Fanfiction

Nie chcę tak dłużej żyć. Cz.1

Elżbieta Bosak obudziła się bardzo wcześnie rano, w „swoim” mieszkaniu, w Warszawie. Odkąd przyjęła propozycję ministra i zaczęła pracować w stolicy, w Toruniu bywała statystycznie raz na miesiąc. Bardzo przez to cierpiała. Przecież niedawno wyszła za mąż po raz drugi. Poza tym tęskniła za synem, mamą, przyjaciółmi, znanymi uliczkami. Tęskniła za domem. Za poczuciem bezpieczeństwa w ramionach Krzyśka, za maminą szarlotką, za krnąbrnym synem. Kobieta może nie cierpiałaby, aż tak bardzo, gdyby nie to, że przez rozłąkę jej króciutkie małżeństwo zaczęło się chwiać w posadach. Krzyś nie dzwonił do niej tak często jak na początku, a nawet, gdy dzwonił, w jego głosie słyszała przejmujący smutek. Martwiła się, że w końcu zaczną się kłócić. Musiała wracać do Torunia. Czuła, że to ostatni moment. Powstrzymywało ją tylko jedno. Bała się, że Krzysztof będzie zły, że postawiła go przed faktem dokonanym i teraz będzie on jedynym żywicielem rodziny. Ale był też inny powód chęci powrotu w rodzinne strony. Bosak od pewnego czasu kiepsko się czuła. Nie dojadała, nie dosypiała, jej praca była dosyć stresująca. W końcu zaczęła odczuwać dolegliwości ze strony układu krwionośnego. Miewała kołatania serca, duszności, zawroty głowy, cierpiała na bezsenność. Wiedziała, że musi wyjechać z Warszawy, bo inaczej się wykończy fizycznie i psychicznie.

- Wracam do Torunia- stwierdziła, po raz kolejny odpuszczając sobie śniadanie i zadowalając się jedynie mocną kawą. Na zjedzenie porządnego posiłku nie miała czasu. Ale miała kilka minut, aby napisać wypowiedzenie. Szybko to zrobiła i wybiegła z mieszkania.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Krzysztof Florczyk z cichym westchnieniem opadł na łóżko. Był po ciężkim i długim nocnym dyżurze i rozpaczliwie pragnął snu. Poza tym chciał przestać myśleć o tęsknocie za żoną. Dziś tęsknił za nią wyjątkowo mocno. Zbliżała się pierwsza rocznica ich ślubu. Ostatnio widzieli się dziewięć miesięcy temu. Elżbiecie ciężko było wygospodarować choć jeden luźny dzień, aby mogła wpaść do Torunia, albo żeby on pojechał do niej. On też wiele pracował, aby zagłuszyć ból tęsknoty. Tylko wieczorem, zanim usnął, spoglądał na ich ślubne zdjęcie, na śmiejącą się do fotografa żonę, na ich splecione dłonie i cierpiał. Inaczej to sobie wyobrażał. Kompletnie inaczej. Mieli się odwiedzać, dzwonić do siebie. Nic z tego nie wyszło. Nie tylko przez brak czasu, ale też przez to, że każdy taki kontakt, bez możliwości ujrzenia i dotknięcia tej drugiej osoby, tylko rozbudzał tęsknotę. Dlatego oboje podświadomie zdecydowali, że lepiej będzie się nie widywać. Ale teraz Florczyk miał dość. Ta tęsknota go wykańczała. Nagle zerwał się z łóżka.

- Koniec. Jutro jadę do Warszawy. Przekonam Elę do powrotu. Choćby nie wiem co- powiedział głośno i zdecydowanie. Nie wiedział jeszcze, że przekonywanie wcale nie będzie tu potrzebne.

KONIEC

Jak poradzić sobie z problemami?

- Mam raka- wyrzuciła z siebie i spojrzała na Krzysztofa z napięciem. Wpatrywał się w nią z otwartymi ustami, ułożonymi w literę „o”.

- Pewnie wypada, żebym coś powiedział, więc powiem ci, że…nie wiem co ci mam powiedzieć. Ale…to jest na sto procent pewne?- Zapytał.

- Jeszcze nie do końca. Muszę zrobić biopsję. Ale…jest takie prawdopodobieństwo. Duże- wyznała i…po prostu się rozpłakała. Florczyk nie bardzo wiedział co robić w takiej sytuacji, więc zrobił to co zrobiłby w każdej innej. Mocno ją przytulił. To zawsze wystarczało i jemu i jej. Ale nie tym razem. Wciąż czuł strach. Rak. Trzy litery. Tylko tyle wystarczyło, aby jego całe dotychczasowe życie rozsypało się jak domek z kart. Jego ojciec też chorował na raka. Walczył o życie przez długie dwa lata. Aż w końcu umarł. We śnie. Jedno dobre, że przynajmniej się nie męczył. A co jeśli…Ela też umrze? Nie, to niemożliwe. Nie ma takiej opcji. Nie ona. Jest twarda i silna. Na pewno się nie podda. Nigdy się nie poddaje. Czy chodzi o kolejną walkę o pieniądze z NFZ-em, czy o ciężką chorobę, ona zawsze walczy do końca. Teraz też będzie walczyła. A on cały czas będzie przy niej. Nie zostawi jej samej. Nawet na moment.

