Fanfiction

Deszcz.

Minęło kilka godzin, a deszcz nie przestawał padać. Krzysiek w końcu podjął męską decyzję.

- Wstawaj. Może lać przez resztę nocy, więc nie ma sensu tak tu siedzieć i moknąć bez sensu- stwierdził.

- Masz rację- zgodziła się z nim i wstała. Ruszyli w kierunku miasta. Nagle zza zakrętu wyjechała rozpędzona ciężarówka i z zawrotną prędkością przejechała obok nich, a przy okazji rozpryskując błoto na wszystkie strony.

- Ale wyglądasz- zaśmiał się Florczyk.

- Chcesz zaraz wyglądać tak jak ja? Mogę to załatwić- zagroziła.

- Nie, coś ty. Oczywiście, że nie chcę- zaprotestował.

- To się ze mnie nie nabijaj- pogroziła mu palcem.

- Dobrze, dobrze. Zaraz będziemy w mieście- pocieszył ją.

- Świetnie. Boże, ale mi zimno- westchnęła.

- Choć tu- przyciągnął ją do siebie i objął ramieniem. Deszcz padał coraz mocniej. Rozpętała się też ogromna wichura. W końcu dotarli pod drzwi mieszkania mężczyzny. Weszli do środka.

- Dobrze, to ty idziesz teraz prosto do wanny- zarządził.

- A ty?- Zaniepokoiła się.

- A mnie nic nie będzie- uspokoił ją.

- Jak chcesz. Wrzucę swoje ciuchy do prania- powiedziała.

- Przyniosę ci coś na zmianę- obiecał.

- Dzięki- powiedziała i zamknęła się w łazience, a Florczyk poszedł do swojej sypialni i zaczął przygotowywać dla ukochanej ubranie. Potem wrócił pod drzwi łazienki. Chwilę później Elżbieta wyszła na korytarz.

- Na łóżku w sypialni są rozłożone rzeczy dla ciebie, a ja idę nam przygotować coś do jedzenia- powiedział.

- Świetny pomysł- powiedziała. Poszła się ubrać. Potem zjedli obiad i resztę dnia spędzili na kanapie pod kocem, a potem zjedli kolację i poszli spać.

KONIEC

Obiad.

- Dlaczego nie jedziemy w stronę miasta?- Zapytała zaskoczona Elżbieta.

- Porywam cię- zażartował.

- Ale dokąd?- Dopytywała.

- Nie mogę powiedzieć. Tajemnica- powiedział.

- Ale…- zaprotestowała.

- I tak się niedługo dowiesz- uświadomił ją.

- W sumie racja. Ale i tak musisz mi powiedzieć, gdzie jedziemy- powiedziała zdecydowanie.

- Nie powiem. Niespodzianka. O cholera- powiedział.

- Co?- Zapytała.

- Kończy nam się paliwo. Właściwie to już się skończyło- powiedział i zjechał na pobocze. Chwilę później samochód zgasł.

- I co robimy?- Zapytała Bosak.

- Nie wiem. Chyba musimy zadzwonić po pomoc drogową. Ale ja nie mam telefonu- uświadomił sobie nagle.

- Ja też nie. Miłego dnia- powiedziała Ela i wysiadła z auta. Florczyk wyskoczył za nią.

- Gdzie ty idziesz?- Zapytał.

- Do domu. Przy dobrych wiatrach, dotrę tam jeszcze dziś wieczorem- wysyczała. Była wściekła jak osa. Właśnie dlatego musiała odejść. Inaczej mogłaby zrobić Krzyśkowi poważną krzywdę. Dlatego wolała go zostawić. Tak było zdecydowanie bezpieczniej. Jednak mężczyzna postanowił za nią pójść.

- Ela! Proszę, zaczekaj- prosił.

- Spadaj- warknęła.

- Ale nie mogę cię puścić samej. Jesteśmy daleko od miasta. Jeszcze coś ci się stanie po drodze- tłumaczył.

- Trudno- powiedziała.- Cholera- jęknęła, bo właśnie zaczęło padać i to na całego.

- Rzeczywiście, cholera- przyznał jej rację.- Może wrócimy do auta?- Zaproponował.

- Dobra- ustąpiła.- Ale i tak jestem na ciebie wściekła- zaznaczyła od razu.

- Ale dlaczego?- Zapytał.

- Zmusiłeś mnie do skoku ze spadochronem pomimo tego, że mówiłam ci, że nie chcę tego robić, bo mam lęk wysokości. Porwałeś mnie za miasto i nie sprawdziłeś czy nie trzeba zatankować, a przy wylocie z miasta była stacja benzynowa- nakręcała się.

- Ale deszcz nie jest moją winą- powiedział ze złością i sięgnął do drzwi. Niestety okazało się, że są zablokowane.- No to jesteśmy ugotowani- jęknął i ze złością uderzył ręką w dach samochodu. Elżbieta tymczasem odeszła na pobocze, usiadła na jakimś kamieniu i po prostu się rozpłakała. Florczyk podszedł do niej i bez słowa ją przytulił.

- Krzyś, nie obraź się, ale to jest najgorsza randka w całym moim życiu- chlipnęła.

- W sumie w moim też. Ale przynajmniej twoje towarzystwo jest bardzo miłe- powiedział i odgarnął jej mokry kosmyk włosów z czoła.

- Wzajemnie- szepnęła i mocniej się w niego wtuliła. Było jej strasznie zimno.

- Zaczekaj moment- zdjął swoją marynarkę i okrył nią ukochaną.

- Dziękuję- powiedziała.

- Nie ma za co. Ciepło ci?- Zapytał.

- Tak- skinęła głową.- Co robimy?- Zapytała.

- Czekamy, aż przestanie padać. Potem będziemy mogli wrócić do Torunia. Nawet na piechotę- powiedział.

- A samochód?- Zmartwiła się.

- Zadzwonię po pomoc drogową- powiedział.

- Jasne- powiedziała.

- Ale na razie musimy poczekać- powiedział. Nie wiedzieli jednak, że na ładną pogodę przyjdzie im czekać jeszcze przez dłuższy czas, a nawet gdy wyjdzie słońce, pojawią się kolejne problemy.

KONIEC

Randka w chmurach.

Krzysiek zaparkował samochód i spojrzał na Elżbietę. W jego oczach widoczna była ogromna ekscytacja. Bosak nie do końca rozumiała jego podniecenie.

