczyć ze mną ?

- Tak, ja. To co? Idziemy?

- Pewnie.

- Krzysiek?

- Spokojnie młody, pogadam z Leonem, zobacz, idzie.

Goście bawili się do samego rana.Krzysztof i Ela byli na prawdę szczęśliwi.

Droga na wesele- opowiadanie autorstwa „Ika1604″. Cz.2

 Jechali już jakieś 20 min. Zostało jeszcze 40. Ela gładziła Krzyśka po włosach. I wtedy uslyszala.

- Jak nie przestaniesz, to zatrzymam samochód i rzucę się na ciebie, tutaj, teraz i w tym samochodzie.

- Co ty mówisz? Jedziemy na wesele. Nie możemy.

- Jak to nie? to nasze przyjęcie, nic się nie stanie jak powiemy, że były korki…

- Krzysiu, jakie korki? Na drodze, na której nic nie jedzie?

- Oj tam, oj tam.

Zatrzymał samochód i zaczął całować ją po szyi. Na początku się opierała, ale później zaczęła odwzajemniać pocałunki. Po chwili było coraz goręcej, ale nagle Krzysztof przestał…

- Ela, nie wiem jakoś mi niewygodnie, ta kierownica, siedzenie, muszę być jakoś pokrzywiony, no nie wiem.

- Wiem, mam to samo,to może ja usiądę na tobie,co? W filmach tak robią.

- Dobra.

Zaczęła wstawać i uderzyła się o dach samochodu…

- Ela, nic ci nie jest ?

- Nie, nic…

Zaczęła przeciskać ciało między kierownicą, a jego klatką piersiową.W końcu jej się udało.

- No, to co? Wracamy, do tego co robiliśmy przed chwilą?

- Ela,Ela…- powiedział namiętnie.

Całowali się tak przez dłuższą chwilę i wtedy Ela oparła się o kierownicę i… zatrąbiła.

- Cholera jasna!!! No, nie wierzę!!!

- Ela spokojnie, psujesz nastrój.

- Przepraszam.

- Dobra, trzeba się teraz pozbyć majtek. Krzyś…

- Dobra Ela, najpierw twoje.

- Dobrze.

Po chwili…

- Nie ciągnij w dół! Nie tak! Źle! Krzyś to boli…

- Przepraszam. Tak dobrze…jejku znowu mi się wyślizgnęły. Co to są za majtki?

- Normalne, znaczy stringi.

- Poczekaj…mam…znowu…już prawie. Cholera, no nie…

- Dosyć!!! Koniec, już mi przeszła ochota, wracam na swoje miejsce i jedziemy na wesele. Muszę się napić.

- Ela, ale…misiu…

- Nie! Jaki znowu misiu!?

Wracając na miejsce, Ela z całej siły uderzyła się o coś, sama nie wiedziała o co i skaleczyła się nad okiem.

- No pięknie! Teraz będziemy mieli śliczne zdjęcia ślubne!

- Poczekaj, usiądź z tyłu na siedzeniu, a ja to opatrzę. Wyjmę tylko apteczkę z bagażnika.

Ela zrobiła to co kazał jej Krzysiek, a on poszedł po apteczkę.

Wsiadł do samochodu i zaczął opatrywać jej ranę.

- Ja nie wiem słońce, jak ty to zrobiłaś, ale trochę to głębokie. Muszę założyć plaster ściągający..

- Zakładaj, będziesz miał żonę Frankensteina.

- Przestań! Dla mnie i tak jesteś piękna.

- Jejku, ale ty pieprzysz.

Po chwili się uspokoiła i poczuła jego zapach. Był taki męski. Rozejrzała się i pomyślała:

- Czemu nie wybraliśmy tylnych siedzeń? Nie jest jak w łóżku, ale wygodniej.

Zaczęła go delikatnie dotykać, po nogach i w końcu go pocałowała. On domyślił się o co chodzi. Zaczął całować ją po szyi, ramionach i wreszcie sciągnął jej te przeklęte stringi, włączył radio, żeby rozładować atmosferę jeszcze bardziej. Ona rozpięła jego spodnie. Zaczęli się kochać…

Czuli się jakby był to ich pierwszy raz, w sumie to był ich pierwszy raz jako małżeństwa. Byli tak zgrani, że zaczęli krzyczeć w tym samym momencie.