- Będzie dobrze. Na pewno- powiedział cicho.

- A jeżeli nie? Jeżeli leczenie nic nie da?- Chlipnęła.

- Nie mów tak. Musisz myśleć pozytywnie. To bardzo pomaga w procesie leczenia. Tak jest zawsze- powiedział.

- Ja wiem, ale…bardzo się boję. A co jeśli jednak umrę? Nigdy nie zostanę wredną teściową, nie poznam swoich wnuków, nie zobaczę Włoch, ani Paryża- wymieniała zrozpaczona.

- Ela, nie będziesz wredną teściową. Ale babcią na pewno będziesz cudowną. A co do reszty…obiecuję, że kiedyś zobaczymy nawet cały świat, jeżeli tylko będziesz miała takie życzenie. Musisz tylko się upewnić, że naprawdę masz raka, a jeżeli tak będzie, musisz zacząć walczyć. Wyobraź sobie, że nowotwór to…Łącki. Z nim wygrałaś, to i z chorobą wygrasz- pocieszał ją jak mógł.

- Obiecaj mi coś- poprosiła nagle.

- Wszystko co zechcesz- powiedział.

- Obiecaj, że po mojej śmierci postarasz się jeszcze raz zakochać- wypaliła, a widząc jego minę dodała szybko.- Nie mówię tylko o naszej obecnej sytuacji, ale tak ogólnie.

- Dobrze, ale pewnie i tak ja umrę przed tobą. Mężczyźni statystycznie żyją krócej- przypomniał jej.

- Wiem, ale…różnie to bywa. Obiecujesz?- Dopytywała.

- Obiecuję- powiedział i pocałował ją namiętnie. Resztę dnia spędzili na kanapie. Bosak czuła się bezpiecznie, a Krzysztof mógł się nią wreszcie nacieszyć.

KONIEC

Poważna rozmowa.

Ela weszła do mieszkania, w którym ostatnio spędzała tak wiele czasu. Zawsze dobrze się tu czuła, ale w tym momencie marzyła tylko o tym, aby jak najszybciej stąd uciec. Może rzeczywiście nie powinna była mówić Krzyśkowi o chorobie dopóki nie potwierdzi się, że naprawdę jest chora? Nie, nikomu nie powinna była o tym mówić. Ale ona musiała się wygadać Leonowi. Teraz przyjaciel na pewno jej nie odpuści. Jeżeli nie powie Krzyśkowi prawdy, na pewno sam to zrobi. To byłoby najgorsze wyjście. Krzysztof byłby wściekły, że nie dowiedział się o wszystkim „u źródła”. Nie chciała go denerwować. Nie teraz, gdy tak bardzo go potrzebowała. Usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach. W pewnej chwili poczuła, że mężczyzna delikatnie masuje jej kark. Nie podniosła jednak głowy, ale nieco bezwładnie opadła w jego ramiona.

- Ciężki dzień?- Zapytał.

- Żeby tylko jeden dzień- westchnęła.

- Powiesz mi w końcu, co to za sekrety?- Zapytał nagle.

- Nie wiem. Wiem, że powinnam, ale…chciałabym tego uniknąć- powiedziała.

- Ale pewnie byłoby ci łatwiej, gdybyś się komuś zwierzyła- powiedział.

- A tym kimś masz być ty?- Zgadywała.

- Byłoby mi bardzo miło- powiedział z uśmiechem.

- Dobrze, masz rację. Będzie mi łatwiej. Poza tym, tego nie dałoby się ukrywać w nieskończoność. A ja teraz będę bardzo potrzebowała twojego wsparcia- zaczęła.

- Boże, co się stało? Nie mów, że mnie zdradziłaś. Przecież nie było mnie tylko przez miesiąc- przeraził się.

- Nie, coś ty. Nie chodzi o innego faceta. Widzisz, ja…prawdopodobnie mam raka- wyrzuciła z siebie.

KONIEC

Wiem, że krótkie i długo czekaliście, ale ostatnio jakoś coraz trudniej wyciągnąć za mnie chociaż szczątkowe natchnienie. Ale i tak mam nadzieję, że nowy wpis wam się spodoba.

Powrót do domu.

Krzysztof własnie wszedł do szpitala. Jakąś godzinę temu wylądował samolot, który przywiózł go z powrotem do Polski. Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, dokąd powinien najpierw pójść. Do Eli? Może być zajęta. To może do Leona? Może być jeszcze bardziej zajęty. Poza tym, chyba bardziej stęsknił się za Elżbietą. Zdecydowanym krokiem ruszył w kierunku jej gabinetu. Zapukał energicznie i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Ela siedziała przy biurku i wczytywała się w jakieś dokumenty.