- A ty co się tak szczerzysz?- Zapytała.

- Nie wiesz gdzie jesteśmy?- Zapytał.

- Nie bardzo- powiedziała.

- Jesteśmy na lotnisku- wyjaśnił.

- Na lotnisku!?- Zdziwiła się.

- Dokładnie- odparł.

- A co będziemy tutaj robić?- Zapytała.

- Skakałaś kiedyś ze spadochronem?- Zapytał zamiast odpowiedzieć.

- Nie i nie mam zamiaru- powiedziała zdecydowanie.

- Choć. Będzie super- zaczął ją przekonywać.

- Nie ma mowy- zaprotestowała.

- Nie chcesz po dobroci, użyję siły- powiedział groźnie, wysiadł z samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera, a potem po prostu wyciągnął ją na zewnątrz. Bosak nie chciała robić widowiska, więc po prostu szła za nim. Wciąż jednak rzucała w jego stronę wściekłe spojrzenie.

- Krzyś, czyś ty do reszty zwariował? To jest niebezpieczne. Spadochron może się nie otworzyć i zginiemy. Ja nigdy nie skakałam. Ty też nie- próbowała mu przemówić do rozsądku.

- Skakałem. Naprawdę myślisz, że naraziłbym cię na śmiertelne niebezpieczeństwo i kazał ci skakać mimo, że sam nigdy tego nie robiłem?- Zapytał.

- No, raczej nie- powiedziała niepewnie.

- Sama widzisz. Będziesz doczepiona do mojego spadochronu. To naprawdę fajne- przekonywał ją.

- A jeśli coś nie pójdzie tak jak powinno?- Zapytała.

- Wszystko będzie dobrze. Chodź- wciągnął ją do samolotu i sam też wszedł do środka.

- Ja mam lęk wysokości!- Krzyknęła, starając się przekrzyczeć wycie silnika.

- To się świetnie składa, bo ja też!- Odkrzyknął i pomógł jej założyć spadochron. Chwilę później skoczyli. Bosak zamknęła oczy i zdała się na mężczyznę. Prawdopodobnie wiedział na co się porywa. Albo był całkowicie stuknięty. Ale i tak go kochała. Ale jak dotrą na ziemię to go zamorduje. W ogóle nie chciał jej słuchać. Próbowała mu wytłumaczyć, że to jest zły pomysł, ale on się uparł. O, dolatywali na ziemię.

- Nareszcie- pomyślała i poczuła, że dotyka brzuchem trawy. Krzysztof oczywiście opadł na nią i przygniótł ją jeszcze bardziej do ziemi.

- I co? Nie podobało ci się?- Zapytał, błądząc ustami gdzieś w okolicach jej ucha.

- Właśnie, nie bardzo- przyznała.

- Jak to?- Zdziwił się.

- Mam lęk wysokości. Przez cały czas miałam zamknięte oczy- wyjaśniła mu.

- Szkoda, bo świat widziany z góry jest naprawdę przepiękny- stwierdził.

- Nie dla mnie- powiedziała.

- Dasz się zaprosić na obiad?- Zapytał.

- Bardzo chętnie- zgodziła się.

- To czekaj- powiedział i uwolnił ją i siebie od spadochronu. Gdy doprowadzili się do porządku, mogli pojechać na obiad. Niestety czekało ich po drodze jeszcze kilka przygód.

KONIEC

Wiem, że krótkie, ale teraz może uda mi się wstawiać kolejne części codziennie, więc to będzie tak samo, jakbym wstawiała jedną długą raz na tydzień.

Potrzebuję cię.

Leon właśnie leniwie krzątał się po domu, gdy usłyszał, że ktoś dobija się do drzwi jego domu.

- Już idę!- Krzyknął. Oderwał się od słodkiej bułki, którą właśnie smarował dżemem i poszedł otworzyć. Na progu stała jego przyjaciółka, Ela Bosak, ale nie to było najważniejsze. Najważniejsze było to, że wpadła do niego tak wcześnie, bo zawsze była strasznym śpiochem i w dni wolne zwlekała się z łóżka dopiero w okolicach południa.

- Cześć Leoś- przyjaciółka posłała mu blady uśmiech, który zaraz zniknął z jej twarzy.

- Cześć. Coś się stało?- Zapytał, wyraźnie zaniepokojony jej nieszczęśliwą miną.

- Nie. Tak. Nie wiem- wahała się Elżbieta.

- Dobra, zaczynasz mnie przerażać. Mów- ponaglił ją.

- Powiem, ale nie tutaj. Pójdziemy się przejść?- Zapytała.

- Jasne, ale czemu?- Zapytał.

- Zaraz ci powiem. Chodź- powiedziała błagalnie. Wyszli z domu i skierowali się do parku. Bosak przez cały czas milczała. W końcu Leon nie wytrzymał.

- Powiesz mi wreszcie o co chodzi?- Zapytał.

- Przespałam się z Krzyśkiem- wyszeptała.

- No to fajnie. Pasujecie do siebie. A Krzyś cię kocha- powiedział Jasiński.

- Skąd wiesz?- Zapytała niepewnie.

- Znam go i wiem kiedy się zachowuje jak zakochany. Rozumiem, że uciekłaś z jego mieszkania bez słowa, gdy jeszcze spał, prawda?- Zapytał.

- Tak- przyznała niechętnie.

- To leć do niego. Jeżeli się nie dogadacie, sam was jakoś zeswatam- zagroził.

- Chyba damy sobie radę sami- rozległo się za ich plecami. Gwałtownie się odwrócili, a Elżbieta omal nie dostała zawału.

- Co…co ty tutaj robisz?- Zapytała Ela cicho.

- Szukam was. Znaczy, właściwie to ciebie. Chyba musimy pogadać- Florczyk powoli zbliżył się do Elżbiety i delikatnie objął ją w pasie.

- Tak, chyba tak. Leoś- spojrzała na swojego przyjaciela porozumiewawczo.

- To ja…wracam do domu. Cześć- powiedział i szybko zniknął, a Ela odwróciła się w kierunku Krzysia.

- Gniewasz się na mnie za to, że uciekłam?- Zapytała.

