Problematyczny powrót do domu.

Leon właśnie zaszył się w swoim gabinecie. Odprowadził Elżbietę pod drzwi jej gabinetu, poszedł na oddział chirurgii, zamknął się w swoim gabinecie, oparł się o drzwi i wyciągnął z kieszeni telefon. Znalazł wśród miliona zupełnie niepotrzebnych kontaktów ten, którego w tym momencie potrzebował najbardziej. Krzysztof. W jego telefonie numer czwarty. Na pierwszych dwóch miejscach były numery córek. Trzecie już od lat okupowała Bosak. Leon nacisnął zieloną słuchawkę i cierpliwie czekał, aż przyjaciel odbierze. W końcu, po pięciu sygnałach, doczekał się.

- Halo?- Głos w słuchawce był lekko zaspany. Widocznie Krzysiek odsypiał szkolenie. Albo imprezy towarzyszące. Albo jedno i drugie.

- Cześć Krzysiu!- Powiedział Jasiński, z rozbawieniem mówiąc bardzo głośno. Zawsze uwielbiał dręczyć swoich przyjaciół, gdy byli skacowani.

- Leon, pogięło cię!? Nie drzyj się tak! Jezu, moja głowa! Nigdy więcej imprez integracyjnych- marudził Florczyk.

- Dobra, dobra. Krzyś, pozbieraj teraz do kupy wszystkie szare komórki jakie podobno masz w mózgu i skup się na tym co teraz ci powiem. Musisz jak najszybciej wracać do Polska- powiedział Leon.

- A co? Już się za mną stęskniłeś?- Zaśmiał się Jasiński.- A ja przecież i tak wracam do Polski jutro- przypomniał.

- Rzeczywiście- przypomniał sobie Leoś.

- Właśnie. Ale o co ci, tak właściwie, chodzi?- Zapytał.

- Jedno słowo. Ela- powiedział Leon tajemniczo.

- Wiedziałem, że ona ma jakieś problemy. Po prostu czułem to. Może od ciebie wreszcie się dowiem o co chodzi- powiedział.

- Przykro mi, ale nie mogę ci pomóc. To sprawa między wami- powiedział niepewnie.

- Ale…

- A w ogóle to muszę już skończyć, bo jestem w pracy. Cześć- powiedział i się rozłączył.

- Cześć.

KONIEC

Przepraszam, że znowu takie krótkie, ale od kilku dni zajmuję się wszystkim…tylko nie pisaniem. Nawet natchnienie chwilowo (przynajmniej mam taką nadzieję) wyparowało. Ostatnio, na ten przykład, zajmuję się czytaniem blogów z recenzjami słodyczy. Tak, są takie. Sama nie mogłam w to uwierzyć. Wiem, że moje zainteresowania są…nietypowe, ale nie mogę żyć bez słodyczy. Zwłaszcza dobrej czekolady i lodów Nawet pisanie własnej książki trochę zaniedbałam, bo mam ostatnio nieco inne zajęcia. Gdyby nie to, że jedziemy jutro do Czech na jednodniową wycieczkę powiedziałabym, że wam to wynagrodzę i wstawię coś też jutro.

Boję się być sama.

Ela obudziła się na podłodze. Była przykryta kocem. Obok niej leżał Leon. Mężczyzna jeszcze spał. Pochrapywał sobie przy tym cichutko. Kobieta wstała i ostrożnie, aby nie zbudzić przyjaciela, poszła do kuchni. Chciało jej się pić. Sięgnęła po telefon leżący na stole. Pięć nieodebranych połączeń, a wszystkie od Krzyśka. Napisał też do niej kilka SMS- ów. W każdym prosił ją, aby zdradziła mu jakie ma problemy. Gołym okiem było widać, że się o nią martwi. I boi. Oby tylko nie przyszło mu do głowy wracać szybciej. Kobieta nie była jeszcze gotowa na spotkanie.

- Boże, co ja mam zrobić? Co robić?- Głowiła się.

- Powiedzieć mu- rozległo się za jej plecami. Elżbieta, aż podskoczyła ze strachu.

- Leoś, nie strasz mnie- warknęła, ale jej ton zaraz złagodniał.- Naprawdę rozmyślałam na głos?- Zapytała.

- Tak. Słuchaj, ja cię już kompletnie  nie rozumiem. Naprawdę. Musisz powiedzieć swojemu facetowi, że jesteś chora, a ty dumasz nad tym jakbyś miała mu się co najmniej przyznać do zdrady, albo jeszcze czegoś gorszego- Jasiński pomału zaczynał się denerwować na swoją przyjaciółkę.