- Leoś, nie przeszkadzaj mi. Mam ciężki dzień, masę papierów do przeczytania i podpisania. Wpadnij później- powiedziała, nawet nie podnosząc głowy znad biurka.

- Ale…to nie Leoś. To ja- roześmiał się Krzysiek.

- Co…Krzyś!- Pisnęła Bosak i podbiegła się przytulić.

- Oj Ela, miażdżysz- zaśmiał się, bo faktycznie kobieta „lekko” go poddusiła.

- Wiem, ale bardzo się za tobą stęskniłam- wyznała.

- Ja za tobą bardziej- stwierdził.

- A nie, bo ja- zaśmiała się. Przekomarzali się tak przez dłuższą chwilę, aż w końcu Krzyś usiadł na kanapie, a Bosak władowała mu się na kolana i wtuliła się w jego ramiona.

- Naprawdę jesteś dzisiaj, aż tak zajęta?- Zapytał.

- Niestety tak. A co?- Zapytała.

- Pomyślałem, że moglibyśmy teraz pojechać do mnie i spędzić razem miły wieczór- zaproponował.

- Niezły pomysł. Czekaj, niech pomyślę. Większość dokumentów mam już wypełnionych, a to co mi jeszcze zostało, nie jest na szczęście niczym pilnym. Ale wolałabym to jeszcze dokończyć, bo nie lubię zostawiać rozgrzebanej roboty- westchnęła.

- To zrobimy tak: ja pojadę teraz do siebie, rozpakuję się, a ty w tym czasie skończysz swoją robotę, a wtedy po mnie zadzwonisz i wtedy przyjadę tu po ciebie, dobrze?- Zaproponował.

- Dobrze- zgodziła się.- Aha, pod twoją nieobecność, przeniosłam część swoich rzeczy do twojego mieszkania i trochę tam pomieszkiwałam, więc nie zdziw się, gdy otworzysz szafę w sypialni i zobaczysz w niej kilka moich sukienek- powiedziała.

- Jasne. Aha, czy to oznacza, że teraz się do mnie wprowadzisz?- Upewnił się.

- Może tak, a może nie. Przemyślę to- powiedziała ze słodkim uśmiechem.

- Ale…

- Przecież żartuję głuptasie- roześmiała się.- Idź już. Muszę trochę popracować- powiedziała i delikatnie wypchnęła go ze swojego gabinetu. Potem zamknęła drzwi, oparła się o nie i zsunęła się na podłogę. Naprawdę chciała mu wszystko powiedzieć, ale to nie była dobra pora. Miejsce też było kiepskie. Lepsze na tego typu rozmowę będzie jego mieszkanie. Ale jak ona ma mu to powiedzieć? Jedno jest pewne na sto procent. Nie może przy nim okazywać strachu. Musi być twarda.

- Ja nie dam rady. Na pewno się poryczę- panikowała. Skończyła już robotę papierkową i mogła iść do domu. Mogła, ale nie chciała. Decyzję podjął za nią jej telefon, który nagle się rozdzwonił. Sięgnęła po niego i niepewnie spojrzała na wyświetlacz.

- Cześć, Krzysiu- powiedziała z udawanym spokojem.

- Cześć, skarbie. Skończyłaś już?- Zapytał.

- Tak. Możesz po mnie przyjechać- powiedziała.

- Będę za pół godziny. Kocham cię- powiedział.

- Ja ciebie też- powiedziała i się rozłączyła. Miała tylko trzydzieści minut na przygotowanie się do tej rozmowy. To naprawdę bardzo mało czasu. Była jednak zdeterminowana, aby o wszystkim powiedzieć już dzisiaj, bo potem byłoby jej pewnie coraz trudniej.

KONIEC

Problematyczny powrót do domu.

Leon właśnie zaszył się w swoim gabinecie. Odprowadził Elżbietę pod drzwi jej gabinetu, poszedł na oddział chirurgii, zamknął się w swoim gabinecie, oparł się o drzwi i wyciągnął z kieszeni telefon. Znalazł wśród miliona zupełnie niepotrzebnych kontaktów ten, którego w tym momencie potrzebował najbardziej. Krzysztof. W jego telefonie numer czwarty. Na pierwszych dwóch miejscach były numery córek. Trzecie już od lat okupowała Bosak. Leon nacisnął zieloną słuchawkę i cierpliwie czekał, aż przyjaciel odbierze. W końcu, po pięciu sygnałach, doczekał się.

- Halo?- Głos w słuchawce był lekko zaspany. Widocznie Krzysiek odsypiał szkolenie. Albo imprezy towarzyszące. Albo jedno i drugie.

- Cześć Krzysiu!- Powiedział Jasiński, z rozbawieniem mówiąc bardzo głośno. Zawsze uwielbiał dręczyć swoich przyjaciół, gdy byli skacowani.