- O matko. Kochanie to było cudowne. Ty byłaś niesamowita.

- Yhhym, co ty nie powiesz. Zawsze mówiłam, że jestem w tym dobra.

- O nie Ela, raczej niesamowita.

- Dobra, dobra panie Florczyk, trzeba się zbierać.

- O nieeee! Dlaczego?

- Zapomniałeś może o czymś?

- Wesele, no tak, tak. Ale może się przebierzemy? Ja w zasadzie zmieniam koszulę i marynarkę.

Zrobił to bardzo szybko, sprawdził  czy jej opatrunek się trzyma i powiedział:

- Dobra, teraz ty myszko.

- Jezu, tylko nie myszko.  Idź po torbę z drugą sukienką.

Podał jej torbę, a sam poczekał na zewnątrz, bo nie chciał jej przeszkadzać.Po kilku minutach Ela wyszla.

- No,i jak? Podoba ci się?

Patrzył na nią przez chwilę i nie wiedział co powiedzieć, a potem wydukał:

- Wow…innego słowa nie znajdę.

- Pomożesz mi się zapiąć?

- Dobrze.

Zapinając zamek, przejechał po jej szyi,tak czule, że Ela odwróciła się i namiętnie go pocałowała.

- Dobra, ruszamy. Mamy jeszcze 40 min. jazdy, ale Leon napisał mi SMS-a 10 min temu, że mają jeszcze jakieś 20.Więc nie jest źle.

Wrócili do przodu. Mieli ruszać, kiedy Ela powiedziała:

- O matko,jak ja wyglądam! Cale oko mam napuchnięte! Zrób coś! Nie mogę się tak pokazać na naszym weselu.

- No , nie wygląda to najlepiej. Popsikaj tym. Spokojnie, powiemy, że próbowałaś zepchnąć jakiegoś byka z drogi i oberwałaś- uśmiechnął się Krzysiek.

- I właśnie w takich chwilach mam ochotę cię udusić… MISIU!

Następnie słuchając piosenki, Ela zasypiała, dochodziły do niej jeszcze tylko słowa refrenu:

Could I hold you for a lifetime? 

Could I look into your eyes? 

Could I have this night to share this night together? 

Could I hold you close beside me? 

Could I hold you for all time? 

Could I could I have this kiss forever? 

Could I could I have this kiss forever, forever?

Ślub- opowiadanie autorstwa „Ika1604″.

 - Mamo!!! Mamoo!!!

- Janek, co to jest?

- Yyyy… dorożka i konie!

- To widzę, ale co to tu robi?

- No, wynająłem ,bo koleś od samochodu się spóźniał i to mocno , no to się wkurzyłem. I babcia podsunęła mi ten pomysł.

- Super, wsiadamy.

Wsiedli i jakieś 5 min później podjeżdżali już pod kościół.

Wszyscy ustawili się i zaczęli klaskać. A Krzysiek zobaczył swoją ukochaną i pomyślał:

- Boże, jaka ona jest piękna. I za chwile będzie moją żoną.

Wtedy Krzysiek z Leonem i innymi weszli do kościoła.

Ela wysiadła z dorożki.

- No, to jak Ela jesteś gotowa?- Zapytała Julia

- Chyba tak.

- Elżuniu, poczekaj..

- Tak mamo?

- Daję ci ten naszyjnik, bo to pamiątka rodzinna.Daje ci go teraz, bo wiem, że on jest jedynym mężczyzną , którego tak na naprawdę kochałaś.

- Dziękuję, mamo jest piękny. Kocham cię!

- Ja ciebie tez córeczko.

- To co mamuś, możemy zaczynać?

- Tak, Janek idziemy.

Wtedy rozlegla się znana wszystkim melodia, wszyscy zaproszeni goście wstali i zobaczyli jak przez bramę kościelną wchodzi Ela z Jankiem

pod rękę, a za nimi jej mama i nieznana wszystkim kobieta.

Krzyś, nie mógł uwierzyć w to jak Ela wygląda. Zawsze go pociągała, ale teraz nie mógł się doczekać nocy poślubnej.

- Wiesz, co ci powiem Krzychu?

- Nie teraz Leon!

- I tak ci powiem. Gdyby Ela nie była moją przyjaciółką i nie brała dzisiaj ślubu to zaczął bym ją podrywać- uśmiechnął się Leon.