- Wiem, że to jest głupie i…może trochę dziwne- przyznała.

- To prawda- przyznał jej rację.

- Ale chodzi o to, że ja nie chcę go martwić. Przynajmniej teraz. Wciąż nie jest pewne, czy to rzeczywiście nowotwór. Nie chcę wszczynać przedwczesnego alarmu- powiedziała.

- To świetnie. Ale kiedyś i tak będziesz musiała mu powiedzieć. Oczywiście, gdyby to rzeczywiście był rak. Jeśli jesteś zdrowa, zapomnij o całej tej sprawie i ciesz się życiem.

- A jeśli zostało mi tylko kilka miesięcy życia!?- Wykrzyknęła.

- Elka!- Wrzasnął na nią.

- No co? To chyba normalne, że panikuję?- Zapytała.

- Ale ty panikujesz, aż za bardzo- wytknął jej.- Słuchaj, napij się melisy, albo weź jakieś tabletki, ale uspokój się, do cholery, bo z twojego panikowania nic dobrego nie wyniknie- powiedział, łapiąc ją za ramiona.

- Tak, masz rację. Po prostu…boję się, że Krzysztof spanikuje i odejdzie ode mnie, gdy tylko się o wszystkim dowie. Boję się być sama. Nie chcę…umierać w samotności- szepnęła.

- Wypluj to! I przestań histeryzować. Musisz sobie wbić do głowy, że wszystko będzie dobrze- powiedział.

- Powtarzam to sobie od dnia, w którym wyczułam guzek. Problem w tym, że w to nie wierzę- westchnęła.

- Właśnie. Aha, jeszcze jedno. Krzysiek na pewno cię nie zostawi. To już nie jest ten sam człowiek co kiedyś. Zmądrzał, wydoroślał. A najważniejsze jest to, że bardzo cię kocha- powiedział Leon.

- Tak, chyba masz rację. Wiesz co? Z jednej strony bardzo bym chciała, aby on tu teraz był, ale z drugiej…modlę się, aby czas do jego powrotu płynął jak najwolniej- powiedziała.

- Ale jego obecność jest ci w tej chwili naprawdę potrzebna. Ja muszę jechać do siebie, przebrać się i jechać do pracy. Ty chyba też- przypomniał jej.

- Tak, masz rację. Może praca pomoże mi choć na moment zapomnieć o raku i skupię się na czymś innym. Daj mi kwadrans, co? Ubiorę się i razem pojechalibyśmy najpierw do ciebie, a potem do pracy, co?- Zaproponowała.

- Dobry pomysł- zgodził się. Dwadzieścia minut później byli już pod domem Leona, a pół godziny później- pod szpitalem. Bosak nie miała pojęcia, że jej przyjaciel uknuł pewien plan, aby jej pomóc.

KONIEC

To wszystko mnie przytłacza.

Minęły cztery dni. Elżbieta była już po wizycie, ale nie przyniosła ona jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy Bosak jest chora, czy jednak nie. Teraz pewne było jedynie to, że w lewej piersi istotnie „coś” jest. Lekarz nakazał dla pewności zrobić biopsję, ale powiedział też, aby Bosak się nie denerwowała niepotrzebnie. To naprawdę nie musiał być nowotwór. A nawet jeśli, guzek i tak był malusieńki i ledwie wyczuwalny pod palcami. Nie mógł być śmiertelnym niebezpieczeństwem.

- Wszystko będzie dobrze- powtarzała sobie jak mantrę. Musiała myśleć pozytywnie. Inaczej zwariuje. Teraz musi się skupić tylko na tym, że za trzy dni Krzysztof wraca do Polski. Musi za wszelką cenę ukryć przed nim swoje problemy. Przynajmniej na razie. Powie mu po biopsji. Tak, to niezły plan. Był tylko jeden problem. Bosak panicznie bała się igieł. Panicznie. Wolałaby, aby ktoś był przy niej podczas badania. Czułaby się bezpieczniej i pewniej. Może jednak lepiej powiedzieć Krzysiowi od razu i poprosić go, aby z nią przy tym był? A może na razie wtajemniczyć tylko Leona? Nie, za duże ryzyko. Jej przyjaciel to straszna gaduła. Zaraz by wypaplał Florczykowi, że Ela ma taki i taki problem. To już lepiej od razu powiedzieć wszystko Krzysiowi. Tylko jak on na to zareaguje? Zacznie panikować? Będzie jej powtarzał, aż do obrzydzenia, że wszystko będzie dobrze? Chyba raczej to drugie. Jej narzeczony nie był histerykiem. Na pewno będzie ją odpowiednio wspierał. Tylko najpierw musi mu o tym jakoś powiedzieć. Tylko jak? Kiedy? Przecież nie na lotnisku, zaraz po tym jak wysiądzie z samolotu. Może, gdy już będą w domu? Tak, zjedzą kolację, usiądą sobie spokojnie na kanapie i wtedy mu powie. Nagle rozdzwonił się telefon Elżbiety. Spojrzała na wyświetlacz. Krzysztof. Po prostu wspaniale.