- Nie. Po prostu strasznie się o ciebie martwiłem. Myślałem, że kiedy się obudzę, ty będziesz jeszcze spała obok mnie. Zrobiłbym ci śniadanie do łóżka. A ty zwiałaś. Dobrze, że przynajmniej zostawiłaś liścik. Ale i tak się martwiłem, więc postanowiłem cię znaleźć. Ela, ja nie umiałbym nie gadać z tobą przez kilka dni. Muszę wiedzieć na czym stoję- powiedział.

- Wiem, przepraszam. Nie powinnam tak uciekać, ale myślę, że…trochę za szybko wylądowaliśmy w łóżku- powiedziała nieśmiało.

- Ela, przez ostatnie dwa lata bawiliśmy się w jakieś podchody. Uwierz mi, to był najlepszy moment- powiedział cicho.

- Ale…nie chciałam być taka łatwa- marudziła Bosak.

- Łatwa. Dobre sobie. Byłaś…bardzo trudnym przeciwnikiem- zaśmiał się.

- Naprawdę?- Zapytała.

- Naprawdę. Oj Ela, Ela. Najważniejsze dla mnie jest to, że ja kocham ciebie, a ty kochasz mnie. Bo kochasz, prawda?- Zapytał.

- Najbardziej na świecie- powiedziała z szerokim uśmiechem.

- O, jak miło- rozpromienił się.

- Ty też mnie kochasz, prawda?- Dopytywała.

- Oczywiście, że tak. Przecież właśnie ci to powiedziałem. Wiesz co? Zabieram cię do domu. Nie jadłem jeszcze śniadania, ty pewnie też nie. Idziemy?- Zapytał.

- Tak, jestem okropnie głodna- przyznała.

- To chodź- pociągnął ją delikatnie. Na piechotę wrócili pod drzwi jego mieszkania. Weszli do środka i Krzysztof zaprowadził ją do salonu.

- Może ja ci pomogę z tym śniadaniem?- Zaproponowała nieśmiało.

- Lepiej nie- wymsknęło się mężczyźnie.

- Ktoś ci zdradził, że marna ze mnie kucharka- Zapytała ze złością. Brak umiejętności kucharskich był jej największym zmartwieniem. Na razie w domu gotowała jej mama, ale co będzie po jej śmierci?

- Leon opowiedział mi historię z ciastem. A Janek wspominał o drobnym pożarze podczas gotowania makaronu. Nie martw się ze mną nie zginiesz. A na co masz ochotę w tej chwili?- Zapytał.

- Na pewno na kawę. Nie znoszę wczesnego wstawania- westchnęła.

- Trzeba było się nie wygłupiać i spać, a nie uciekać z domu- powiedział.

- Pewnie masz rację- stwierdziła.

- Oczywiście, że mam- powiedział i poszedł do kuchni. Najpierw nastawił wodę na kawę, a potem rozejrzał się za czymś jadalnym. Niestety okazało się, że jego lodówka jest kompletnie pusta. Wrócił, więc do salonu i spojrzał na Elżbietę.

- Mam dwie wiadomości. Jedną dobrą, a drugą trochę gorszą- zaczął.

- Coś się stało?- Zapytała.

- Kawa zaraz będzie, ale lodówkę mam puściuteńką- powiedział.

- Trudno- uśmiechnęła się szeroko.

- Nie padniesz z głodu?- Zapytał.

- Nie- powiedziała zdecydowanie.

- To ja idę po kawę- powiedział i wycofał się w stronę kuchni. Nalał kawę do dwóch kubków i zaniósł je do salonu. Tam postawił je na małym stoliku i usiadł na kanapie obok Eli. W milczeniu zaczęli pić kawę. Florczyk zauważył, że kobieta jest jakaś nieswoja.

- Z tego nic nie będzie- powiedziała nagle.

- Z czego nic nie będzie?- Zapytał.

- Z naszego związku- wyjaśniła cicho.

- A ty znowu swoje- jęknął.- Przestań wreszcie wszystko analizować po dziesięć razy- poradził jej.

- Nie potrafię przestać- powiedziała.

- To powiedz mi dlaczego niby nasz związek jest z góry skazany na niepowodzenie?- Zapytał.

- Przecież już raz nam nie wyszło- przypomniała mu.

- Ale kiedy to było? Zresztą, wiele razy już o tym gadaliśmy i nic z tego nie wynika. Chcesz po raz kolejny do tego wracać?- Zapytał.

- Sama już nie wiem czego chcę- westchnęła.

- Tak, zauważyłem- powiedział z sarkazmem.

- Na pewno chcę…być szczęśliwa. I chcę, aby mój syn wyszedł na ludzi. Czego jeszcze mogę chcieć? Chcę, aby moja mama zawsze była w dobrej formie. Chcę, aby Leon wreszcie znalazł swoje szczęście- wymieniała.

- Sporo tego- wtrącił się Florczyk.

- Mam duże wymagania- zażartowała.

- Z pewnością- zaśmiał się.- A tak dla samej siebie niczego nie pragniesz?- Zapytał.

- Powiedziałam przecież, że chcę być szczęśliwa- odpowiedziała.

- Dobrze, ale co to konkretnie oznacza? Osiągniesz pełnię szczęścia, gdy wszyscy twoi najbliżsi będą szczęśliwi? To ci wystarczy?- Dopytywał.

- A powinnam pragnąć więcej?- Zapytała.

- Nie wiem. Nie pragniesz niczego tylko i wyłącznie dla siebie? Oczywiście poza szczęściem najbliższych. Nie marzysz o miłości?- Zapytał.

- Sama nie wiem. Wszystkie moje związki były totalnymi pomyłkami. Chyba po prostu boję się znów komuś zaufać. Nie chodzi tu tylko o ciebie i o to, że nie umiem zaufać właśnie tobie. Jakoś od czasu rozwodu nie potrafię zaufać żadnemu facetowi- wyznała.

- Jesteś tchórzem?- Zapytał.

- W pewnym sensie tak. Tak, masz rację. Chyba jestem tchórzem. Właśnie dlatego rano stąd uciekłam- przyznała.

- A teraz? Chcesz ode mnie uciec?- Spojrzał na nią wyczekująco.

- Chyba…nie- powiedziała niepewnie.

- I dalej uważasz, że nas związek nie ma sensu?- Drążył.

- Ja…sama już nie wiem co myśleć- westchnęła.

- To może ja ci podpowiem. Nie myśl. Po prostu żyj. Nasze życie może się skończyć w najmniej odpowiedniej chwili, a nawet jeśli nie, kiedyś możesz żałować, że nie dałaś mi…nam szansy- mówił.