- Leon- powiedział Krzysiek przez zęby.

I w tej chwili Ela z Jankiem podeszli do ołtarza.

- Krzysztof…

- Co jest młody?

- Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi,to wiedz, że to najważniejsza kobieta w moim życiu, i jeżeli będzie przez ciebie płakać…

- Wiem młody, wiem …..

- Janek! Kocham cie synku.

Krzyś i Ela podeszli do ołtarza i wtedy ksiądz zaczął:

- Zebraliśmy się tu by połączyć…

Potem nadszedł czas na ich przysięgi,Krzysiek wygłosił swoją.Wszyscy byli wzruszeni, a potem zaczęła Ela.

- Krzyś, chciałam powiedzieć ci, że kiedy zobaczyłam cię na studiach, pomyślałam sobie: „No, no niezłe ciacho”.

Wszyscy się uśmiechnęli.

- Ale, jak usłyszałam, jak mówisz do tych wszystkich dziewczyn  to swoje: „Musiało boleć jak spadałaś z nieba”, to normalnie miałam ochotę

cię udusić. Jakie to było tanie, a one wszystkie się do ciebie śliniły. Postanowiłam, że nie będę taka. Ale, jak wiesz nie udało mi się.

I potem wydarzyło się coś, wiesz co, nie będziemy o tym mówić. Myślałam, że nigdy się do ciebie nie odezwę. A dzisiaj, jak widzisz, stoję tutaj

i tak myślę, że cholera (przepraszam za to słowo),jakoś te postanowienia odnośnie ciebie mi nie wychodzą.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

- Więc, gdy zabrałeś wtedy Janka, na te konie, a potem siedziałeś przy stole ze mną i moja mamą, byłam taka na ciebie zła. Ale nigdy nie zapomnę, tego co mi

wtedy powiedziałeś, a mianowicie: „Czemu ty ciągle wietrzysz  podstęp? To proste… chcę być z tobą”…No to się wtedy zdziwiłam i to mocno. Wielki profesor

Florczyk wypowiedział do mnie takie słowa. I wiesz co sobie pomyślałam?

- Nie-odpowiedział Krzysiek.

- Że ja też, tylko jestem tchórzem i nie umiem się przełamać. Dziś też się boję, nawet bardzo, bo nie wiem jak to dalej będzie. Ale jednego jestem pewna

i wiem, że mówię ci to pierwszy raz, ale uznałam, że ten pierwszy (jak mówi to Janek-jakkolwiek to nie brzmi ) raz musi być wyjątkowy, wiec mówię

to przy wszystkich tu zebranych. Krzysztofie Florczyku, ja Elżbieta Bosak, zimna, oziębła i dzika pani dyrektor  bardzo ,ale to bardzo jeszcze raz bardzo CIĘ KOCHAM i od pewnego czasu nie wyobrażam sobie dalszego życia bez ciebie.

Wszyscy, łącznie z Krzyśkiem, mieli łzy w oczach, a po policzkach Eli spływały ich strumienie.

I nagle ksiądz wypowiedział te magiczne słowa.

- Ogłaszam was mężem i żoną. Możecie się pocałować.

Wtedy spełniło się marzenie Krzyśka.  Całował swoją żonę, Elę.

Wszyscy wyszli z kościoła i zaczęło się składanie życzeń.

Do Eli podeszła Julia i powiedziała:

- Życzę ci kochana, żeby ten facet nie okazał się takim palantem jak Jack. Żeby cię szanował i kochał i wiesz, żeby zawsze był dobry w..

- Julia!- Krzyknęła Ela z wielkim uśmiechem.

- W gotowaniu- odpowiedziała Julia.

Potem przeszła do Krzyska i zaczęła:

- Wiem,że my się nie znamy. Ale wiesz, to że jesteś przystojny, nie zniechęca mnie do tego, żeby ci coś powiedzieć:

ona jest moją nalepszą przyjaciółką, jest moją siostrą z wyboru i jeżeli zrobisz jej krzywdę to wybiję ci zęby i twój uśmiech nie będzie

już taki czarujący, a twoje klejnoty…-nie zdążyła dokończyć.

- Wiem, słyszałem to już od 10 osób dzisiaj rano, od mojego przyjaciela i Janka, chociaż nie wypowiedział tych samych słów co ty i Leon, ale

o to mu chodzilo.