- Cześć, kochanie- w słuchawce rozległ się radosny głos mężczyzny.

- Cześć- powiedziała cicho.

- Oj, ktoś tu chyba ma ciężki dzień. Nie mów, że znowu tracisz piękną czerwcową niedzielę na pracę- powiedział.

- Nie, nie pracuje. Jestem w twoim mieszkaniu. Właściwie, ostatnio lepiej czuję się tutaj niż we własnym domu- wyznała.

- Miło mi to słyszeć. Jak wrócę, obgadamy sprawę wspólnego mieszkania- zaproponował.

- Jasne- powiedziała bez entuzjazmu.

- Ej, co się dzieje? Masz jakieś kłopoty? Coś nie tak z Jankiem? Znowu daje ci popalić?- Zgadywał.

- Nie. Janek jest już odpowiedzialnym studentem, a w pracy wszystko idzie bardzo dobrze. Ale…mam inny problem. Zresztą nieważne, dowiesz się po powrocie- wykręciła się.

- Właśnie, mój powrót. Wprost nie mogę się doczekać- powiedział z ekscytacją.

- Ja też. Jeszcze tylko trzy dni- pocieszyła go.

- Nie tylko, ale aż. Ja tu naprawdę wariuję bez ciebie- westchnął ze smutkiem.

- Ja bez ciebie też. Zwłaszcza przez te moje…problemy- powiedziała.

- A tak właściwie to o co chodzi?- Zaniepokoił się.

- Długo by opowiadać. Ale dowiesz się wszystkiego, gdy już wrócisz. Kocham cię. Cześć- powiedziała i chciała się rozłączyć, ale nie pozwolił jej.

- Ale…zaczekaj. Masz jakieś problemy, a ja jestem za daleko, aby ci pomóc, ale…przynajmniej powiedz mi, o co chodzi- poprosił.

- Nie mogę. Nie teraz- wykręcała się.

- Powiedz przynajmniej, czy to coś poważnego- prosił.

- Możliwe, że tak- westchnęła.

- O nie. Koniec. Zaraz wsiadam w samolot i wracam do Polski- zapowiedział.

- Nie…Krzyś. Posłuchaj, na razie i tak nie pomożesz mi za bardzo w rozwiązaniu tych moich problemów. Będę wiedziała coś więcej dopiero za kilka dni. Może nawet za tydzień. Wytrzymaj jeszcze te ostatnie trzy dni. Kocham cię. Strasznie cię kocham. Cześć- powiedziała i rozłączyła się.

- Ale…Ela…- Florczyk próbował ją powstrzymać, ale i tak już się rozłączyła.

Tymczasem w Polsce Bosak zachowywała się jak dzikie zwierzę zamknięte w klatce. Nosiło ją. Musiała komuś wyjawić swój sekret. Ale komu? Chyba najlepiej zrozumie ją przyjaciel. Elżbieta sięgnęła po swój telefon, ale zawahała się. A jeśli Leon powie o wszystkim Krzyśkowi zanim ona zbierze się na odwagę? Trudno. Najwyżej jej narzeczony się wścieknie, że nie chciała nic mu powiedzieć. Kobieta po raz drugi tego dnia nacisnęła zieloną słuchawkę.

- Tak?- Jasiński odebrał już po drugim sygnale.

- To ja- powiedziała cichutko.

- Wiem. Wyświetlił mi się twój numer- roześmiał się, ale zaraz spoważniał.- Coś się stało?- Zapytał zmartwiony.

- Jestem w mieszkaniu Krzyśka. Przyjedziesz?- Zapytała.

- Mogę przyjechać. Ale o co chodzi? Słyszę przecież, że coś się stało, ale co?- Dopytywał.

- Nie chcę o tym rozmawiać przez telefon- powiedziała.

- Dobrze, ale później mi się nie wywiniesz- zastrzegł od razu.

- Wiem- powiedziała.