- Leon, pogięło cię!? Nie drzyj się tak! Jezu, moja głowa! Nigdy więcej imprez integracyjnych- marudził Florczyk.

- Dobra, dobra. Krzyś, pozbieraj teraz do kupy wszystkie szare komórki jakie podobno masz w mózgu i skup się na tym co teraz ci powiem. Musisz jak najszybciej wracać do Polska- powiedział Leon.

- A co? Już się za mną stęskniłeś?- Zaśmiał się Jasiński.- A ja przecież i tak wracam do Polski jutro- przypomniał.

- Rzeczywiście- przypomniał sobie Leoś.

- Właśnie. Ale o co ci, tak właściwie, chodzi?- Zapytał.

- Jedno słowo. Ela- powiedział Leon tajemniczo.

- Wiedziałem, że ona ma jakieś problemy. Po prostu czułem to. Może od ciebie wreszcie się dowiem o co chodzi- powiedział.

- Przykro mi, ale nie mogę ci pomóc. To sprawa między wami- powiedział niepewnie.

- Ale…

- A w ogóle to muszę już skończyć, bo jestem w pracy. Cześć- powiedział i się rozłączył.

- Cześć.

KONIEC

Przepraszam, że znowu takie krótkie, ale od kilku dni zajmuję się wszystkim…tylko nie pisaniem. Nawet natchnienie chwilowo (przynajmniej mam taką nadzieję) wyparowało. Ostatnio, na ten przykład, zajmuję się czytaniem blogów z recenzjami słodyczy. Tak, są takie. Sama nie mogłam w to uwierzyć. Wiem, że moje zainteresowania są…nietypowe, ale nie mogę żyć bez słodyczy. Zwłaszcza dobrej czekolady i lodów Nawet pisanie własnej książki trochę zaniedbałam, bo mam ostatnio nieco inne zajęcia. Gdyby nie to, że jedziemy jutro do Czech na jednodniową wycieczkę powiedziałabym, że wam to wynagrodzę i wstawię coś też jutro.

Boję się być sama.

Ela obudziła się na podłodze. Była przykryta kocem. Obok niej leżał Leon. Mężczyzna jeszcze spał. Pochrapywał sobie przy tym cichutko. Kobieta wstała i ostrożnie, aby nie zbudzić przyjaciela, poszła do kuchni. Chciało jej się pić. Sięgnęła po telefon leżący na stole. Pięć nieodebranych połączeń, a wszystkie od Krzyśka. Napisał też do niej kilka SMS- ów. W każdym prosił ją, aby zdradziła mu jakie ma problemy. Gołym okiem było widać, że się o nią martwi. I boi. Oby tylko nie przyszło mu do głowy wracać szybciej. Kobieta nie była jeszcze gotowa na spotkanie.

- Boże, co ja mam zrobić? Co robić?- Głowiła się.

- Powiedzieć mu- rozległo się za jej plecami. Elżbieta, aż podskoczyła ze strachu.

- Leoś, nie strasz mnie- warknęła, ale jej ton zaraz złagodniał.- Naprawdę rozmyślałam na głos?- Zapytała.

- Tak. Słuchaj, ja cię już kompletnie  nie rozumiem. Naprawdę. Musisz powiedzieć swojemu facetowi, że jesteś chora, a ty dumasz nad tym jakbyś miała mu się co najmniej przyznać do zdrady, albo jeszcze czegoś gorszego- Jasiński pomału zaczynał się denerwować na swoją przyjaciółkę.

- Wiem, że to jest głupie i…może trochę dziwne- przyznała.

- To prawda- przyznał jej rację.

- Ale chodzi o to, że ja nie chcę go martwić. Przynajmniej teraz. Wciąż nie jest pewne, czy to rzeczywiście nowotwór. Nie chcę wszczynać przedwczesnego alarmu- powiedziała.

- To świetnie. Ale kiedyś i tak będziesz musiała mu powiedzieć. Oczywiście, gdyby to rzeczywiście był rak. Jeśli jesteś zdrowa, zapomnij o całej tej sprawie i ciesz się życiem.

- A jeśli zostało mi tylko kilka miesięcy życia!?- Wykrzyknęła.

- Elka!- Wrzasnął na nią.

- No co? To chyba normalne, że panikuję?- Zapytała.

- Ale ty panikujesz, aż za bardzo- wytknął jej.- Słuchaj, napij się melisy, albo weź jakieś tabletki, ale uspokój się, do cholery, bo z twojego panikowania nic dobrego nie wyniknie- powiedział, łapiąc ją za ramiona.

- Tak, masz rację. Po prostu…boję się, że Krzysztof spanikuje i odejdzie ode mnie, gdy tylko się o wszystkim dowie. Boję się być sama. Nie chcę…umierać w samotności- szepnęła.

- Wypluj to! I przestań histeryzować. Musisz sobie wbić do głowy, że wszystko będzie dobrze- powiedział.