Gdy skończyło się składanie życzeń. goście zaczęli krzyczeć: gorzko, gorzko. Krzysiek nie czekając dłużej, porwał Elę i pocałował ją tak namiętnie,

że aż zakręciło się jej w głowie.

- Elżbieta!!! KOCHAM CIE!!!!- Wykrzyczał i wziął ją na ręce, a potem stwierdził:

- Robimy zdjęcie grupowe.

Zdjęcie było przepiękne,wszyscy zgromadzeni wsiedli do wynajętych autobusów. Natomiast młoda para została jeszcze przez chwilę.

- Wiesz kochanie, myślałem, że się rozmyśliłaś, bałem się…

- Wiem,ale samochody się zepsuły i szłam kawałek pieszo…

- Na prawdę? Elżbieta Bosak szła pieszo?

- Hym, a i poprawka Elżbieta Bosak-Florczyk.

- No, to jak? Gotowa? Jedziemy się zabawić na naszym weselu?

- No, nie wiem, a tango będzie ?

- Będzie!

- No, to ewentualnie możemy jechać.

Wsiedli do samochodu i wtedy Krzysiek po raz drugi usłyszał te słowa:

- Panie Florczyk, kocham pana.

Pojechali.Nie spodziewali się jednak tego co wydarzy się w drodze na wesele.

KONIEC

Ciąg dalszy nastąpił cz.3.

A oto część trzecia historii Beaty. Życzę miłego czytania.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

- Cześć. Mogę na chwilę? –Spytała Ela

- Jasne, zapraszam- odpowiedział.- Widzi pani dyrektor, bawiłem się grzecznie i zdążyłem na poranny dyżur.

Dyżur! Dlatego uciekł rano z jej mieszkania. Na śmierć zapomniała. Powinna się leczyć. O, kolejna trafna diagnoza. Polecam, dr. Elżbieta Bosak.

-Z czego ty się znowu cieszysz? -wyrwał ją z myśli Krzysztof.

- Oj Krzysiu, gdybyś wiedział, co mi w głowie siedzi…

- Zawsze możemy zrobić tomografię komputerową-odrzekł szczerząc się jak dzieciak.

- Bardzo śmieszne, chyba polecimy po premii panie doktorze.

- Oj Ela,- zbliżył się Krzysztof- tęskniłem za taką tobą.

- Jaką? – Odpowiedziała zaczepnie Ela.

- Właśnie taką-szepnął tajemniczo Krzysztof.

- Muszę zadać ci pytanie-również ściszyła głos Ela.

- Na wszystko się zgadzam-odparł bez zastanowienia Krzysztof.

- To nie pytanie z serii tak lub nie tylko bardziej rozbudowane- puknęła go w ramię Ela. Ten zręcznie złapał ją za dłoń i przyciągnął do siebie.

- Więc słucham-odparł tuż przy jej uchu.

- Nasza koleżanka Monika wypytywała mnie, z kim jesteś w związku, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć- odparła z uśmiechem Ela.

- O! Nikt tak nie potrafi zepsuć nastroju jak dr. Bosak! –Odparł Krzysztof odsuwając się od niej.

- To nie jest odpowiedź.

- Powiem tylko wtedy jak mnie dogonisz- odparł Krzysztof i zniknął za drzwiami korytarza.

- Ej, ale ja mam szpilki!- Krzyknęła Ela i również wypadła na korytarz. I wpadła wprost na starego Karkoszkę…

- Eluchna, pali się?- Krzyknął przestraszony doktor, na którego wpadła biegnąca Ela.

- Przepraszam Tadzik, ale…. -tu zawiesiła głos- mam pilne wezwanie na SOR.

- No dobrze nic się przecież nie stało- rzekł z grymasem Tadeusz przecierając swoje okulary.

- A powiedz mi jak tam twój samochód?- Rzekła szybko Ela. Niby minęło już trochę czasu od feralnej stłuczki, której była prowodyrką, lecz dalej nie mogła sobie wybaczyć braku profesjonalizmu i opanowania.

- Jeździ, a to najważniejsze- odpowiedział jej- słuchaj Ela jest sprawa…

- Jaka?

- Pojutrze chciałbym zwołać zebranie ogólne szpitala i przedstawić ważną dla mnie sprawę. Zależy mi abyś ty też się tam pojawiła.