- Będę za…kwadrans- obiecał.

- Dobrze. Czekam- powiedziała i rozłączyła się. Kilkanaście minut później Leon był już na miejscu. Zadzwonił do drzwi. Kiedy zobaczył w jakim stanie jest jego najlepsza przyjaciółka, zdębiał.

- Ela? Jezu, co się dzieje? Wyglądasz strasznie. Pokłóciłaś się z Krzysztofem?- Zapytał.

- Nie- odpowiedziała cicho.

- Rozstaliście się?- Zadał kolejne pytanie.

- Nie. To…w ogóle nie chodzi o Krzysia- powiedziała.

- To o co?- Zdenerwował się.

- Och, Leoś- wyszeptała i z płaczem rzuciła mu się w ramiona.

- Dobra, a to jest już bardzo dziwne. I przerażające. Chodź, wejdziemy do środka- delikatnie pociągnął ją za rękę do salonu, posadził na kanapie i podał chusteczki. Dopiero wtedy usiadł obok niej.

- Przepraszam- szepnęła.

- Ty mnie nie przepraszaj, ale mów o co chodzi- dopominał się.

- Prawdopodobnie…prawdopodobnie mam raka piersi- wyrzuciła z prędkością światła.

- Cholera jasna- jęknął Jasiński, gdy już go „odetkało”, bo w pierwszej chwili nie mógł wydusić z siebie, ani słowa.

- Właśnie- powiedziała.

- Ale…to jest pewne?- Dopytywał.

- Jeszcze nie do końca, ale…wszystko na to wskazuje- chlipnęła.

- Rak piersi- zamyślił się, a po kilkunastu sekundach jego twarz rozjaśniła się w szerokim uśmiechu.- Elka, statystyki są po twojej stronie. Raka się leczy i można z nim wygrać, a ja jestem tego najlepszym przykładem- tłumaczył jej.

- Tak Leoś, ja…ja wiem. Ale…to wszystko mnie przytłacza. Wyjazd Krzyśka, nasz zbliżający się ślub, a teraz jeszcze to. Ja już nie daje rady- rzuciła się w jego ramiona.

- Właśnie…Krzysztof. Wie?- Zapytał Leoś.

- Nie- pokręciła głową.- Nie byłam w stanie mu powiedzieć- tłumaczyła się.

- Ela, tego się nie da długo ukrywać. Zwłaszcza jeśli to prawda. Musisz mu powiedzieć i poprosić, aby wrócił chociaż dzień szybciej- tłumaczył.

- Przecież on i tak wróci za trzy dni. Zresztą…nie chcę go niepotrzebnie straszyć. A jeśli to fałszywy alarm?- Zapytała retorycznie.

- A jeśli nie?- Odpowiedział pytaniem na pytanie.

- Błagam, nie dobijaj mnie. Ja już wystarczająco się boję- szepnęła.

- Masz rację. Przepraszam. Ale i tak musisz mu o tym powiedzieć- powtórzył.

- Powiem. Obiecuję. Ale najpierw…sama muszę wiedzieć coś więcej- stwierdziła rozsądnie.

- Dobrze, ale…zaraz potem masz powiedzieć- pogroził jej palcem.

- Słowo harcerki- uniosła do góry dwa palce. Resztą dnia para przyjaciół spędziła oglądając telewizję, śmiejąc się i rozmawiając. Elżbieta po raz pierwszy od kilku dni nie myślała o chorobie i za to właśnie była Leonowi najbardziej wdzięczna.

KONIEC

Wszystko zaczyna się walić.

Elżbieta obudziła się później niż zwykle. Była już nieco spóźniona do pracy, ale i tak mogła jeszcze spokojnie zjeść śniadanie i przyszykować się. Poszła do łazienki. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Odkręciła strumień gorącej wody i wycisnęła na dłoń trochę mydła w płynie o zapachu karmelu. Zaczęła się namydlać. Gdy była już przy piersiach, poczuła, że w lewej jest małe zgrubienie, a właściwie guzek. Przesunęła ręką w tym miejscu raz jeszcze. Rzeczywiście „coś” tam było. Bosak nie panikowała za bardzo. Takie guzki zwykle były kompletnie niegroźne. Ale i tak wypadałoby go pokazać na następnej wizycie u ginekologa.