- Albo żałować, że zaryzykowałam- wtrąciła się.

- Taka możliwość też istnieje- zgodził się z nią.

- Sam widzisz- powiedziała.

- Daj mi skończyć. Istnieje taka możliwość, ale to nie jest powód, aby unikać jakiegokolwiek ryzyka- dokończył.

- Wiem o tym, ale…ja się boję, że nie zasługuję na miłość- wyrzuciła z siebie.

- Jezu, co ty bredzisz?- Zapytał przerażony.

- Wiesz, wszyscy ważni dla mnie mężczyźni kochali mnie za coś i tylko czasami. Mój tata był…alkoholikiem. Kiedy był trzeźwy, wszystko było super. Tata śmiał się, żartował, bawił się ze mną, zabierał na lody. Raz nawet poszliśmy do cyrku. Ale takie okresy trwały zaledwie kilka dni. Czasem kilka tygodni. Potem następowały długie tygodnie „ciągu”. Za każdym razem coraz dłuższe. Wiesz dlaczego rozpadło się moje małżeństwo? Zniszczyłam je na własne życzenie. Raz ciągle bym się przytulała, a następnego dnia wpadam w złość z byle powodu i wywołuję kłótnie- powiedziała.

- Mnie to nie przeszkadza- stwierdził.

- Ale po kilku miesiącach, zacznie- westchnęła.

- Nie dramatyzuj. Słuchaj, mam pewien pomysł. Zabiorę cię teraz w pewne miejsce, ale nie powiem ci dokąd. Będziesz musiała mi zaufać. Udowodnię ci, że nie chcę ci zrobić krzywdy. Chodź- pociągnął ją za rękę.

- Ale dokąd?- Zapytała, poddając się jego dłoniom.

- Zobaczysz na miejscu. Choć raz mi zaufaj. Jeżeli ci się nie spodoba, nie będę naciskał na kolejne randki. Ale jeżeli uznasz, że było fajnie, zacznę się naprawdę angażować i tego samego będę wymagał od ciebie- zaznaczył.

- Dobrze- powiedziała cicho i pozwoliła się wyciągnąć z mieszkania. Krzysztof nareszcie mógł zacząć wcielać swój misterny plan w życie i strasznie go to cieszyło.

KONIEC

Nareszcie skończyłam. Drugą połowę pisałam zainspirowana artykułem, który znalazłam w gazecie. Mam nadzieję, że mój pomysł się wam spodoba.

Po nocy zawsze wstaje dzień.

Może na początek napiszę kilka słów wstępu dotyczących poniższego opowiadania? A więc, tak. Pamiętacie pierwszą wspólną noc Elżbiety i Krzysztofa? Oczywiście, że pamiętacie. Zastanówmy się teraz jak mógłby wyglądać poranek, którego nie mieliśmy okazji zobaczyć, bo akcja przeskoczyła o dobre parę tygodni. Szkoda. A więc, bez dalszych wstępów pierwszy wspólny poranek naszych „boskich”. Chociaż może nie przesadzajmy z tym wspólnym, ale o tym na razie cicho sza :) .

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Elżbieta Bosak obudziła się nad ranem, ale w nie swoim mieszkaniu. Była w mieszkaniu Krzysztofa. Mężczyzna do wczoraj był jednym z jej najlepszych przyjaciół, ale po tej pierwszej wspólnej nocy wszystko się zmieniło. A może jednak nie? Może on będzie żałował tej nocy? Może go zawiodła? Jezu, jak ona mu spojrzy w oczy? Przecież z tego nic nie będzie. Nie ma prawa być. Oni…są z dwóch różnych światów. I nawet gdyby spróbowali, w końcu coś by się między nimi popsuło. Zawsze się psuje. Dlatego lepiej to zakończyć zanim w ogóle cokolwiek się zacznie. Ale to jednak trochę głupio, tak wyjść bez pożegnania. Kobieta po cichutku wstała, pozbierała swoje rzeczy i ubrała się, a potem wyciągnęła z torebki notatnik i wyrwała z niego kartkę, na której napisała, że przeprasza, ale lepiej będzie jeśli przez kilka następnych dni nie będą się widywać. Oczywiście napisała mu też, że bardzo go kocha, ale musi sobie wszystko przemyśleć i poukładać w głowie. Kobieta nie mogła pojechać do swojego domu, bo tam w pierwszej kolejności będzie jej szukał Florczyk. To gdzie w takim razie? Może…do Leona. Tak, pojedzie do Leona i wyciągnie go na spacer do parku. Tak, to wyśmienity pomysł.  Ela ubrała płaszcz i bezszelestnie wyszła z mieszkania swojego…przyjaciela? Kochanka? Pracownika, z którym ma romans? Cholera, kim Krzysiek dla niej teraz jest? Na pewno kimś bardzo ważnym, ale kim konkretnie? Może Leoś jej pomoże zdecydować? Takie myśli towarzyszyły kobiecie, gdy zmierzała w stronę swojego samochodu. Przerażała ją wizja związku z Krzysztofem, ale jeszcze bardziej przerażała ją wizja samotnej przyszłości. Ona też potrzebowała ciepła, czułości i po prostu miłości, ale bała się to okazać. Uważała, że jeśli kiedyś za bardzo się odsłoni, ktoś ją bardzo mocno skrzywdzi. Tak jak Florczyk przed laty. Nie, wróć. Tak nie wolno jej myśleć. Krzysiek już dawno się zmienił. Codziennie jej to udowadniał. Ale…co jeśli to tylko gra pozorów? Nie, na pewno nie. Krzyś nie jest, aż tak dobrym aktorem. Poza tym, gdyby to była tylko gra, już dawno by sobie odpuścił. Jezu, za dużo tego myślenia. Bosak musiała natychmiast porozmawiać z kimś zaufanym. Musi pojechać do Leona, bo inaczej zwariuje. A potem prawdopodobnie będzie musiała pogadać z Krzyśkiem. Jeżeli on będzie chciał z nią w ogóle gadać. Nie, na pewno będzie chciał. Przecież chyba się na nią nie obrazi i nie zacznie jej nagle unikać. Nie są już w liceum i powinni zachowywać się jak dorośli. Chociaż może w takim razie jej ucieczka też jest trochę dziecinna? Może powinna poczekać, aż mężczyzna się obudzi i spróbować rozwiać swoje wątpliwości wspólnie z nim? Nie, rozmowa z Krzysiem tylko by jej jeszcze bardziej namąciła w głowie. Lepiej pogadać najpierw z Leonem, a potem wrócić z powrotem do mieszkania Krzyśka i wyjaśnić mu wszystkie swoje wątpliwości. Tak, to jest najlepsze wyjście. Tak sobie rozmyślając, Bosak ruszyła na drugi koniec miasta, bo niestety właśnie tam znajdował się dom jej przyjaciela. Była niedziela i Leon akurat miał dziś wolne, więc pewnie jeszcze śpi. Ona też nie pracowała w soboty i niedziele. Była pracoholiczką, ale nie do tego stopnia. Krzysiek miał wczoraj „dzienną zmianę” i dziś miał wolne tak jak Leoś i ona, więc istniała szansa na to, że będą mogli spokojnie pogadać, bez narażania się na wścibskie spojrzenia osób trzecich. Tylko, że z każdą chwilą Elżbieta bała się tej rozmowy coraz bardziej. Co jeśli Krzysztof jednak ją odrzuci? Co jeśli zerwie z nią wszelkie kontakty, wróci do Warszawy i już nigdy się do niej nie odezwie? Albo wyrzuci ją ze swojego mieszkania? Albo nawet nie wpuści jej do środka?  Nie, na pewno nie. Raczej spokojnie jej wysłucha. Dopiero potem ją wywali, albo i nie.