- Zebranie? -Rzekła zdziwiona Ela.- A coś się stało?

- Nie nic, chciałbym zrobić tylko takie podsumowanie działalności szpitala.

- Jeżeli tak bardzo ci na tym zależy to niech będzie.

- Dzięki. Pojutrze, sala konferencyjna o 12.

- Dobrze zapamiętam. Teraz lecę!

Zebranie? A po co? Przecież to ona jest od zwoływania zebrań i wygłaszania sprawozdań. A może… to ma jakiś związek z Krzysztofem i Izą? Może Tadzik odnalazł ten błąd lekarski i chce pogrążyć Krzysia? Jak ja nie lubię być zaskakiwana. Muszę się tego dowiedzieć.

Krzysztofa znalazła dopiero po 20 minutach pałaszującego obiad w bufecie.

- No, no 25 minut chyba nowy rekord- przywitał ją Krzysztof.

- Hmm, powiedz mi, co się dzieje w szpitalu- wypaliła Bosak.

Mężczyzna nie wiedząc do końca, o co kobiecie chodzi, żartując zaczął- Więc, leczymy ludzi i nawet nam się to udaje. Pielęgniarki są ładne, ale wnoszę skargę, że za mało mamy lekarek…

- Co ty bredzisz?- Przerwała mu Ela i dodała:

- Chodzi mi o ten błąd lekarski, który starasz się zatuszować. Tadeusz o nim wie i chce o nim wszystkim powiedzieć.

- Jaki błąd lekarski? –Teraz to Krzysztof już niczego nie rozumiał.

- Ten, przy którym pomaga ci Iza.

Krzysztof nie chcąc zdradzić przyjaciółce w czym rzecz, odpowiedział:

- Spokojnie, żadnego błędu nie ma. Z Izą omawiam moją umowę, która pozwala na nauczanie na uczelniach. Zastanawiam się nad powrotem w szkolne mury. A Tadeusz jak zwykle dramatyzuje i się nim nie przejmuj. Właściwie co on ci powiedział?

- Chce zwołać pojutrze zebranie i ogłosić coś ważnego.

- Zaczyna się-pomyślał Krzysztof.

- Pewnie jak zwykle będzie omawiać swoje dokonania i użalać się, że ma za mały gabinet. Odpuść Ela. Jak coś będzie się dziać, dowiesz się o tym jako pierwsza. A teraz może się napijesz kawy?

-Wybacz, ale straciłam ochotę. Wracam do gabinetu, mam dużo spraw. Cześć.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Ela nie spała najlepiej. Wierciła się pół nocy czując, że nie wie o wszystkim i, że Tadzik wymyślił coś szalonego. Nawet była z tą sprawą u Leona, ale ten poradził jej to samo co Krzysztof. Coś ewidentnie wisiało w powietrzu. Ela po raz pierwszy chciała wziąć urlop na żądanie, ale obiecała, że się pojawi. Musi wziąć się w garść. Musi!

Krzysztof też się nie wyspał. Pół nocy siedział w papierach i coś uzupełniał. Był podenerwowany. Czy uda się wszystko tak jak zaplanował? Oby, bo musi postawić wszystko na jedną kartę. Nagle zadzwonił telefon: Leoś.

- Stary i jak? Damy radę? -Zaczął niepewnie Krzysztof.

- Musimy. Nie ma innego wyjścia. Trzeba to zrobić raz, a dobrze.

- Musimy- zgodził się Krzysiek.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Ela jak zwykle pojawiła się przed czasem. Sala do połowy była już zapełniona. W tym momencie zobaczyła Tadeusza, który rozmawiał z…. Łąckim? To był naprawdę on? Ale skąd się znają? Co to ma być? Ona o niczym nie wie? A może to chodziło o ten zabieg na jego matce, gdy maszyna się zepsuła? Ale to było dawno. Żadnych więcej skarg nie było. A co to za mężczyzna obok? Zaraz, zaraz kojarzy go skądś. Czy to nie jest przypadkiem dziennikarz z lokalnej gazety? Chcą to nagłośnić?

- Chyba właśnie tracę pracę- Elżbiecie zmiękły nogi. Chciała jak najszybciej uciec z tego miejsca. Na szczęście tuż za nią pojawił się Leon z Alicją.

- Ela chodź, widzę dla nas miejsca- rzekł Leoś i zaczął ciągnąć przyjaciółkę na przód sali.