- Tylko kiedy to jest?- Zastanawiała się na głos.- Za…trzy dni. Po prostu wspaniale- westchnęła. Dokładnie za tydzień Krzysiek wraca do Polski. Trzy tygodnie temu poleciał do Monachium na serię wykładów. Bosak osobiście go do tego namówiła, bo mężczyzna bronił się przed wyjazdem rękami i nogami. Za trzy miesiące miał się odbyć ich ślub. Ela też nie bardzo chciała się rozstawać, ale teraz doszła do wniosku, że to nawet lepiej, że Krzysiek jest za granicą. Nie chciała go martwić niepotrzebnie. Powie mu o wszystkim dopiero, gdy sama będzie wiedziała chociaż trochę więcej. Nagle przypomniała sobie o pewnym, bardzo ważnym, szczególiku. Aby stwierdzić, co to za guzek, potrzeba pewnie czegoś więcej niż jedna wizyta u ginekologa. Czyli, że pewnie w najbliższej przyszłości, trochę się nabiega. Guzek pewnie trzeba będzie usunąć, więc i tak nie obędzie się bez choćby małego zabiegu. Czyli i tak będzie musiała wszystko powiedzieć narzeczonemu. Kiedyś. Na pewno nie teraz. Tylko by się biedak niepotrzebnie martwił. Dopóki nie ma ostatecznego potwierdzenia, że to rak, nikt nie powinien o niczym wiedzieć. Ani Krzysztof, ani Leon, ani nikt inny. Ela nie chciała niepotrzebnie siać paniki. Zrobi to dopiero, gdy będzie wiedziała na pewno, że jest chora. A jeśli jednak jest chora? Nie, bez paniki. Z nowotworem piersi można wygrać. Statystyki są po jej stronie. Trzeba o tym, na kilka najbliższych dni, zapomnieć. A teraz…teraz trzeba się zbierać do pracy. Elżbieta za chwilę miała się spotkać z przedstawicielem firmy rozprowadzającej sprzęt medyczny najnowszej generacji. Trzeba złożyć zamówienie, bo ich laparoskop za chwilę całkiem padnie, a muszą mieć „na stanie” przynajmniej dwa. Kobieta szybko ubrała swoje ulubione czarne szpilki i wybiegła z domu. Czekały ją teraz bardzo…emocjonujące dni.

KONIEC

I co? I co? Myślicie, że Ela naprawdę ma raka? Podoba wam się ten pomysł? Wiem, że jestem dziwna i stuknięta, ale ostatnio czytałam książkę o tej tematyce i…jakoś tak wymyśliłam, że Elżbieta też mogłaby mieć raka. Albo okazałoby się, że to fałszywy alarm. Jeszcze zobaczymy. Ale piszcie jak wam się podoba i czy mam coś zmienić. No i piszcie, które rozwiązanie wolicie. Chorobę? Fałszywy alarm?

Wróciłam.

Jako, że wróciłam już ze szpitala, wróciłam też na bloga. Poprzednie opowiadanie mówiło o oświadczynach Krzysztofa i zakończyło się tak jakbym chciała pisać ciąg dalszy. Ale od początku planowałam je zamknąć tylko w tej jednej części. A leżąc w szpitalu wpadłam na genialny pomysł na nowe opowiadanie :) . Dzisiaj zacznę nad nim pracować.

Oświadczyny (nie)idealne.

A oto przed wami moja kolejna historia, bo nie mogę się zdecydować, czy tamta historia jest już skończona, czy jednak nie :) . I nie wiem czy tą część potraktować jako coś nowego, czy kolejną (prawdopodobnie już ostatnią) dotyczącą tej serii. Ale dobra, nieważne.  Pewnie pamiętacie oświadczyny Krzysztofa i zgadzacie się ze mną, że nie były one idealne. Ani za pierwszym, ani za drugim razem :) . Trzeba je poprawić :) .

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Elżbieta z westchnieniem ulgi opadła na kanapę. Była padnięta. Przez ostatnie problemy w pracy i w domu praktycznie nie sypiała. Chyba, że była w mieszkaniu Krzysztofa. Tak jak teraz. Właśnie wrócili z kolejnego zebrania Rady Miasta. Oboje byli wykończeni. W dodatku zebranie skończyło się niekorzystnie dla Bosak. Ela siedziała przez chwilę bez ruchu. Krzysiek gdzieś „zaginął w akcji”. Nagle wszedł do salonu. W jednej ręce trzymał bukiet róż, a w drugiej jakieś małe pudełeczko. Elżbieta z początku nie zarejestrowała co w nim jest. Dotarło to do niej dopiero, gdy mężczyzna padł przed nią na kolana, a właściwie na jedno.

- Krzyś, co ty wyprawiasz?- Jęknęła.