- Powtarzam to sobie od dnia, w którym wyczułam guzek. Problem w tym, że w to nie wierzę- westchnęła.

- Właśnie. Aha, jeszcze jedno. Krzysiek na pewno cię nie zostawi. To już nie jest ten sam człowiek co kiedyś. Zmądrzał, wydoroślał. A najważniejsze jest to, że bardzo cię kocha- powiedział Leon.

- Tak, chyba masz rację. Wiesz co? Z jednej strony bardzo bym chciała, aby on tu teraz był, ale z drugiej…modlę się, aby czas do jego powrotu płynął jak najwolniej- powiedziała.

- Ale jego obecność jest ci w tej chwili naprawdę potrzebna. Ja muszę jechać do siebie, przebrać się i jechać do pracy. Ty chyba też- przypomniał jej.

- Tak, masz rację. Może praca pomoże mi choć na moment zapomnieć o raku i skupię się na czymś innym. Daj mi kwadrans, co? Ubiorę się i razem pojechalibyśmy najpierw do ciebie, a potem do pracy, co?- Zaproponowała.

- Dobry pomysł- zgodził się. Dwadzieścia minut później byli już pod domem Leona, a pół godziny później- pod szpitalem. Bosak nie miała pojęcia, że jej przyjaciel uknuł pewien plan, aby jej pomóc.

KONIEC

To wszystko mnie przytłacza.

Minęły cztery dni. Elżbieta była już po wizycie, ale nie przyniosła ona jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy Bosak jest chora, czy jednak nie. Teraz pewne było jedynie to, że w lewej piersi istotnie „coś” jest. Lekarz nakazał dla pewności zrobić biopsję, ale powiedział też, aby Bosak się nie denerwowała niepotrzebnie. To naprawdę nie musiał być nowotwór. A nawet jeśli, guzek i tak był malusieńki i ledwie wyczuwalny pod palcami. Nie mógł być śmiertelnym niebezpieczeństwem.

- Wszystko będzie dobrze- powtarzała sobie jak mantrę. Musiała myśleć pozytywnie. Inaczej zwariuje. Teraz musi się skupić tylko na tym, że za trzy dni Krzysztof wraca do Polski. Musi za wszelką cenę ukryć przed nim swoje problemy. Przynajmniej na razie. Powie mu po biopsji. Tak, to niezły plan. Był tylko jeden problem. Bosak panicznie bała się igieł. Panicznie. Wolałaby, aby ktoś był przy niej podczas badania. Czułaby się bezpieczniej i pewniej. Może jednak lepiej powiedzieć Krzysiowi od razu i poprosić go, aby z nią przy tym był? A może na razie wtajemniczyć tylko Leona? Nie, za duże ryzyko. Jej przyjaciel to straszna gaduła. Zaraz by wypaplał Florczykowi, że Ela ma taki i taki problem. To już lepiej od razu powiedzieć wszystko Krzysiowi. Tylko jak on na to zareaguje? Zacznie panikować? Będzie jej powtarzał, aż do obrzydzenia, że wszystko będzie dobrze? Chyba raczej to drugie. Jej narzeczony nie był histerykiem. Na pewno będzie ją odpowiednio wspierał. Tylko najpierw musi mu o tym jakoś powiedzieć. Tylko jak? Kiedy? Przecież nie na lotnisku, zaraz po tym jak wysiądzie z samolotu. Może, gdy już będą w domu? Tak, zjedzą kolację, usiądą sobie spokojnie na kanapie i wtedy mu powie. Nagle rozdzwonił się telefon Elżbiety. Spojrzała na wyświetlacz. Krzysztof. Po prostu wspaniale.

- Cześć, kochanie- w słuchawce rozległ się radosny głos mężczyzny.

- Cześć- powiedziała cicho.

- Oj, ktoś tu chyba ma ciężki dzień. Nie mów, że znowu tracisz piękną czerwcową niedzielę na pracę- powiedział.

- Nie, nie pracuje. Jestem w twoim mieszkaniu. Właściwie, ostatnio lepiej czuję się tutaj niż we własnym domu- wyznała.

- Miło mi to słyszeć. Jak wrócę, obgadamy sprawę wspólnego mieszkania- zaproponował.

- Jasne- powiedziała bez entuzjazmu.

- Ej, co się dzieje? Masz jakieś kłopoty? Coś nie tak z Jankiem? Znowu daje ci popalić?- Zgadywał.

- Nie. Janek jest już odpowiedzialnym studentem, a w pracy wszystko idzie bardzo dobrze. Ale…mam inny problem. Zresztą nieważne, dowiesz się po powrocie- wykręciła się.

- Właśnie, mój powrót. Wprost nie mogę się doczekać- powiedział z ekscytacją.

- Ja też. Jeszcze tylko trzy dni- pocieszyła go.

- Nie tylko, ale aż. Ja tu naprawdę wariuję bez ciebie- westchnął ze smutkiem.