- Ja chyba za dużo myślę- westchnęła. Postanowiła choć na chwilę wyłączyć mózg. Choćby dla własnego zdrowia psychicznego. Tak, tak zdecydowanie będzie najlepiej. Elżbieta jeszcze raz westchnęła i ostrożnie zaparkowała pod domem Leona. On był w tej chwili jej jedyną nadzieją.

KONIEC

Urlop pełen wrażeń. Cz.8.

Ela szła przed siebie i rozglądała się. Nie miała pojęcia gdzie dokładnie poszedł Krzysztof, ale wiedziała, że musi go znaleźć. Musi mu powiedzieć, że go kocha i nie chce, aby ten szukał miłości w ramionach innej. W końcu zobaczyła go. Siedział w kawiarni z jakąś kobietą, która wyglądała niemal jak ona. Trochę ją to zdziwiło. Powoli podeszła do pary, ale tak, że widziała ją tylko ta kobieta. Krzysiek coś mówił. Zaczęła słuchać uważniej.

- Nic na nią nie działa. Nawet jej nie obeszło to, że ja idę na randkę- mówił Florczyk.

- A ty naprawdę myślisz, że ona cię kocha?- Zapytała brunetka.

- Ja nie myślę, ja to wiem. Tylko muszę ją jakoś zmusić do działania- westchnął Florczyk.

- Ale ta nasza niby randka chyba rzeczywiście nie jest najlepszym pomysłem- mówiła kobieta, a w Elżbietę jakby piorun strzelił.

- Niby randka!?- Wykrzyknęła, a Krzysiek gwałtownie się odwrócił i patrzył na nią z przerażeniem wypisanym na twarzy.

-Ela…- wydusił z siebie.

- Pewnie, że Ela, a kto inny?- Powiedziała rozdrażniona.- Możesz mi wyjaśnić o co tu chodzi?- Zapytała.

- Domyślam się, że to ty jesteś Ela. Może ja to wyjaśnię. Ten oto świr wymyślił sobie, że jeśli nie podziałały na ciebie konwencjonalne metody podrywu, to może podziałają te nietypowe. Uknuł plan, w który wciągnął też mnie. Chodziło o to, abyś poczuła się zazdrosna i powalczyła ze swoją rywalką- wyjaśniła swobodnie.

- Aha, rozumiem. Znaczy nie rozumiem, ale nieważne. Krzyś, wiesz co ci powiem? Za taki numer, już nigdy się do ciebie nie odezwę- powiedziała i odeszła, udając obrażoną. Po chwili usłyszała, że mężczyzna za nią idzie, więc przyśpieszyła. Niech Florczyk się trochę pomęczy.

- Ela, zaczekaj- Florczyk w końcu ją dogonił.- Naprawdę jesteś na mnie zła?- Dopytywał.

- Tak, jestem- skinęła głową.

- Ale dlaczego?- Zapytał.

- Bo takich numerów się nie robi. Wiesz co ja przeżywałam przez ten czas, gdy myślałam, że naprawdę się w kimś zakochałeś?- Zapytała.

- Naprawdę było ci przykro? To super- ucieszył się.

- Jak dla kogo- burknęła.

- Ale miałem dobre chęci. Chciałem, abyś w końcu zrozumiała, że mnie kochasz- powiedział.

- Ale ja to od dawna rozumiem- przyznała się.

- To dlaczego…- zaczął, ale nie dała mu skończyć. Odwróciła się w jego kierunku i po prostu go pocałowała. Po chwili odsunęła się od niego i spojrzała mu głęboko w oczy.

- Bo jestem tchórzem- przyznała.- Nie rób mi więcej takich numerów.

- Dobrze- powiedział rozkojarzony. Resztą drogi do hotelu przebyli już razem

KONIEC

Miałam wprowadzić drobne poprawki, a skończyło się na pisaniu od nowa. Ale macie rację. Tamta wersja była bez sensu. Mam nadzieję, że ta bardziej przypadnie wam do gustu :) .

Urlop pełen wrażeń. Cz.7.