- Zaczynam ci się oświadczać. Wyjdziesz za mnie?- Spojrzał na nią z nadzieją.

- Ale żeś sobie wybrał moment, nie ma co- zaśmiała się.

- Dobry jak każdy inny. To co? Bo nigdy nie oświadczałem się w ten sposób i nie wiem jak długo trzeba klęczeć- powiedział.

- Ja…Jezu, co ja mam ci powiedzieć?- Zastanawiała się głośno.

- Powiedz, że się zgadzasz. Proszę- mężczyzna zrobił „oczy szczeniaczka”.

- Tak, jasne. Weźmiemy ślub, a po paru latach prawdopodobnie będziesz miał mnie po prostu dość. Dziękuję, postoję- powiedziała.

- Nie dramatyzuj. Kochasz mnie?- Zadał podstawowe pytanie.

- Tak- powiedziała bez zastanowienia.

- To czym ty się martwisz? Miłość w zupełności wystarczy- powiedział.

- Zgadzam się- powiedziała.

- Widzisz? Musisz zawsze się ze mną zgadzać, bo ja chcę dla ciebie jak najlepiej- trajkotał.

- Oj, nie całkiem o to mi chodziło- zaśmiała się.

- A o co?- Zapytał.

- A o twoje oświadczyny, głuptasie!- Wykrzyknęła.

- Aha, dobra. Jasne. Zaraz…co? Czy ty się właśnie…czy my…ja…ty…- zaczął się motać.

- Tak, tak. Wyjdę za ciebie. Tylko już wstań, bo dziwnie się czuję, gdy tak klęczysz- powiedziała. Chciała go pociągnąć na kanapę, ale on był silniejszy i przyciągnął ją do siebie. Wylądowała na jego klatce piersiowej. Zaczęli się śmiać. Po chwili Bosak zaczęła się podnosić. Jednak w pewnej chwili poczuła ostry ból z tyłu głowy i opadła z powrotem na narzeczonego.

- Co się dzieje?- Zaniepokoił się.

- Nie, nic takiego. Masz w domu coś przeciwbólowego? Strasznie boli mnie głowa- powiedziała.

- Chyba mam. Zaraz przyniosę- obiecał. Przyniósł jej lekarstwo. Bosak szybko je wypiła. Zjedli obiad i usiedli na kanapie. Zaczęli planować wspólne życie. Elżbieta cały czas bawiła się pierścionkiem zaręczynowym.

- Kiedy się pobierzemy?- Zapytała.

- A kiedy byś chciała?- Odbił pałeczkę.

- Jak najszybciej- powiedziała zdecydowanie.

- To znaczy?

- Nawet i za tydzień- stwierdziła.

- Chcesz mieć skromny ślub?- Zdziwił się.

- Nie. Właśnie chcę mieć ogromny ślub. I wesele. I tango- zaczęła wymieniać.

- Może być ciężko zorganizować taką imprezę w tydzień, ale niech będzie. Jestem za- uśmiechnął się.

- Dzięki- powiedziała sennie. Chwilę później usnęła. Planowanie ślubu mogło troszkę zaczekać. Miała na to przecież cały tydzień, a to jest naprawdę mnóstwo czasu.

KONIEC

Przeprosinki :) .

Dzisiaj nie pojawi się kolejny wpis, bo jakoś nie mam chęci i natchnienie do pisanie czegokolwiek. Zamiast tego błądzę po internecie po różnych forach filmowych i czytam rozmowy innych na temat różnych filmów (właściwie to jednego, ale to nieistotny szczegół). Jutro coś się pojawi (prawdopodobnie).

Deszcz.

Minęło kilka godzin, a deszcz nie przestawał padać. Krzysiek w końcu podjął męską decyzję.

- Wstawaj. Może lać przez resztę nocy, więc nie ma sensu tak tu siedzieć i moknąć bez sensu- stwierdził.

- Masz rację- zgodziła się z nim i wstała. Ruszyli w kierunku miasta. Nagle zza zakrętu wyjechała rozpędzona ciężarówka i z zawrotną prędkością przejechała obok nich, a przy okazji rozpryskując błoto na wszystkie strony.

- Ale wyglądasz- zaśmiał się Florczyk.

- Chcesz zaraz wyglądać tak jak ja? Mogę to załatwić- zagroziła.

- Nie, coś ty. Oczywiście, że nie chcę- zaprotestował.

- To się ze mnie nie nabijaj- pogroziła mu palcem.

- Dobrze, dobrze. Zaraz będziemy w mieście- pocieszył ją.