- Ja bez ciebie też. Zwłaszcza przez te moje…problemy- powiedziała.

- A tak właściwie to o co chodzi?- Zaniepokoił się.

- Długo by opowiadać. Ale dowiesz się wszystkiego, gdy już wrócisz. Kocham cię. Cześć- powiedziała i chciała się rozłączyć, ale nie pozwolił jej.

- Ale…zaczekaj. Masz jakieś problemy, a ja jestem za daleko, aby ci pomóc, ale…przynajmniej powiedz mi, o co chodzi- poprosił.

- Nie mogę. Nie teraz- wykręcała się.

- Powiedz przynajmniej, czy to coś poważnego- prosił.

- Możliwe, że tak- westchnęła.

- O nie. Koniec. Zaraz wsiadam w samolot i wracam do Polski- zapowiedział.

- Nie…Krzyś. Posłuchaj, na razie i tak nie pomożesz mi za bardzo w rozwiązaniu tych moich problemów. Będę wiedziała coś więcej dopiero za kilka dni. Może nawet za tydzień. Wytrzymaj jeszcze te ostatnie trzy dni. Kocham cię. Strasznie cię kocham. Cześć- powiedziała i rozłączyła się.

- Ale…Ela…- Florczyk próbował ją powstrzymać, ale i tak już się rozłączyła.

Tymczasem w Polsce Bosak zachowywała się jak dzikie zwierzę zamknięte w klatce. Nosiło ją. Musiała komuś wyjawić swój sekret. Ale komu? Chyba najlepiej zrozumie ją przyjaciel. Elżbieta sięgnęła po swój telefon, ale zawahała się. A jeśli Leon powie o wszystkim Krzyśkowi zanim ona zbierze się na odwagę? Trudno. Najwyżej jej narzeczony się wścieknie, że nie chciała nic mu powiedzieć. Kobieta po raz drugi tego dnia nacisnęła zieloną słuchawkę.

- Tak?- Jasiński odebrał już po drugim sygnale.

- To ja- powiedziała cichutko.

- Wiem. Wyświetlił mi się twój numer- roześmiał się, ale zaraz spoważniał.- Coś się stało?- Zapytał zmartwiony.

- Jestem w mieszkaniu Krzyśka. Przyjedziesz?- Zapytała.

- Mogę przyjechać. Ale o co chodzi? Słyszę przecież, że coś się stało, ale co?- Dopytywał.

- Nie chcę o tym rozmawiać przez telefon- powiedziała.

- Dobrze, ale później mi się nie wywiniesz- zastrzegł od razu.

- Wiem- powiedziała.

- Będę za…kwadrans- obiecał.

- Dobrze. Czekam- powiedziała i rozłączyła się. Kilkanaście minut później Leon był już na miejscu. Zadzwonił do drzwi. Kiedy zobaczył w jakim stanie jest jego najlepsza przyjaciółka, zdębiał.

- Ela? Jezu, co się dzieje? Wyglądasz strasznie. Pokłóciłaś się z Krzysztofem?- Zapytał.

- Nie- odpowiedziała cicho.

- Rozstaliście się?- Zadał kolejne pytanie.

- Nie. To…w ogóle nie chodzi o Krzysia- powiedziała.

- To o co?- Zdenerwował się.

- Och, Leoś- wyszeptała i z płaczem rzuciła mu się w ramiona.

- Dobra, a to jest już bardzo dziwne. I przerażające. Chodź, wejdziemy do środka- delikatnie pociągnął ją za rękę do salonu, posadził na kanapie i podał chusteczki. Dopiero wtedy usiadł obok niej.

- Przepraszam- szepnęła.

- Ty mnie nie przepraszaj, ale mów o co chodzi- dopominał się.

- Prawdopodobnie…prawdopodobnie mam raka piersi- wyrzuciła z prędkością światła.

- Cholera jasna- jęknął Jasiński, gdy już go „odetkało”, bo w pierwszej chwili nie mógł wydusić z siebie, ani słowa.

- Właśnie- powiedziała.

- Ale…to jest pewne?- Dopytywał.

- Jeszcze nie do końca, ale…wszystko na to wskazuje- chlipnęła.

- Rak piersi- zamyślił się, a po kilkunastu sekundach jego twarz rozjaśniła się w szerokim uśmiechu.- Elka, statystyki są po twojej stronie. Raka się leczy i można z nim wygrać, a ja jestem tego najlepszym przykładem- tłumaczył jej.

- Tak Leoś, ja…ja wiem. Ale…to wszystko mnie przytłacza. Wyjazd Krzyśka, nasz zbliżający się ślub, a teraz jeszcze to. Ja już nie daje rady- rzuciła się w jego ramiona.

- Właśnie…Krzysztof. Wie?- Zapytał Leoś.

- Nie- pokręciła głową.- Nie byłam w stanie mu powiedzieć- tłumaczyła się.