- Ty wiesz co tu się dzieje-rzekła prawie bezgłośnie Ela.

- Spokojnie, damy radę- rzekł pokrzepiająco Leon.

Elżbieta padła na siedzenie blada jak ściana. W tym momencie Leon, widząc przyjaciółkę, zaczął się zastanawiać, czy to wszystko ma sens.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Równo o 12 Tadeusz Karkoszka wstał, chrząknął i uciszył towarzystwo. Zadowolony rozejrzał się po twarzach zebranych, w myślach radując się, że za chwile będą to jego podwładni.

- Witam was drodzy przyjaciele-zaczął- zapewnie zastanawiacie się, dlaczego dzisiaj się zebraliśmy.

Leon rozejrzał się po sali. Gdzie do cholery jest Krzysiek? Miał tu być i wspierać Elżbietę…

- Patrząc na dokonania naszej wspaniałej pani dyrektor, śmiem twierdzić, iż stworzyła szpital na najwyższym poziomie-kontynuował Tadzik:

- Jednakże-zawiesił głos- nadszedł wreszcie czas, aby przestać odbudowywać, a zacząć prężnie działać. I tu przydałaby się silna męska ręka.

Szmery na sali wzrosły. Ela z bladej zmieniła kolor na zielony. Leoś poczuł krople potu na czole.

-Co ten debil wymyśla? –Pomyślał Leon.

Wtem podniósł się doktor Wanat i powiedział:

- Uważam, że silna ręka niekoniecznie musi być męska. A poza tym ręka dyrektor Bosak jest bardziej męska od niejednego z nas. Bez urazy Ela-i mrugnął do pani dyrektor.

- Dr Wanat pozwoli pan, że sam będę wyznaczał, kiedy ktoś może zabrać głos. A poza tym powinny zajść pewne zmiany. Po pierwsze żadnych lekarzy z wyrokami. Musimy dbać o dobry wizerunek szpitala. A jak tam pańska sprawa w sądzie panie doktorze? -Rzekł kąśliwie Tadzik.

- Zabiję skurwiela-zaczął Wanat.

- Chwileczkę-cała sala spojrzała za głosem, który należał do dr Bosak- tak właściwie to jaką pan ma władzę aby, jak dobrze się domyślam, usunąć z urzędu mnie i kilku innych świetnych lekarzy?

- Dobrze, że pani o to pyta- zaczął z uśmiechem dr Karkoszka.- Mam tutaj listę niedociągnięć, które naraziły szpital na koszta. Dodam, iż po konsultacjach z panem prezydentem on również poparł moje obawy o dalsze losy tego szpitala bez naszej interwencji. Dodatkowo ostatnie wydarzenia wykazały, iż przestała sobie pani radzić z presją, co najdobitniej może odzwierciedlić stan mojego samochodu. Więc jeżeli pani ma choć trochę rozsądku i godności i szpital ma dla pani jakąś wartość to sądzę, że sama pani powinna ustąpić… Nie wspomnę już o romansach z pracownikami, które świadczą o zupełnym braku profesjonalizmu.

Cała sala spojrzała na dr. Bosak. Ona i romanse? Z kim? Ta kobieta emocje trzymała zawsze na wodzy i nigdy nie łączyła prywatnych spraw z zawodowymi. Do tego ciekawość: który lekarz zdołał zdobyć serce pani Eli?

Cała sytuacja mocno zaskoczyła również Alicję- romans? Może to chodzi o mojego ojca? Wprawdzie kiedyś z Beatą zrobiły dla nich romantyczną kolację, ale ojciec podobno jest z Basią. Więc kto? Nic z tego nie rozumiała.

Tadeusz Karkoszka stał dumnie patrząc na ten cały chaos, który wywołał. Aby przyśpieszyć cały proces detronizacji postanowił zadać ostateczne pytanie:

- Czy zamierza Pani jeszcze coś dodać? Albo ktokolwiek z zebranych? Tutaj na sali znajduje się z nami pan dziennikarz, który pisze artykuł do jutrzejszego wydania prasy, dlatego proszę o przemyślane wypowiedzi.

Na sali zaległa głucha cisza, każdy wsłuchiwał się w bicie własnego serca….

Wtem odezwał się głos przy samych drzwiach. Ela rozpoznała go natychmiast. Krzysztof. Boże,przez nią i on był zamieszany w to wszystko.