- Świetnie. Boże, ale mi zimno- westchnęła.

- Choć tu- przyciągnął ją do siebie i objął ramieniem. Deszcz padał coraz mocniej. Rozpętała się też ogromna wichura. W końcu dotarli pod drzwi mieszkania mężczyzny. Weszli do środka.

- Dobrze, to ty idziesz teraz prosto do wanny- zarządził.

- A ty?- Zaniepokoiła się.

- A mnie nic nie będzie- uspokoił ją.

- Jak chcesz. Wrzucę swoje ciuchy do prania- powiedziała.

- Przyniosę ci coś na zmianę- obiecał.

- Dzięki- powiedziała i zamknęła się w łazience, a Florczyk poszedł do swojej sypialni i zaczął przygotowywać dla ukochanej ubranie. Potem wrócił pod drzwi łazienki. Chwilę później Elżbieta wyszła na korytarz.

- Na łóżku w sypialni są rozłożone rzeczy dla ciebie, a ja idę nam przygotować coś do jedzenia- powiedział.

- Świetny pomysł- powiedziała. Poszła się ubrać. Potem zjedli obiad i resztę dnia spędzili na kanapie pod kocem, a potem zjedli kolację i poszli spać.

KONIEC

Obiad.

- Dlaczego nie jedziemy w stronę miasta?- Zapytała zaskoczona Elżbieta.

- Porywam cię- zażartował.

- Ale dokąd?- Dopytywała.

- Nie mogę powiedzieć. Tajemnica- powiedział.

- Ale…- zaprotestowała.

- I tak się niedługo dowiesz- uświadomił ją.

- W sumie racja. Ale i tak musisz mi powiedzieć, gdzie jedziemy- powiedziała zdecydowanie.

- Nie powiem. Niespodzianka. O cholera- powiedział.

- Co?- Zapytała.

- Kończy nam się paliwo. Właściwie to już się skończyło- powiedział i zjechał na pobocze. Chwilę później samochód zgasł.

- I co robimy?- Zapytała Bosak.

- Nie wiem. Chyba musimy zadzwonić po pomoc drogową. Ale ja nie mam telefonu- uświadomił sobie nagle.

- Ja też nie. Miłego dnia- powiedziała Ela i wysiadła z auta. Florczyk wyskoczył za nią.

- Gdzie ty idziesz?- Zapytał.

- Do domu. Przy dobrych wiatrach, dotrę tam jeszcze dziś wieczorem- wysyczała. Była wściekła jak osa. Właśnie dlatego musiała odejść. Inaczej mogłaby zrobić Krzyśkowi poważną krzywdę. Dlatego wolała go zostawić. Tak było zdecydowanie bezpieczniej. Jednak mężczyzna postanowił za nią pójść.

- Ela! Proszę, zaczekaj- prosił.

- Spadaj- warknęła.

- Ale nie mogę cię puścić samej. Jesteśmy daleko od miasta. Jeszcze coś ci się stanie po drodze- tłumaczył.

- Trudno- powiedziała.- Cholera- jęknęła, bo właśnie zaczęło padać i to na całego.

- Rzeczywiście, cholera- przyznał jej rację.- Może wrócimy do auta?- Zaproponował.

- Dobra- ustąpiła.- Ale i tak jestem na ciebie wściekła- zaznaczyła od razu.

- Ale dlaczego?- Zapytał.

- Zmusiłeś mnie do skoku ze spadochronem pomimo tego, że mówiłam ci, że nie chcę tego robić, bo mam lęk wysokości. Porwałeś mnie za miasto i nie sprawdziłeś czy nie trzeba zatankować, a przy wylocie z miasta była stacja benzynowa- nakręcała się.

- Ale deszcz nie jest moją winą- powiedział ze złością i sięgnął do drzwi. Niestety okazało się, że są zablokowane.- No to jesteśmy ugotowani- jęknął i ze złością uderzył ręką w dach samochodu. Elżbieta tymczasem odeszła na pobocze, usiadła na jakimś kamieniu i po prostu się rozpłakała. Florczyk podszedł do niej i bez słowa ją przytulił.

- Krzyś, nie obraź się, ale to jest najgorsza randka w całym moim życiu- chlipnęła.

- W sumie w moim też. Ale przynajmniej twoje towarzystwo jest bardzo miłe- powiedział i odgarnął jej mokry kosmyk włosów z czoła.

- Wzajemnie- szepnęła i mocniej się w niego wtuliła. Było jej strasznie zimno.