Ela nieco bezwładnie opadła na łóżko. Krzysztof powiedział jej, że idzie dzisiaj na randkę i przed chwilą wyszedł. Kobiecie zrobiło się przykro, gdy dowiedziała się o planach przyjaciela, ale nie dała kompletnie nic po sobie poznać. Po prostu życzyła mu miłego wieczoru i tyle. Wolała się nie dopytywać z kim, po co i dlaczego. Ta wiedza nie była jej do niczego potrzebna. Przecież byli tylko przyjaciółmi i nie powinna wpychać nosa w nie swoje sprawy. Tak, byli tylko przyjaciółmi. Przyjaciółmi, przyjaciółmi, przyjaciółmi. Tak samo jak ona i Leon. Kobieta cały czas powtarzała sobie to słowo, jak mantrę, ale sama w to nie wierzyła. Wiedziała, że ją i Krzyśka łączy znacznie więcej niż najbliższa nawet przyjaźń. Ale czy on ją kochał równie mocno jak ona jego? Jego dzisiejsza randka świadczyła o tym, że chyba jednak nie. A może to tylko zwykła podpucha? Może on chce tylko wzbudzić jej zazdrość i w ten dość pokrętny sposób zmusić ją do określenia swoich uczuć. Boże, dlaczego ona wiecznie musi być takim tchórzem? Przecież na własne życzenie, utrudnia sobie życie. Ale jaka jest przyczyna takiego zachowania? Czego ona się boi? Krzyś przecież nie jest złym człowiekiem. Nie skrzywdziłby jej. Mogłaby zaryzykować. Ale nigdy nie umiała mówić o swoich uczuciach i zawsze się wycofywała, gdy sprawy toczyły się zbyt szybko. Ale teraz była tak zablokowana emocjonalnie, że ich znajomość w ogóle się nie toczyła, tylko stała. A wystarczyło zrobić krok do przodu. Ale nie. Ona wolała uciekać. No to teraz ma za swoje. Florczyk buduje sobie życie z kimś innym, a jej to już nie dotyczy. Ale może jednak powinna coś zrobić i choć trochę zawalczyć o szczęśliwą przyszłość? Tak, musi zacząć walczyć. Jej też należy się choć kilka chwil szczęścia. Z tą właśnie myślą, Bosak zerwała się z łóżka, szybko ubrała buty i wybiegła na dwór. Musiała znaleźć Krzyśka. On był jej „przepustką do szczęścia”

KONIEC

A dzisiaj coś króciutkiego. Jak wam się podoba gonitwa myśli w głowie Elżbiety? Próbowałam uchwycić wszystkie jej wątpliwości, ale nie wiem czy na pewno mi się to udało.

Urlop pełen wrażeń. Cz.6.

Leon przyjechał następnego dnia po południu. Krzysiek od razu po oficjalnych powitaniach, zagarnął przyjaciela dla siebie i wyciągnął go na spacer, a tam zaczął go wtajemniczać w swój misternie uknuty plan. Jednak Jasiński nie wydawał się tym planem zbytnio zachwycony.

- Sam nie wiem. A jeśli Ela nie podejmie walki, albo ty się naprawdę zakochasz?- Martwił się.

- Nie ma takiej opcji. Nasza Boska uwielbia wyzwania i jestem niemal pewny, że czuje do mnie to samo co ja do niej. Albo ona, albo żadna- powiedział zdecydowanie.

- A masz już kobietę, która zagra twoją nową „miłość”- przy ostatnim słowie, Jasiński zrobił w powietrzu cudzysłów.

- Mam. Właśnie chcę ci ją przedstawić- wyjaśnił.

- Rozumiem- powiedział.

- Zobacz, tam stoi- mężczyzna wskazał na niską brunetkę stojącą na plaży. Mężczyźni szybko do niej podeszli.

- Leoś, pozwól, że ci przedstawię moją przyjaciółkę. To jest Aneta. Kiedyś razem pracowaliśmy- wyjaśnił Florczyk.

- Dzień dobry. Tak, to prawda. A kilka lat temu wyszłam za mąż i przeprowadziłam się tutaj. Teraz pracuję w pobliskiej przychodni- powiedziała Aneta.

- Miło mi poznać- uśmiechnął się Leon i uścisnął drobną kobiecą dłoń.

- Mnie też- kobieta odwzajemniła uśmiech i uścisk dłoni.

- Aha, słuchaj Anetka, powiedz mi jedną rzecz- zaczął Krzyś.- Twój mąż na pewno nie jest jakimś strasznym zazdrośnikiem? Nie chciałbym oberwać po gębie- wyjaśnił.

- Nie, Kajtek muchy by nie skrzywdził- brunetka zdecydowanie pokręciła głową.- Zresztą ja go wtajemniczyłam w całą sprawę, aby się za bardzo nie przejmował, gdy usłyszy jakieś plotki- wyjaśniła.

- Oj, to bardzo dobrze- Florczyk odetchnął z wyraźną ulgą.

- A ja i tak uważam, że to jest głupi pomysł. Nawet bardzo- wtrącił się Leon.

- To nie jest pomysł. To jest desperacja- powiedział Krzysztof.

- A tu to się z tobą w pełni zgadzam. Ela na pewno cię kocha, co do tego nie mam żadnych wątpliwości, ale może to się skończyć tak, że się wycofa i będzie ci życzyć szczęścia z inną- marudził Jasiński.

- Leoś, ja muszę przynajmniej spróbować. Konwencjonalne metody nie działają, więc może podziałają te nietypowe- powiedział.

- Rób co chcesz. To się nie może dobrze skończyć- Leoś był wyjątkowo sceptyczny.

- Kiedy wprowadzimy nasz plan w życie?- Zapytała Aneta.

- Dziś wieczorem- zdecydował Krzysiek.

- Dobrze- powiedziała kobieta. Chwilę później trójka ludzi rozeszła się. Aneta wróciła do swojego domu, a Leon i Krzysiek do hotelu. Pozostawało tylko czekać do wyznaczonej godziny.

KONIEC

Wiem, że znowu takie króciutkie, ale jak już pisałam lubię budować napięcie i uznałam, że to dobry moment na zakończenie. W kolejnej części chyba będzie „randka” Krzysztofa.

Urlop pełen wrażeń. Cz.5.

Któregoś dnia Bosak postanowiła wreszcie zadzwonić do Leona i sprawdzić co u niego słychać. Tak dobrze bawiła się na urlopie, że trochę zaniedbała przyjaciela. Kiedy pewnego dnia została sama, bo Krzysiek gdzieś zniknął, wyciągnęła z torebki telefon i wybrała właściwy numer.

- Cześć Leoś- przywitała się, gdy w końcu nawiązała połączenie.

- Cześć- odpowiedział mężczyzna wesoło.

- Co u ciebie? Lepiej się już czujesz?- Zapytała.

- Tak. Jutro do was dojadę. Będziemy razem przez całe dziewięć dni. Super, nie?- Zapytał.

- Tak- zgodziła się.

- A jak się bawicie?- Zapytał.

- Świetnie- powiedziała z radością.

- Nie pozabijaliście się jeszcze z Krzysztofem?- Zażartował.

- Nie, coś ty. Jest super- powiedziała.

- A jak twoja randka?- Dopytywał.

- Och, daj spokój. To była kompletna pomyłka- jęknęła.