- Tadzik. Po pierwsze: co ty pieprzysz?-Zaczął zły Krzysztof.- Po drugie: jeżeli ktokolwiek miałby zastąpić Elżbietę na tym stanowisku to na pewno nie ty. A teraz do pana z gazety, radia czy czegokolwiek. Jak pan skończy pisać swoje wypociny, proszę o dodanie mojej części. Jako kochanek pani dyrektor mam chyba w końcu prawo do wypowiedzi, prawda?

Cała sala oniemiała. Krzysztof? Wprawdzie dużo ze sobą spędzali czasu, ale to i tak jakoś dziwnie. Alicja zastygła.

- Co za bzdury chcesz nam dać? -Zaczął zniecierpliwiony Tadzik.

- Opisuje tutaj wszystkie rzekome błędy naszej pani dyrektor wraz z prawnym komentarzem,- puścił oko do pani Wanat, która siedziała obok męża- do tego opisałem kilka nieudanych operacji w prywatnej klinice pewnego doktora, który teraz usiłuje przejąć jej stanowisko. Mam wymieniać dalej?

Tadeusz zaczął się pocić. Jego błędy? Kto go wydał? Przecież nie jego własny syn?

-Aaa… i jeszcze jedno- zaczął Krzysztof- z dniem rezygnacji doktor Bosak ja również składam wymówienie. Umowa mi na to pozwala. Wszystkie moje operacje od chwili obecnej zostają odwołane w trybie natychmiastowym. Dziękuję za uwagę- i usiadł.

Po chwili wstał dr Jasiński- Ja również składam wypowiedzenie.

Za nim zerwali się Wanatowie- My również dziękujemy za współpracę.

I tak po kolei każdy z pracowników wstawał i rezygnował z posady.

Na samym końcu wstał młody Karkoszka. Tadeusz aż zamarł. Michał rzekł- Ojcze, albo ty zrezygnujesz i odstąpisz swoich chorych wymysłów, albo ja, jako ostatni pracownik tego szpitala odejdę.

Wtem poderwał się prezydent Łącki i powiedział- Przepraszam za całe zamieszanie. Zostałem wprowadzony w błąd, oraz nie miałem wszystkich informacji. Będę wielce rad, jeśli zapomnimy o całym zdarzeniu i wszyscy wrócą do swojej pracy nie zakłócając funkcjonowania szpitala.

Ela miała łzy w oczach. Wszyscy stali za nią murem. A to wszystko dzięki Krzysztofowi. Gdyby nie on, ona by już teraz siedziała w gabinecie i się pakowała. Jejku, ale ona go kocha. Serio w myślach powiedziała, że kocha? O nieeee, chyba należą mu się przeprosiny.

Podeszła od niego. Stał wyprostowany i uśmiechnięty, powiedział do niej- I jak się czuje pani dyrektor?

Zdołała wykrztusić tylko- Mam najlepszego kochanka na świecie- po czym rzuciła się w jego ramiona.

Krzysztof zaczął się śmiać i powiedział jej, że to wszystko dzięki Wanatom i Michałowi. On  tylko zebrał wszystkie informacje z Leonem do kupy.

Po kolei każdy wychodząc z sali podchodził do dr Bosak i wspierał ją dobrym słowem, bądź uściskiem dłoni. Na końcu podszedł Leon i zaczął ich wypytywać:

- Jaki romans? O czymś nie wiem? – Zaczął przyglądając się parze przyjaciół.

- Oj Leoś, wszystko działo się tak szybko, że nie wiedziałam jak mam ci to powiedzieć- zaczęła się tłumaczyć Ela.

-Stary, chciałem z tobą pogadać, ale sam nie miałeś czasu. Pamiętasz?- Odrzekł Krzysiek.- Ale mam pomysł. Dzisiaj u mnie. Kolacja, wino i rozmowa. Co wy na to?

-Dobra, trzeba odreagować wariactwo Tadzia- rzucił Jasiński- to do wieczora!- I wyszedł.

Ela spojrzała na Krzysztofa- I co teraz?

- Teraz to ty pójdziesz ze mną- i złapał Elę za rękę i pociągnął za sobą.

 

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Nie wiadomo, kiedy znaleźli się w jego gabinecie. Mężczyzna przekręcił zamek w drzwiach i odwrócił się do Eli. –Pytałaś mnie ostatnio z kim jestem. Prawda?