- Zaczekaj moment- zdjął swoją marynarkę i okrył nią ukochaną.

- Dziękuję- powiedziała.

- Nie ma za co. Ciepło ci?- Zapytał.

- Tak- skinęła głową.- Co robimy?- Zapytała.

- Czekamy, aż przestanie padać. Potem będziemy mogli wrócić do Torunia. Nawet na piechotę- powiedział.

- A samochód?- Zmartwiła się.

- Zadzwonię po pomoc drogową- powiedział.

- Jasne- powiedziała.

- Ale na razie musimy poczekać- powiedział. Nie wiedzieli jednak, że na ładną pogodę przyjdzie im czekać jeszcze przez dłuższy czas, a nawet gdy wyjdzie słońce, pojawią się kolejne problemy.

KONIEC

Randka w chmurach.

Krzysiek zaparkował samochód i spojrzał na Elżbietę. W jego oczach widoczna była ogromna ekscytacja. Bosak nie do końca rozumiała jego podniecenie.

- A ty co się tak szczerzysz?- Zapytała.

- Nie wiesz gdzie jesteśmy?- Zapytał.

- Nie bardzo- powiedziała.

- Jesteśmy na lotnisku- wyjaśnił.

- Na lotnisku!?- Zdziwiła się.

- Dokładnie- odparł.

- A co będziemy tutaj robić?- Zapytała.

- Skakałaś kiedyś ze spadochronem?- Zapytał zamiast odpowiedzieć.

- Nie i nie mam zamiaru- powiedziała zdecydowanie.

- Choć. Będzie super- zaczął ją przekonywać.

- Nie ma mowy- zaprotestowała.

- Nie chcesz po dobroci, użyję siły- powiedział groźnie, wysiadł z samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera, a potem po prostu wyciągnął ją na zewnątrz. Bosak nie chciała robić widowiska, więc po prostu szła za nim. Wciąż jednak rzucała w jego stronę wściekłe spojrzenie.

- Krzyś, czyś ty do reszty zwariował? To jest niebezpieczne. Spadochron może się nie otworzyć i zginiemy. Ja nigdy nie skakałam. Ty też nie- próbowała mu przemówić do rozsądku.

- Skakałem. Naprawdę myślisz, że naraziłbym cię na śmiertelne niebezpieczeństwo i kazał ci skakać mimo, że sam nigdy tego nie robiłem?- Zapytał.

- No, raczej nie- powiedziała niepewnie.

- Sama widzisz. Będziesz doczepiona do mojego spadochronu. To naprawdę fajne- przekonywał ją.

- A jeśli coś nie pójdzie tak jak powinno?- Zapytała.

- Wszystko będzie dobrze. Chodź- wciągnął ją do samolotu i sam też wszedł do środka.

- Ja mam lęk wysokości!- Krzyknęła, starając się przekrzyczeć wycie silnika.

- To się świetnie składa, bo ja też!- Odkrzyknął i pomógł jej założyć spadochron. Chwilę później skoczyli. Bosak zamknęła oczy i zdała się na mężczyznę. Prawdopodobnie wiedział na co się porywa. Albo był całkowicie stuknięty. Ale i tak go kochała. Ale jak dotrą na ziemię to go zamorduje. W ogóle nie chciał jej słuchać. Próbowała mu wytłumaczyć, że to jest zły pomysł, ale on się uparł. O, dolatywali na ziemię.

- Nareszcie- pomyślała i poczuła, że dotyka brzuchem trawy. Krzysztof oczywiście opadł na nią i przygniótł ją jeszcze bardziej do ziemi.

- I co? Nie podobało ci się?- Zapytał, błądząc ustami gdzieś w okolicach jej ucha.

- Właśnie, nie bardzo- przyznała.

- Jak to?- Zdziwił się.

- Mam lęk wysokości. Przez cały czas miałam zamknięte oczy- wyjaśniła mu.

- Szkoda, bo świat widziany z góry jest naprawdę przepiękny- stwierdził.

- Nie dla mnie- powiedziała.

- Dasz się zaprosić na obiad?- Zapytał.

- Bardzo chętnie- zgodziła się.

- To czekaj- powiedział i uwolnił ją i siebie od spadochronu. Gdy doprowadzili się do porządku, mogli pojechać na obiad. Niestety czekało ich po drodze jeszcze kilka przygód.

KONIEC

Wiem, że krótkie, ale teraz może uda mi się wstawiać kolejne części codziennie, więc to będzie tak samo, jakbym wstawiała jedną długą raz na tydzień.