- Opowiadaj- powiedział, wyraźnie zaciekawiony Jasiński.

- Facet jest…był beznadziejny. Straszy sztywniak- zaczęła. Opowiedziała mu całą historię.

- To rzeczywiście kiepsko trafiłaś. Nie bój żaby. Jak przyjadę, sam ci znajdę fajnego faceta- obiecał.

- Wolę szukać sama. Zresztą…może nawet już znalazłam- powiedziała tajemniczo.

- Kogo?- Leoś nadstawił uszy.

- Nie mogę powiedzieć- odmówiła.

- Znam go?- Naciskał Jasiński.

- Nawet bardzo dobrze- wyznała, a po drugiej stronie, Leon, aż usiadł z wrażenia.

- Nie mów- powiedział.

- W porządku, nie mówię. Oj, Leoś. On mi się naprawdę coraz bardziej podoba i może nawet coś z tego będzie. Może. Najpierw muszę się pozbyć rywalki- powiedziała.

- Jakiej rywalki.

- Nie wiem, ale wiem, że jakąś mam. Ale na pewno ją pokonam- powiedziała.

- Oby, Ela. Oby- odpowiedział.

- Wiesz co? Muszę już kończyć- westchnęła.

- Do jutra.

- Pa.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Krzysztof właśnie wracał do hotelu, bo poszedł się przejść. Miał zamiar wyciągnąć Elę na obiad. Nie zauważył, że z naprzeciwka w jego kierunku ktoś idzie i wpadł na tą osobę z całym impetem. Była to kobieta mniej więcej po pięćdziesiątce, zaniedbana i dość przeciętnej urody, ale na jej widok w głowie Krzysztofa zaczął się rysować pewien chytry plan. Grzecznie przeprosił i poszedł dalej. Teraz musiał w swój piękny plan wciągnąć jakąś atrakcyjną kobietę. Mężczyzna czuł, że tylko w ten sposób zmusi Elżbietę do działania.

KONIEC

Urlop pełen wrażeń. Cz.4.

Elżbieta obudziła się o świcie. Nie była pewna co wyrwało ją ze snu, ale po chwili zrozumiała. Na dworze szalała wielka wiosenna burza. Kobieta nawet przez zasłonięte zasłony widziała błyski co chwilę rozświetlające niebo i słyszała grzmoty, szum wiatru i deszczu. Na zewnątrz musiał panować istny kataklizm. Bosak nie znosiła burzy. Przerażała ją. Ela powoli wstała, aby sprawdzić czy okno jest szczelnie zamknięte. Okazało się, że było lekko uchylone, więc szybko je zamknęła. Nagle poczuła tuż za sobą czyjąś obecność. Odwróciła się powoli. Przed nią stał nieco zaniepokojony Krzysztof.

- Nie możesz spać przez ten gigantyczny kataklizm?- Zapytał, wskazując na szalejący za oknem żywioł.

- Żebyś wiedział. Nie cierpię burzy- powiedziała i podskoczyła, bo właśnie rozległ się wyjątkowo głośny grzmot.

- To czemu stoisz przy oknie?- Zapytał.

- Bo chciałam domknąć okno- powiedziała.

- Dobrze, ale teraz okno jest już zamknięte, więc wracamy do łóżka, tak?- Zapytał i nie czekając na odpowiedź, pociągnął ją w kierunku łóżka.

- Tak- zgodziła się niechętnie i poszła za nim. Położyła się na łóżku i pozwoliła, aby przyjaciel otulił ją kołdrą.

- Dobranoc- usłyszała tuż przy swoim uchu.

- Nie wiem czy uda mi się usnąć- powiedziała i zadrżała, bo znowu rozległ się grzmot.

- Nie martw się. Tutaj nic nam nie grozi- pocieszył ją.

- Na pewno?- Zapytała.

- Tak. Na dachu jest piorunochron, więc jeżeli piorun w coś walnie, to właśnie w niego. Albo w to drzewo, które rośnie przy budynku- powiedział, przytulając ją, bo znów rozległ się grzmot.

- Jesteś pewien?- Dopytywała.

- Absolutnie. Śpij już- powiedział. Był wykończony i chciał jeszcze trochę pospać do rana, ale wiedział, że dopóki Ela się nie uspokoi, on też nie zaśnie.

- Ale nie mogę- jęknęła.

- Ela, burza nie jest wcale taka groźna. Poza tym pewnie i tak zaraz przejdzie. Mówię ci, spróbuj zasnąć- powtórzył.

- A…mogę się do ciebie przytulić?- Zapytała cichutko.

- Jasne- powiedział i przyciągnął ją do siebie. Bosak ułożyła się w jego ramionach wygodnie i zamknęła oczy. Czuła się teraz znacznie bezpieczniej, niż jeszcze przed chwilą. A to wszystko za sprawą Krzyśka. Była mu wdzięczna, że jest przy niej w tym momencie, bo inaczej umarłaby ze strachu. W końcu zapadła w sen.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Rano kobieta wstała bardzo wcześnie. Poza wielkimi kałużami, po burzy nie było już nawet śladu, a na niebie można było zauważyć śliczną tęczę. Niestety z okna nie było widać jej zbyt dokładnie, więc Bosak bezszelestnie ubrała szlafrok i buty i wyszła z pokoju, a potem z hotelu. Usiadła na schodach. Rzeczywiście, zapowiadał się kolejny pogodny dzień. Ela postanowiła wrócić do pokoju, obudzić Krzysztofa, wyciągnąć go na śniadanie, a potem zabrać na długi spacer. Przeskakując po dwa stopnie naraz, w końcu dotarła przed drzwi ich tymczasowego mieszkania. Weszła do środka, podeszła do łóżka i bezceremonialnie ściągnęła z Florczyka kołdrę. Mężczyzna leniwie otworzył jedno oko.

- Która godzina?- Zapytał.

- Prawie ósma. Wstawaj. Idziemy na śniadanie, a potem na spacer- mówiła, wyjmując z szafy świeże ubrania na dziś i szczotkę do włosów.

- Ale dlaczego tak wcześnie?- Jęknął.

- Bo mamy ładny dzień i musimy go maksymalnie szybko wykorzystać- powiedziała.

- Ale…- próbował protestować.

- No, chodź- prosiła.

- Dobrze- westchnął.- Ale robię to tylko i wyłącznie dlatego, że bardzo cię lubię- zaznaczył.