- Tak. I co, odpowiesz mi?

- Jasne- i podszedł do niej bardzo blisko.

Zbliżył twarz tak, że nosy im się prawie zetknęły. Swoją dłoń poprowadził wzdłuż pleców kobiety. Poczuł przez materiał jak delikatnie zadrżała od jego dotyku. Drugą dłoń zbliżył do twarzy Bosak i kciukiem przejechał po jej idealnie czerwonych ustach. Ela mimowolnie rozchyliła wargi pragnąc jego bliskości. Podniosła dłonie i oparła na klatce piersiowej mężczyzny. Po chwili powędrowała nimi w górę i oplotła wokół szyi. Kiedy już chciała wykonać ruch i pocałować Krzysztofa, ten przemówił:

- Miałem ci odpowiedzieć na pytanie.

-Nie interesuje mnie to już- i pocałowała go. Jak jej tego brakowało. Na początku delikatnie, jakby z obawą, że coś może nie wyjść, lecz z każdą następną chwilą całowała go coraz bardziej łapczywie. Krzysztof bardzo tęsknił za jej słodkimi ustami, a gdy poczuł jak odważnie całowała go ta wariatka, zaczął błądzić rękoma przypominając sobie, centymetr po centymetrze, jej boskie ciało. Elżbieta przywarła do niego, przyciskając go do ściany. Mężczyzna podniósł ją i posadził na biurku, które znajdowało się niedaleko. Jednym ruchem zrzucił wszystko, co leżało na blacie i poczuł jak Ela oplata go swoimi nogami. Zaśmiał się w duchu stwierdzając, iż to dzięki całej akcji z Tadeuszem to wszystko właśnie się dzieje. Wtem usłyszał dzwonek telefonu. Postanowił go zignorować, ale kobieta oderwała się od niego i złapawszy powietrza kazała mu odebrać, gdyż mogła to być jakaś ważna sprawa. Z niechęcią zaczął szukać telefonu w kieszeni, a na wyświetlaczu ukazał się napis SOR.

- Florczyk, słucham?

- Panie doktorze, pilna sprawa na SOR-ze- usłyszał głos pielęgniarki.

- Dobrze, już idę- i się rozłączył- trzeba było nie odbierać.

Ela bawiąc się guzikami jego koszuli odpowiedziała- Ale ja nigdzie się nie wybieram- i uśmiechnęła się do mężczyzny.

- Zobaczymy się wieczorem- rzekł Krzysztof i pocałował ukochaną na pożegnanie.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Wieczorem w domu Krzysztof przygotowywał w kuchni kolację dla przyjaciół. Przed 19 usłyszał dzwonek i nim zdążył cokolwiek zrobić drzwi się otworzyły. Do mieszkania weszła Elżbieta. Podeszła do mężczyzny i przytuliła się do niego od tyłu.

- Co dobrego robisz?- Zapytała całując go po karku.

Krzysztof nie mogąc się skupić na tylu rzeczach jednocześnie odłożył drewnianą łyżkę i odwrócił się do kobiety- Może wrócimy do tego, co nam przerwano w szpitalu?- I zaczął rozpinać guziki w koszuli Eli.

- Przestań, za chwilę przyjdzie Leon, a poza tym pilnuj swojego dania, bo zaraz się przypali- zganiła go, poprawiając koszulę.

- Palniki zaraz wyłączę, a Leoś pewnie i tak się spóźni- nie dawał za wygraną Krzysiek.

- Krzyyyy…- nie dokończyła, bo zamknął jej usta pocałunkiem. Przez kuchnie przelecieli niczym burza w kierunku sypialni. Kiedy Krzysztof zdjął koszulkę, usłyszeli dzwonek do drzwi.

- Niech to szlag- zaklął mężczyzna.

- Leoś to ma wyczucie czasu- zaśmiała się Ela.

Przyjaciel niczego nieświadomy przywitał parę butelką wina. Cała trójka usiadła do kolacji. Opowiedzieli sobie wszystko, co leżało im na sercach w ostatnich tygodniach. Bardzo brakowało im takiego spotkania. Całą noc przegadali jak za starych, dobrych czasów.

KOOOONIEC xD

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Ej, ja chcę jeszcze :) . Nie mogę się doczekać kolejnej historii.