- Ela, tego się nie da długo ukrywać. Zwłaszcza jeśli to prawda. Musisz mu powiedzieć i poprosić, aby wrócił chociaż dzień szybciej- tłumaczył.

- Przecież on i tak wróci za trzy dni. Zresztą…nie chcę go niepotrzebnie straszyć. A jeśli to fałszywy alarm?- Zapytała retorycznie.

- A jeśli nie?- Odpowiedział pytaniem na pytanie.

- Błagam, nie dobijaj mnie. Ja już wystarczająco się boję- szepnęła.

- Masz rację. Przepraszam. Ale i tak musisz mu o tym powiedzieć- powtórzył.

- Powiem. Obiecuję. Ale najpierw…sama muszę wiedzieć coś więcej- stwierdziła rozsądnie.

- Dobrze, ale…zaraz potem masz powiedzieć- pogroził jej palcem.

- Słowo harcerki- uniosła do góry dwa palce. Resztą dnia para przyjaciół spędziła oglądając telewizję, śmiejąc się i rozmawiając. Elżbieta po raz pierwszy od kilku dni nie myślała o chorobie i za to właśnie była Leonowi najbardziej wdzięczna.

KONIEC

Wszystko zaczyna się walić.

Elżbieta obudziła się później niż zwykle. Była już nieco spóźniona do pracy, ale i tak mogła jeszcze spokojnie zjeść śniadanie i przyszykować się. Poszła do łazienki. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Odkręciła strumień gorącej wody i wycisnęła na dłoń trochę mydła w płynie o zapachu karmelu. Zaczęła się namydlać. Gdy była już przy piersiach, poczuła, że w lewej jest małe zgrubienie, a właściwie guzek. Przesunęła ręką w tym miejscu raz jeszcze. Rzeczywiście „coś” tam było. Bosak nie panikowała za bardzo. Takie guzki zwykle były kompletnie niegroźne. Ale i tak wypadałoby go pokazać na następnej wizycie u ginekologa.

- Tylko kiedy to jest?- Zastanawiała się na głos.- Za…trzy dni. Po prostu wspaniale- westchnęła. Dokładnie za tydzień Krzysiek wraca do Polski. Trzy tygodnie temu poleciał do Monachium na serię wykładów. Bosak osobiście go do tego namówiła, bo mężczyzna bronił się przed wyjazdem rękami i nogami. Za trzy miesiące miał się odbyć ich ślub. Ela też nie bardzo chciała się rozstawać, ale teraz doszła do wniosku, że to nawet lepiej, że Krzysiek jest za granicą. Nie chciała go martwić niepotrzebnie. Powie mu o wszystkim dopiero, gdy sama będzie wiedziała chociaż trochę więcej. Nagle przypomniała sobie o pewnym, bardzo ważnym, szczególiku. Aby stwierdzić, co to za guzek, potrzeba pewnie czegoś więcej niż jedna wizyta u ginekologa. Czyli, że pewnie w najbliższej przyszłości, trochę się nabiega. Guzek pewnie trzeba będzie usunąć, więc i tak nie obędzie się bez choćby małego zabiegu. Czyli i tak będzie musiała wszystko powiedzieć narzeczonemu. Kiedyś. Na pewno nie teraz. Tylko by się biedak niepotrzebnie martwił. Dopóki nie ma ostatecznego potwierdzenia, że to rak, nikt nie powinien o niczym wiedzieć. Ani Krzysztof, ani Leon, ani nikt inny. Ela nie chciała niepotrzebnie siać paniki. Zrobi to dopiero, gdy będzie wiedziała na pewno, że jest chora. A jeśli jednak jest chora? Nie, bez paniki. Z nowotworem piersi można wygrać. Statystyki są po jej stronie. Trzeba o tym, na kilka najbliższych dni, zapomnieć. A teraz…teraz trzeba się zbierać do pracy. Elżbieta za chwilę miała się spotkać z przedstawicielem firmy rozprowadzającej sprzęt medyczny najnowszej generacji. Trzeba złożyć zamówienie, bo ich laparoskop za chwilę całkiem padnie, a muszą mieć „na stanie” przynajmniej dwa. Kobieta szybko ubrała swoje ulubione czarne szpilki i wybiegła z domu. Czekały ją teraz bardzo…emocjonujące dni.

KONIEC

I co? I co? Myślicie, że Ela naprawdę ma raka? Podoba wam się ten pomysł? Wiem, że jestem dziwna i stuknięta, ale ostatnio czytałam książkę o tej tematyce i…jakoś tak wymyśliłam, że Elżbieta też mogłaby mieć raka. Albo okazałoby się, że to fałszywy alarm. Jeszcze zobaczymy. Ale piszcie jak wam się podoba i czy mam coś zmienić. No i piszcie, które rozwiązanie wolicie. Chorobę? Fałszywy alarm?

Wróciłam.