- Ja też cię bardzo lubię- uśmiechnęła się.- Mogę iść pierwsza do łazienki?- Zapytała.

- Tak, tak- machnął ręką, bo właśnie składał łóżko.

- To wrócę za pięć minut- powiedziała i zamknęła się w łazience. Najpierw umyła zęby, potem wzięła prysznic, ubrała się i uczesała. W momencie, gdy kończyła układać fryzurę, usłyszała pukanie do drzwi i głos Krzyśka.

- Ela!? Skończyłaś już!?- Zawołał.

- Tak- powiedziała, otwierając drzwi i wychodząc z łazienki. Teraz to Krzysztof zamknął się w środku. Wrócił po kwadransie.

- Dobra, jestem gotowy- powiedział, dopinając ostatni guzik w kraciastej koszuli.

- A ja jestem strasznie głodna, więc najwyższy czas iść- powiedziała.

- Oczywiście- zgodził się. Wyszli z pokoju i zeszli na dół do jadalni. Szybko zjedli i wyszli na dwór.

- To gdzie idziemy?- Zapytał Florczyk.

- Może do lasu?- Zaproponowała.

- Dobrze- zgodził się.

Szli przez jakiś czas w milczeniu. W końcu Florczyk nie wytrzymał i przerwał tą dziwną ciszę.

- Ela, musisz mi pomóc. Mam pewien kłopot- wyrzucił z siebie.

- Jaki?- Zaniepokoiła się.

- Zakochałem się- wyznał.

- No to ci gratuluję, ale co ja mam z tym wspólnego?- Zapytała.

- To nieważne. Problem jest taki, że kobieta, w której się zakochałem, jest strasznie oporna i nie chce ze mną być- powiedział.

- Współczuję. A nie możesz znaleźć sobie bardziej dostępnego obiektu westchnień?- Zapytała.

- Nie. Albo ta, albo żadna- powiedział zdecydowanie.

- A ta kobieta wie, że jesteś w niej zakochany?- Drążyła.

- Jeszcze nie. Wiesz, ja trochę się boję tej rozmowy- przyznał.

- Na pewno wszystko będzie dobrze. Ale skoro jeszcze z nią o tym nie rozmawiałeś, to skąd wiesz, że ona nie odwzajemnia twoich uczuć?- Dopytywała.

- Ale ona właśnie chyba je odwzajemnia. Po prostu boi się do tego przyznać- powiedział.

- Mam dać ci dobrą radę? Poczekaj. Fajny z ciebie facet i na pewno w końcu dopniesz swego- pocieszyła go.

- Naprawdę tak myślisz? Ale ja już tyle czekam- jęknął.

- Ile?- Zapytała zaciekawiona.

- Prawie dwa lata- wyznał.

- To rzeczywiście długo- przyznała mu rację.

- Sama widzisz. Nie chcę już dłużej czekać- powiedział.

- To rzeczywiście powinieneś ruszyć do ataku- stwierdziła.

- Tak myślisz?- Zawahał się.- Boję się, cholera- wyznał.

- Ale myślę, że twoja ukochana raczej cię nie pobije- roześmiała się.

- No nie wiem, nie wiem. Ona bywa bardzo nerwowa- mężczyzna również się zaśmiał.

- Jezu, prawdziwa herod-baba z tej twojej ukochanej- zażartowała.

- Żebyś wiedziała. Ale i tak ją kocham- powiedział zdecydowanie.

- Na pewno w końcu wszystko się ułoży- pocieszyła go.

- Wiem. Po prostu mam już dość samotności- westchnął.

- Ja też mam czasem dość. Ale nie samej samotności. Ja miewam dość tego, że o wszystko muszę się martwić sama. O rachunki, o drewno i węgiel do pieca, o swoje auto, w którym właśnie padły hamulce i strach nim jeździć- wymieniała.

- Hamulce mogę ci naprawić, bo trochę się znam na samochodach- zaproponował.

- Naprawdę mógłbyś się tym zająć?- Upewniła się.

- Po powrocie z naszego urlopu, tak. W dodatku zrobię to absolutnie za darmo, więc zaoszczędzisz- obiecał.

- Miło z twojej strony- powiedziała.

- Ja zawsze jestem miły- powiedział. Przez następne kilka minut znów szli w milczeniu, aż nagle Bosak zahaczyła nogą o jakiś wystający korzeń, którego wcześniej nie zauważyła i potknęła się. Krzysiek momentalnie znalazł się przy niej.

- Nic ci nie jest?- Zaniepokoił się.

- Nie, jestem cała- powiedziała, wstając powoli i otrzepując się z liści, trawy i ziemi.

- Na pewno?- Dopytywał.

- Na pewno- potwierdziła.- Może wracajmy już, co? Zaraz będzie pora na obiad- powiedziała.

- Dobrze- zgodził się, więc zawrócili. Florczyk był zatopiony we własnych myślach. Ela nie zorientowała się, że on przez cały czas mówił o niej. Chciał jej to wyjawić, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Po co miał to robić? Bosak najwyraźniej nie kochała go. Sytuacja wyglądała beznadziejnie, ale mężczyzna miał kilkanaście dni, aby jakoś to zmienić i spróbować uwieść przyjaciółkę. Nie miał już nic do stracenia. Wolał nawet stracić jej przyjaźń i wrócić do Warszawy, aby nie musieć jej oglądać niż wariować z miłości mając ją niemal na wyciągnięcie ręki.

- O czym myślisz?- Zapytała Bosak.

- O tobie- wymsknęło mu się.

- Naprawdę?  A o czym konkretnie?- Dopytywała.

- Nie mogę powiedzieć- pokręcił głową.

- No nie bądź taki- szturchnęła go lekko w żebra.

- Nie mogę powiedzieć. Jeszcze nie teraz- powtórzył.

- I tak to z ciebie wyciągnę- uśmiechnęła się.

- Wątpię- powiedział i objął ją lekko w pasie.- Ela, wszystkiego się dowiesz, ale nie teraz. Powiem ci za kilka dni, dobrze?- Zapytał.

- Dobrze- zgodziła się. Właśnie dotarli do małej włoskiej restauracji znajdującej się niedaleko ich hotelu. Usiedli przy stoliku na zewnątrz i zaczęli przeglądać kartę. W końcu złożyli zamówienie. Prawie godzinę później wrócili do hotelu. Resztę dnia spędzili na plaży.

KONIEC