Jako, że wróciłam już ze szpitala, wróciłam też na bloga. Poprzednie opowiadanie mówiło o oświadczynach Krzysztofa i zakończyło się tak jakbym chciała pisać ciąg dalszy. Ale od początku planowałam je zamknąć tylko w tej jednej części. A leżąc w szpitalu wpadłam na genialny pomysł na nowe opowiadanie :) . Dzisiaj zacznę nad nim pracować.

Oświadczyny (nie)idealne.

A oto przed wami moja kolejna historia, bo nie mogę się zdecydować, czy tamta historia jest już skończona, czy jednak nie :) . I nie wiem czy tą część potraktować jako coś nowego, czy kolejną (prawdopodobnie już ostatnią) dotyczącą tej serii. Ale dobra, nieważne.  Pewnie pamiętacie oświadczyny Krzysztofa i zgadzacie się ze mną, że nie były one idealne. Ani za pierwszym, ani za drugim razem :) . Trzeba je poprawić :) .

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Elżbieta z westchnieniem ulgi opadła na kanapę. Była padnięta. Przez ostatnie problemy w pracy i w domu praktycznie nie sypiała. Chyba, że była w mieszkaniu Krzysztofa. Tak jak teraz. Właśnie wrócili z kolejnego zebrania Rady Miasta. Oboje byli wykończeni. W dodatku zebranie skończyło się niekorzystnie dla Bosak. Ela siedziała przez chwilę bez ruchu. Krzysiek gdzieś „zaginął w akcji”. Nagle wszedł do salonu. W jednej ręce trzymał bukiet róż, a w drugiej jakieś małe pudełeczko. Elżbieta z początku nie zarejestrowała co w nim jest. Dotarło to do niej dopiero, gdy mężczyzna padł przed nią na kolana, a właściwie na jedno.

- Krzyś, co ty wyprawiasz?- Jęknęła.

- Zaczynam ci się oświadczać. Wyjdziesz za mnie?- Spojrzał na nią z nadzieją.

- Ale żeś sobie wybrał moment, nie ma co- zaśmiała się.

- Dobry jak każdy inny. To co? Bo nigdy nie oświadczałem się w ten sposób i nie wiem jak długo trzeba klęczeć- powiedział.

- Ja…Jezu, co ja mam ci powiedzieć?- Zastanawiała się głośno.

- Powiedz, że się zgadzasz. Proszę- mężczyzna zrobił „oczy szczeniaczka”.

- Tak, jasne. Weźmiemy ślub, a po paru latach prawdopodobnie będziesz miał mnie po prostu dość. Dziękuję, postoję- powiedziała.

- Nie dramatyzuj. Kochasz mnie?- Zadał podstawowe pytanie.

- Tak- powiedziała bez zastanowienia.

- To czym ty się martwisz? Miłość w zupełności wystarczy- powiedział.

- Zgadzam się- powiedziała.

- Widzisz? Musisz zawsze się ze mną zgadzać, bo ja chcę dla ciebie jak najlepiej- trajkotał.

- Oj, nie całkiem o to mi chodziło- zaśmiała się.

- A o co?- Zapytał.

- A o twoje oświadczyny, głuptasie!- Wykrzyknęła.

- Aha, dobra. Jasne. Zaraz…co? Czy ty się właśnie…czy my…ja…ty…- zaczął się motać.

- Tak, tak. Wyjdę za ciebie. Tylko już wstań, bo dziwnie się czuję, gdy tak klęczysz- powiedziała. Chciała go pociągnąć na kanapę, ale on był silniejszy i przyciągnął ją do siebie. Wylądowała na jego klatce piersiowej. Zaczęli się śmiać. Po chwili Bosak zaczęła się podnosić. Jednak w pewnej chwili poczuła ostry ból z tyłu głowy i opadła z powrotem na narzeczonego.

- Co się dzieje?- Zaniepokoił się.

- Nie, nic takiego. Masz w domu coś przeciwbólowego? Strasznie boli mnie głowa- powiedziała.

- Chyba mam. Zaraz przyniosę- obiecał. Przyniósł jej lekarstwo. Bosak szybko je wypiła. Zjedli obiad i usiedli na kanapie. Zaczęli planować wspólne życie. Elżbieta cały czas bawiła się pierścionkiem zaręczynowym.

- Kiedy się pobierzemy?- Zapytała.

- A kiedy byś chciała?- Odbił pałeczkę.

- Jak najszybciej- powiedziała zdecydowanie.

- To znaczy?

- Nawet i za tydzień- stwierdziła.

- Chcesz mieć skromny ślub?- Zdziwił się.

- Nie. Właśnie chcę mieć ogromny ślub. I wesele. I tango- zaczęła wymieniać.

- Może być ciężko zorganizować taką imprezę w tydzień, ale niech będzie. Jestem za- uśmiechnął się.

- Dzięki- powiedziała sennie. Chwilę później usnęła. Planowanie ślubu mogło troszkę zaczekać. Miała na to przecież cały tydzień, a to jest naprawdę mnóstwo czasu.

KONIEC